Salon obłudników

0
54
REKLAMA

Za to w dniach poprzedzających święto i zaraz po nim opublikowała szereg artykułów dezawuujących ich na różne sposoby oraz dyskredytujących poświęcone im obchody.
Może za często − słyszałem wielokrotnie taki zarzut − poświęcam uwagę tej gazecie i środowiskom, których głos ona stanowi. Ale trudno przejść do porządku dziennego nad obłudą tak wpływowego medium.
Właśnie o obłudę mi chodzi, bo co do ideologii, jakiej ta gazeta służy, nie mam od dawna wątpliwości. Została ona stworzona, by wychowywać „nowego”, „unijnego” człowieka i Polaka, by tresować nas w entuzjazmie dla „idei europejskiej” i w odrzuceniu z pogardą własnej tradycji patriotycznej i narodowej. Jest logiczne, że w tej sytuacji Dzień Żołnierzy Wyklętych czy Muzeum Powstania Warszawskiego to przedsięwzięcia, które trzeba dyskredytować, ośmieszać i podważać ich sens − natomiast godne najusilniejszego wsparcia jest upamiętnianie rzekomo „polskiej” zbrodni w Jedwabnem i stawianie w rocznicę Cudu nad Wisłą pomników bolszewickim najeźdźcom.
Rzecz nie w samych celach, jakie sobie stawia gazeta, ale w tym, że usiłuje je osiągnąć w sposób nieuczciwy, podstępny. Salonowe autorytety − zgodnie ze wskazówkami psychologów (nie przypadkiem większość kierownictwa redakcji ma tam takie właśnie wykształcenie), nie atakują pamięci o bohaterach wprost, nie nazywają ich, jak komuszy „Przegląd”, bandytami. Nie, one tylko zasiewają wątpliwości. „Historia jest skomplikowana, to nie było takie jednoznaczne” – to bezustannie powtarzane frazy, w które opakowuje się sensacyjne odkrycia, że, na przykład, wielu chłopów współpracowało z władzami w tropieniu leśnych oddziałów. (Podobnie było i w powstaniu styczniowym, i pewnie każdym innym – i co z tego?)
Najważniejsze jest to, że historia jest „skomplikowana”, „niejednoznaczna”, „niedająca się zamknąć w czarno białych schematach” tylko tam, gdzie salony chcą niszczyć polską pamięć o patriotycznym zrywie. Gdy rzecz dotyczyć ma na przykład rzekomo „wysysanego z mlekiem matki” antysemityzmu − to nagle wszystko robi się zupełnie odwrotne. Mniejsza o jakiekolwiek szczegóły. Mniejsza, czy w Jedwabnem nie było żadnych Niemców, czy cały specjalny oddział pacyfikacyjny, który w dniach poprzednich i następnych „likwidował” populację żydowską w sąsiednich miasteczkach. Mniejsza o socjalne przyczyny przedwojennych polsko‑żydowskich napięć, o poczucie polskich chłopów, że szabrując majątek wywożonych, tylko odbierają sobie to, co lichwiarz (dajmy na to) wyciągnął z nich przed wojną. Polacy mordowali i rabowali Żydów − tylko to się liczy! Nie brnijmy w szczegóły, nie szukajmy samousprawiedliwień, nie zajmujmy się nieistotnymi w kontekście tragedii drobiazgami, nie łapmy Grossa na jednym, drugim ani tym bardziej setnym fałszu i przekłamaniu. Polacy zabijali i rabowali, i to jest wina, za którą wszyscy mamy padać na kolana, przepraszać, i, naturalnie, bez gadania wypłacić żydowskim prawnikom z New Yorku żądane przez nich haracze.
Zachęcam każdego do porównania niedawnych artykułów traktujących o „Żołnierzach Wyklętych” z to, co ta sama gazeta pisała przy rocznicach dających okazję by Polskę opluć. Wiele sygnowanych jest tymi samymi nazwiskami.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o