Samorządowe oszczędzanie

0
67
REKLAMA

Jeśli oceniamy zarządzanie finansami publicznymi w poszczególnych państwach, to najczęściej stosujemy dwa wskaźniki, które pokazują stan zadłużenia państwa i to, czy państwo dalej się zadłuża. Stan zadłużenia wyrażony jest przez dług publiczny w stosunku do Produktu Krajowego Brutto. Pokazuje on zatem wielkość długu odniesioną do bogactwa danego państwa. To tak jak w przypadku pożyczania konkretnym osobom. Jeśli dwoje ludzi jest tak samo zadłużonych i tyle samo zarabia, ale jeden z nich ma jeszcze duży majątek w postaci domów, mieszkań, działek itd., to łatwiej pożyczymy mu kolejne pieniądze. Będzie on dla nas wiarygodniejszy. Wyrazem bogactwa w przypadku krajów jest właśnie wielkość PKB. Według standardów UE dług nie powinien przekraczać 60% PKB.
Drugi wskaźnik, który określa bieżące zadłużanie się, to deficyt budżetowy. Jednak ponieważ w dzisiejszej Europie zależności między władzą centralną a samorządami są często bardzo ścisłe, choćby dlatego że wiele zadań centralnych spada na samorządy, w Unii Europejskiej stosuje się wskaźnik deficytu sektora finansów publicznych. Z grubsza jest to deficyt budżetu centralnego oraz różnych jednostek związanych z budżetem państwa razem z deficytem samorządów. W krajach UE wskaźnik ten nie powinien przekraczać 3% PKB.
Z liczeniem tego wskaźnika jest problem. Chodzi o przyjętą metodologię. My coś w Polsce na ten temat wiemy, bowiem w przeszłości dochodziło tu do wielu dyskusji między polskim ministrem finansów a przedstawicielami władz UE. Co innego obie strony rozumiały pod tymi samymi pojęciami. Chodziło oczywiście o to, że trochę kombinowaliśmy, żeby wielkość deficytu obniżyć. Do dzisiaj zresztą są w Polsce pozycje, których nieuwzględnienie w liczeniu deficytu budzi wątpliwości. To jednak zupełnie inna kwestia.
Tak czy inaczej, główne składowe deficytu sektora finansów publicznych do deficyt budżetu centralnego i deficyty samorządów. W 2010 roku wzrósł on w Polsce do poziomu około 120 mld złotych, czyli około 8% PKB. Był zatem bardzo duży. Utrzymanie takiej sytuacji mogło dość szybko, w perspektywie kilku zaledwie lat, wpędzić nas w sytuację dramatycznie zadłużonej Grecji. Z grubsza bowiem dług publiczny to suma deficytów z poszczególnych lat. A zatem kolejne wysokie deficyty to szybki przyrost długu publicznego.
Owe 120 mld zł dość równo przypadało na centrum i na samorządy. Czyli mniej więcej po 60 mld. Maksymalny dopuszczalny w Unii poziom to przy wartości PKB z roku 2010 nieco ponad 40 mld zł. Owszem PKB rosło, ale wiadomo było, że wzrost nie będzie, delikatnie mówiąc, rekordowo wysoki. Nie załatwi zatem sprawy. Minister finansów zaczął zatem działać. I jednym z tych działań był szlaban dla wzrostu samorządowych długów. Problem w tym, że spora część na przykład inwestycji infrastrukturalnych realizowana była i jest właśnie przez samorządy. Mają one także wciąż nowe zadania nakładane przez centrum. Jak w takiej sytuacji sobie poradzić?
No właśnie widzimy. Samorządy zaczęły ostro ciąć wydatki. Głównie rozwojowe. Słyszymy o oddalających się terminach budowy dróg, remontów itd. itp. Ale to za mało, tym bardziej że część inwestycji trzeba kontynuować choćby z uwagi na stratę środków unijnych dofinansowujących projekty. A zatem trzeba także zwiększyć dochody. Podwyżki podatków lokalnych, różnego rodzaju opłat od takich za dzierżawę wieczystą po parkowanie w strefach miast, nakładanie nowych opłat, podwyżki cen komunikacji miejskiej, itd. itp. I niestety przyszły rok będzie pod tym względem jeszcze gorszy.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o