Siła jednej firmy

0
28

Rating, czyli ocenę wiarygodności kredytowej. Innymi słowy – możliwości spłaty zobowiązań. Wielu ekonomistów oburzyło się na ten fakt. Może i USA mają dzisiaj więcej problemów, niż pięć lat temu. Ale to wciąż największa, najważniejsza, najbardziej efektywna gospodarka świata. Mało tego: dalej uważana przez inwestorów za najbezpieczniejszą. Obniżenie jej oceny powinno wiązać z się z obniżeniem oceny wszystkim innym. Mnie też ta decyzja się nie podobała. A najśmieszniejsze jest to, że po pół roku od jej podjęcia rentowność amerykańskich obligacji jest niższa niż przed zmianą oceny. Z tego wyciągnąć można prosty wniosek: najdelikatniej mówiąc, zaufanie do USA nie spadło. Jeśli bowiem inwestorzy godzą się kupować obligacje, które przynoszą im mniejszy zysk, to znaczy, że nisko oceniają ryzyko związane z tymi papierami. Można oczywiście prowadzić dyskusję, że to nie sytuacja USA jest lepsza, tylko w innych częściach świata jest gorzej, ale jeśli nawet tak jest, to potwierdza to tylko tezę, że obniżanie ratingu USA bez ruszania go innym państwom było bez sensu.
No dobrze, ale to już jest historia bardziej odległa. Dzisiaj mamy nowe decyzje wspomnianej już [email protected] Obniżenie ratingu dziewięciu państwom strefy euro. Najwięcej kontrowersji wzbudziła kwestia Francji. Ale w przypadku Włoch i Austrii też odczucia są mieszane.
Czy [email protected] ma rację? Czy rzeczywiście wiarygodność tych państw spadła? Trzeba przyznać, że faktycznie tak. Wzrost zadłużenia w związku z walką z kryzysem rynków finansowych 2008 roku zwiększył i tak już niebotyczne w wielu przypadkach długi państw. Strefa euro zaczęła trzeszczeć. A politycy europejscy wzięli się do roboty z wyraźnym ociąganiem. Trudno się zatem dziwić analitykom agencji. Decyzje podjęte na grudniowym szczycie UE powinny być podjęte przynajmniej rok wcześniej. Ale nawet teraz, po ich podjęciu, nie obserwujemy wzmożonej determinacji. Rzeczywiście, jak zresztą powiedziała kanclerz Merkel, obniżenie ratingów powinno być impulsem do jeszcze intensywniejszej pracy na rzecz zreformowania strefy wspólnej waluty. Czy będzie, czy politycy przejmą się decyzję [email protected], to już zupełnie inna sprawa.
Z drugiej jednak strony drażnić może to, że sporo reform zostało zainicjowanych. A w kilku państwach są to wyzwania wręcz bez precedensu. Choćby we Włoszech, gdzie nowy premier przygotował pakiet iście uderzeniowy. Problemem wydaje się to, że jeśli już do obniżenia ratingów miało dojść, to powinno to się stać przynajmniej pół roku temu. A nie teraz, kiedy jednak pozytywne zmiany następują. Być może zbyt mało głębokie, szczególnie na poziomie całej strefy euro, ale jednak. I właśnie owo opóźnienie można, jak sądzę, uznać za błąd.
A tezę tę potwierdza sytuacja rynkowa. Gdy popatrzymy na wspomniane już przeze mnie rentowności obligacji, które są jednym z wyrazów oceny zaufania do państw, to na przykład Francja już od dawna musi płacić za pożyczane pieniądze dużo więcej niż Niemcy. Inwestorzy oceniali zatem ryzyko z nią związane wyżej. Podobną sytuację mamy w przypadku większości państw, którym obniżono ocenę.
Tak czy inaczej, jedno jest dziwne. Agencje ratingowe dalej stanowią nieprawdopodobną siłę decydującą o losach całych państw. I to pomimo ewidentnej kompromitacji w 2008 roku, kiedy kompletnie nie przewidziały zagrożenia związanego z problemami rynku hipotecznego w USA. Lehman Brothers na miesiąc przed upadkiem był klasyfikowany jako absolutnie pewny bank. Pozostaje zatem pytanie: czy powinno być tak, że prywatne, działające przecież na zasadach rynkowych, pozostające poza wszelką kontrolą, bez możliwości odwoływania się od ich ocen agencje powinny odgrywać tak potężną rolę w dzisiejszym świecie?

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o