Skansen

0
86
REKLAMA

Poważnie traktował siebie i swoją karierę idol mojej młodości, Włodzimierz Lubański. Grał on jednak w czasach, w których trudno było na boisku zarobić fortunę, ale dał radę i żyje całkiem nieźle. Nieco później karierę zrobił Zbigniew Boniek, który jako młody chłopak postanowił, że będzie grał w elitarnym klubie, i tak poprowadził swoje życie, że dopiął wszystkich celów. No i wreszcie dziś mamy przykład Roberta Lewandowskiego, który w ciągu kilku lat ze Znicza Pruszków trafił do najlepszego klubu świata, czyli do Bayernu Monachium, w którym zarabia miliony.
Nie pije, nie bierze narkotyków ani nie daje się omamić hazardowi. Wie, że ma swoje 5 minut i dobrze je wykorzystuje. Dlaczego nie potrafią tego zrobić tysiące chłopaków z całej Polski, jako żywo nie wiem. Ale to jest zagadka raczej psychologiczna, a ta, która naprawdę mnie nurtuje, jest o wiele bardziej złożona.
Sposób, w jaki UEFA potraktowała mistrza Polski, czyli Legię Warszawa, unaocznił mi fakt, że w naszym kraju nie udało się stworzyć zawodowej piłki nożnej. Klub piłkarski jest dziś przedsiębiorstwem. Taka Barcelona, na przykład, kupuje jakąś brazylijską gwiazdę za horrendalną sumę, ale zarządzający klubem doskonale wiedzą, że w ciągu dwóch lat sprzedadzą tyle koszulek z nazwiskiem gwiazdy, że ten zakup się zwróci. Poza tym wiedzą, że gwiazda przyniesie określone zyski w związku z prawami do transmisji meczów, a koniec końców zostanie gdzieś sprzedana. I wszystko się kręci.
W naszym kraju mamy setki, a nawet tysiące przykładów, że przedsiębiorcy potrafią sobie dać radę na konkurencyjnym rynku. Ale nie przedsiębiorcy działający w piłce. Złamało sobie na tym zęby wielu biznesmenów, którzy na innych rynkach potrafią doskonale działać. Nie mówię o takich biznesmenach jak pan Ptak, który ma jakieś hale targowe pod Łodzią i kilkanaście lat temu postanowił wejść w piłkę. Kupił Pogoń Szczecin, a potem na pniu nabył kilkudziesięciu Brazylijczyków. W efekcie Pogoń spadła na dno, z którego podnosiła się przez lata. Myślę o Cupiale, który z powodzeniem prowadzi biznes kablowy, ale z Wisłą mu nie wychodzi. Myślę o profesorze Filipiaku, który jest właścicielem Comarchu i Cracovii. Comarch działa, Cracovia nie. Potknął się na piłce Józef Wojciechowski, który z powodzeniem działa w branży deweloperskiej, ale poprowadzenie przedsiębiorstwa Polonia Warszawa okazało się być ponad jego siły. Po kilku latach wycofał się z Legii Warszawa Mariusz Walter, który od 20 lat, czyli od czasu, gdy go znam, wygrywa na każdym polu, poza tym jednym – z dwoma bramkami. Ledwo dyszą właściciele Lecha Poznań, Lechii Gdańsk, Ruchu Chorzów i Zawiszy Bydgoszcz, chociaż w innych biznesach idzie im doskonale.
Przyznam, że kompletnie tego zjawiska nie rozumiem. To prawda, że wokół klubowej piłki gromadzą się tak zwani kibole, czyli inaczej mówiąc bandyci, ale nie wiem, dlaczego bandyci mogą wpływać na polski biznes, a trzymają się z daleka od biznesu belgijskiego, czyli Anderlechtu Bruksela. Nie rozumiem, dlaczego prawnicy Bogusław Leśnodorski i Dariusz Mioduski mogą w swoich firmach zatrudniać kompetentnych ludzi, a w Legii mają pracowników, którzy nie rozumieją dość prostych przepisów. Jedynym smutnym wytłumaczeniem tej zagadki jest to, że polska piłka nożna jest skansenem, skansenem PRL.

REKLAMA
REKLAMA

Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments