Skłonność do ryzyka

0
99
REKLAMA

Żeby nie trzymać w niepewności, od razu trzeba jednoznacznie stwierdzić: nie ma!. Wszystko zależy od tego, jakie ryzyko chcemy na siebie wziąć. A cóż to jest owe ryzyko? To niebezpieczeństwo tego, że nie tylko nie zarobimy, ale że możemy stracić. I świadomość tego faktu jest z pewnością najtrudniejszym elementem podjęcia decyzji o tym, w co zainwestować.
Wielu z nas twierdzi, że strata nie jest problemem. Niby rozumiemy ryzyko, damy sobie radę z faktem zmniejszenia naszego stanu posiadania. Jednak jak przyjdzie co do czego, sytuacja nie wygląda już tak różowo. Albo mamy pretensję do tego, kto nam daną inwestycję doradził, albo do samych siebie, że nie jesteśmy „do przodu”.
Tymczasem nie ma cudów. Za inwestycje pewne, choć też tak naprawdę tylko względnie, uznajemy kupowanie obligacji skarbowych i wpłacanie pieniędzy na lokatę. Względność braku ryzyka wynika z tego, że tak naprawdę w banku nasze środki są zabezpieczone tylko do pewnej wysokości, w przypadku Polski jest to 100 tysięcy euro, które od czasu kryzysu rynków finansowych z 2008 roku gwarantuje nam państwo. Zresztą przecież państwo też może zbankrutować. To z kolei oznacza tak naprawdę brak pewności i w przypadku gwarancji lokat, i w przypadku obligacji skarbowych. Jeśli ktoś nie wierzy, niech popatrzy na Grecję.
Załóżmy jednak, że obligacje skarbowe i lokaty w banku są pewne. W przypadku Polski dają nam one obecnie, w zależności do rodzaju, 5%‑6% zysku w skali roku. I to jest coś, co możemy nazwać zyskiem bez ryzyka. Jeśli chcemy mieć więcej, musimy ryzyko na siebie wziąć. A to już oznacza, że możemy nic nie zarobić lub wręcz stracić.
No dobrze, ale przecież mamy oferty z tak zwaną gwarancją. Może ona na przykład dotyczyć 95% zainwestowanego kapitału, czyli wpłaconych pieniędzy. Czy nie jest to ograniczenie ryzyka związanego z inwestycją? Oczywiście jest. Ale jakość gwarancji zależy od tego, kto gwarantuje. Najczęściej jest to ten podmiot, któremu powierzamy pieniądze. Innymi słowy: ta gwarancja jest tak pewna, jak pewny jest podmiot, który jej udziela. A czy jest on pewny? No to już zależy od tego, o jakim podmiocie mówimy. Ale z pewnością nie jest pewniejszy niż państwo, w którym działa. W większości przypadków ryzyko z nim związane jest dużo większe. Jeśli zatem pojawi się strata i tę stratę pokryć ma podmiot, któremu wpłaciliśmy pieniądze, może się okazać, że nie będzie on w stanie gwarancji zrealizować. Warto o tym pamiętać.
Zdanie sobie sprawy z ryzyka jest fundamentem inwestowania. A jeśli już zdamy sobie z niego sprawę, to trzeba odpowiedzieć na kolejne ważne pytanie: czy jestem w stanie z tym ryzkiem żyć? Czy strata, gdy się pojawi, nie doprowadzi mnie na przykład do rozstroju nerwowego? Czy jestem w stanie taką stratę „przeżyć”? Teoretyczne sprawdzenie tego faktu jest bardzo trudne. Są co prawda odpowiednie testy, których rozwiązanie ma określić naszą podatność na ryzyko, ale nie są one do końca skuteczne. Tak naprawdę przekonamy się dopiero wtedy, gdy prawdziwa strata nas dotknie. Ale może to być wiedza bolesna.
Nie ma jednak innego wyjścia. Za budowanie jakiegokolwiek portfela inwestycyjnego można się zabierać dopiero wtedy, kiedy odpowiemy na pytanie, jak inwestor reaguje na ryzyko. Potem możemy zastanawiać się nad kolejnymi krokami, które doprowadzą nas do optymalnej struktury inwestycji.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o