Skorodowana PO

0
81
REKLAMA

We wtorek w minionym tygodniu poseł Mariusz Kamiński, niegdyś szef CBA, wmówił grupie dorosłych ludzi, że białe jest czarne, a czarne jest białe. Przekonał kilkanaście osób uważających się za polityków, że prokuratura stawia mu zarzuty w związku z willą ponoć należącą do państwa Kwaśniewskich, gdy w istocie chodzi o przekroczenie uprawnień przez pana Kamińskiego i pana Kaczmarka, zwanego agentem Tomkiem, w zupełnie innych sprawach. Swoją drogą ciekawe jest to, że cytowane na tajnym posiedzeniu Sejmu słowa Jolanty Kwaśniewskiej, zarejestrowane przez tajne służby, tak wstrząsnęły posłami, a znająca je katowicka prokuratura w ogóle się nimi nie przejęła i sprawę domniemanej willi państwa Kwaśniewskich umorzyła. Ale o ile jeszcze sprawę obrony immunitetu przez Mariusza Kamińskiego można tłumaczyć niefrasobliwością władz klubu PO, które nie poinformowało nierozgarniętych posłów, w jakiej sprawie głosują, albo niedopełnieniem obowiązków przez posła sprawozdawcę, który nie wyjaśnił posłom przed głosowaniem o co chodzi, o tyle sprawa która wybuchła kilka dni temu, nie znajduje prostego wyjaśnienia. Mam na myśli oczywiście serię nagrań publikowanych przez jeden z tygodników.
Nie znam wszystkich tych nagrań, słyszę, że tygodnik publikować je będzie systematycznie. To, które na razie porusza mnie najbardziej, to zapis rozmowy Marka Belki i Bartłomieja Sienkiewicza w obecności trzeciego pana – doradcy prezesa NBP. Znam profesora Belkę, jeszcze lepiej znam Bartłomieja Sienkiewicza. Nie przypuszczałem, że są w stanie w ogóle w taki sposób rozmawiać. Dyskutowanie o długości członków i napisach w kiblu w Dżakarcie, jest tak żałosne, że aż nie chce mi się tego komentować. Ale przecież nie to jest najważniejsze. Istotą problemu jest to, że obaj panowie nie mieli prawa dyskutować o zmianach w składzie Rady Ministrów i o zmianach ustaw. Nie mieli prawa tego robić nie tylko przy wódeczce w knajpie, ale w ogóle nie wchodzi to w ich kompetencje. Najbardziej zdumiewa mnie fakt, że w chwili gdy piszę te słowa, ani Marek Belka, ani Bartłomiej Sienkiewicz nie podali się do dymisji.
Dziwne jest także to, że premier zapowiada konferencję prasową w tej sprawie na poniedziałek, czyli dwa dni po jej ujawnieniu. Trochę późno, panie premierze, zważywszy na fakt, że jest pan w tej sprawie w samym centrum wydarzeń. Nie ma Donalda Tuska na nagraniu, ale jeżeli nie wiedział, że Bartłomiej Sienkiewicz negocjuje odwołanie ministra finansów, to znaczy, że powinien się podać do dymisji. Jeżeli wiedział, to też powinien zrezygnować z bycia premierem.
Oczywiście kluczowym pytaniem jest, kto i dlaczego robił te nagrania. Jest dla mnie oczywistym, że nie robił ich dziennikarz tygodnika „Wprost”. Dziennikarzom ktoś te materiały dał. Tu pojawia się problem, z którym dziennikarzom trudno jest sobie poradzić. Jeżeli dziennikarze dostają takie nagrania, to chociaż zdają sobie sprawę z tego, że stają się narzędziem w rękach tego, kto im te nagrania daje, nie mogą ich nie opublikować. Gorący kartofel parzy ręce, więc trzeba go ostudzić publikując wszystko, co się wie. Słabość „Gazety Wyborczej” przy publikacji rozpoczynającej aferę Rywina polegała na tym, że gazeta próbowała zrobić jakieś śledztwo, a dopiero po kilu miesiącach opublikowała zapis nagrania zrobionego przez Adama Michnika. Mam nadzieję, że tym razem jest inaczej i mam też nadzieję, że dowiemy się, kto nagrywał i dlaczego postanowił to dzisiaj upublicznić.

REKLAMA
REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments