Smoleńsk wraca

0
71
REKLAMA

Trudno zrozumieć, czym kieruje się p. Kaczyński, bo przecież nie racjonalnymi kalkulacjami. Katastrofa lotnicza pod Smoleńskiem została gruntownie, precyzyjnie i kompetentnie wyjaśniona przez komisję Millera. Niczego nowego, z wyjątkiem trzeciorzędnych i nic niewnoszących detali – jak np. trzeźwość gen. Błasika, którego nikt nie oskarżał o spowodowanie katastrofy, lub wysokość brzozy – nikt już od dawna w tej sprawie nic nie powiedział. Stwierdzenie prokuratury, że nie było wybuchu, jak prawie wszystko, co w tej sprawie zrobiła prokuratura, spóźnione i niepełne, nie jest żadną nowością.
W efekcie pracy komisji Laska, która skutecznie potrafiła zdezawuować kłamstwa tzw. zespołu Macierewicza, coraz więcej ludzi odrzuca spiskowe teorie, w tym oczywiście zamach, w który wierzą fanatycy z PiS, wyznawcy smoleńskiej sekty i kultu Kaczyńskiego, odporni na fakty i dowody mniej więcej tak jak świadkowie Jehowy na transfuzję krwi.
Z jednej strony mamy fakty i naukę z drugiej ignorantów i fanatyków, z których część z zimną krwią wykorzystuje katastrofę lotniczą do własnych celów politycznych. Od dawna jakakolwiek dyskusja ze zwolennikami kolejnych bredni o „wymordowaniu pasażerów już w Polsce”, „trzech ocalałych”, „sztucznej mgle”, „helu”, „dwóch wybuchach”, „dobijaniu rannych” itd. jest bezsensowna i niepotrzebna. Wyznawcy smoleńskiej sekty coraz bardziej tracą wpływ na bieg wydarzeń i kompromitują każdego pokazującego się w ich towarzystwie. Tragedia pod Smoleńskiem przestała być elementem użytecznym w kampanii wyborczej czy w jakiejkolwiek polityce, a stała się lub stopniowo się staje obciążeniem.
A jednak Kaczyński zdecydował się raz jeszcze detonować tę sprawę i dlaczego to zrobił, jest interesujące bardziej chyba z punktu widzenia psychologii niż polityki. Bo raczej trudno sobie wyobrazić, że jest to wyłącznie autorski pomysł Macierewicza na zaistnienie w bieżącej polityce i przypomnienie o sobie. Być może jest to mimo wszystko próba mobilizacji twardego elektoratu pisowskiego, a więc jednak kalkulacja polityczna. Ale wynikałaby z fatalnej intuicji i braku elementarnego społecznego wyczucia, co w końcu nie raz Kaczyńskiemu się zdarzało.
Nikt nie przedstawił dotychczas żadnego argumentu obalającego raport komisji Millera, z którego wynika, że do wypadku doszło na skutek błędu pilotów, którzy podjęli ryzykowną próbę lądowania w fatalnych warunkach, najpewniej pamiętając o wyprawie Lecha Kaczyńskiego do Gruzji i obawiając się nieprzyjemnych konsekwencji. Cała konstrukcja zamachu i spisku opiera się na urojeniach i jest mieszaniną politycznych kalkulacji związanych z walką o władzę i osobistej mściwości wiecznie przegranego Jarosława Kaczyńskiego.
Nie jest to pozytywny element najnowszej historii, a raczej czynnik podpalający Polskę. PiS od mniej więcej pięciu lat usiłuje podpalić nasz kraj, w czym usilnie pomaga o. Rydzyk, Duda i inni różnego rodzaju frustraci i polityczni oraz zwykli nieudacznicy. Smoleńsk stanowi dla nich szansę na zaistnienie w polityce i w środkach przekazu. Nikt nie wiedziałby, że istnieją niektórzy „niepokorni, niezależni i patriotyczni” dziennikarze, reżyserzy, poeci i politycy, gdyby nie „smoleńska sekta” i smoleńskie obchody. Ale jest to wyraźna mniejszość i nic nie wskazuje, aby stała się większością, i dlatego uruchomienie smoleńskiego wątku w kampanii wyborczej musi oznaczać klęskę tej kampanii, a tym samym siódmą czy ósmą – licząc warszawskie referendum – przegraną PiS i osobiście Jarosława Kaczyńskiego.
Jak zawsze szansą PiS jest bardzo niska frekwencja i tzw. twardy elektorat wyznawców, dla których nie liczy się nic innego jak tylko „władza dla Jarka” – jeśli PiS nie rządzi, to nie ma Polski. Mniej więcej to samo mówili komuniści – nie możemy nie rządzić, bo rewizjoniści odbiorą nam ziemie zachodnie i Polska upadnie.
Nie wydaje się jednak, by ten argument okazał się skuteczny w kampanii do Parlamentu Europejskiego, a także w następnych kampaniach.

REKLAMA
REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments