Spalinowe znowu na topie?

0
63
REKLAMA

Co poniektórzy zaczęli już wieszczyć upadek wielu koncernów motoryzacyjnych, niezdolnych do nowego „zielonego” myślenia. W ostatnich latach, szczególnie dwóch ostatnich, coś się jednak zmieniło.
Pamiętam, jak na początku 2008 roku pojawiły się prognozy, które mówiły o tym, że cena ropy szybko przekroczy 250 USD za baryłkę. Oznaczałoby to znaczny, delikatnie mówiąc, wzrost cen na stacjach benzynowych. Drożejące paliwa i rosnące w siłę różnego rodzaju proekologiczne organizacje dość mocno zmieniły podejście do kwestii napędów samochodów. Przynajmniej samochodów przyszłości. Na salonach samochodowych w Genewie, Frankfurcie czy Tokio przestały się pojawiać auta z potężnymi sinikami o wielkich pojemnościach, a ich miejsce zajęły samochody elektryczne i hybrydowe. I to także w Stanach Zjednoczonych w Detroit czy Nowym Yorku, które przecież zawsze były królestwem wielkich, nieliczących się ze zużyciem paliwa wehikułów. Producenci prześcigali się w prezentowaniu zapowiedzi koncepcji „ecokarów”. Kto nie miał w swojej ofercie samochodów ekologicznych, ten był zdecydowanie na cenzurowanym. Mówiło się, że diesel to przeżytek, a i silnikom benzynowym wiele czasu już nie zostało.
Coś się jednak zmieniło. Po pierwsze po stronie zasobów. Kryzys doprowadził do załamania rynków, także rynków surowcowych. Cena ropy spadła na łeb na szyję. Faktem jest, że na krótko, ale jednak już samo to uświadomiło, że wzrost cen nie musi być jedynym dopuszczalnym scenariuszem. Znacznie ważniejsze było jednak to, że w USA doszło do prawdziwej rewolucji, zwanej rewolucją łupkową. Mówiąc innymi słowy: pojawiły się nowe zasoby i krajom OPEC znacznie trudniej będzie teraz doprowadzać do zwyżek cen. Pomijam już wielokrotnie przerabianą w historii zależność, że jak się z cenami ropy przesadzi, to popyt zaczyna wyraźnie spadać. Tak czy inaczej, nawet kraje OPEC godzą się z sytuacją, że wszystko, na co można sobie pozwolić, to mniej więcej 100 USD za baryłkę. A i to może się okazać za dużo. Zakładam oczywiście sytuację względnego spokoju na świecie, ewentualne wojny czy kataklizmy, mogą przejściowo doprowadzić do wzrostu cen ponad ten poziom.
Po drugie zmieniło się po stronie ekologii. Okazało się, że nawet diesle mogą być wyraźnie czystsze. O benzyniakach już nie wspominając. Jeszcze pięć lat temu wielu ekspertów wątpiło w to, że w przypadku silników wysokoprężnych uda się w ogóle osiągnąć emisje CO 2 na poziomie pozwalającym spełnić normę EURO 6. Dzisiaj jest to faktem. W przypadku silników benzynowych nie ma z tym specjalnych problemów. Jeżdżąc po salonach samochodowych, wyraźnie widać, że ilość prezentowanych elektrycznych wehikułów wyraźnie spadła. Powodem jest nie tylko spadek cen paliw i poprawa ekologii samochodów spalinowych, ale nierozwiązany problem zasięgu wszelkiego rodzaju „elektryki”. Przy normalnej jeździe nie da się, póki co, takim samochodem dojechać z Tarnowa do Warszawy, a ładowanie akumulatorów po drodze musi zająć minimum 6 godzin. Informacje o zasięgu rzędu 400 km prawdopodobnie najbardziej zaawansowanego seryjnego samochodu elektrycznego, jaki jest obecnie oferowany, czyli Tesli Model s, można między bajki wsadzić. Owszem, taki zasięg jest realny przy prędkości 90 km/h i koniecznie po równym. Bez żadnych, ale to absolutnie żadnych wzniesień.
Rośnie za to ilość hybryd. I to także tych sprzedawanych w Polsce. Jednak wielu kierowców patrzy w ich przypadku nie tyle na kwestie ekologii, ale na zużycie paliwa w sensie kosztów eksploatacji oraz na łatwość i bezproblemowość tejże. Nie ma tu turbosprężarek, kompresorów, filtrów cząstek stałych itd. itp. Ale i tu mamy do czynienia raczej z ewolucją niż rewolucją.
Jaki stąd wniosek? Że silnik spalinowy długo jeszcze będzie podstawowym napędem w motoryzacji, a o schyłku okresu potęgi producentów „normalnych” samochodów na razie nie ma mowy. Wręcz przeciwnie: znowu widzimy na salonach premiery aut z potężnymi, spalinowymi silnikami. Mało tego: nigdy nie było ich tak wiele! Wystarczy popatrzeć na różnego rodzaju sportowe wersje znanych marek, mające często ponad 500 KM mocy i z pewnością nie palących kilka litrów paliwa na 100 km.

REKLAMA
REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments