Stara kanapa

0
96
REKLAMA

Moim zdaniem, to się nie może udać. To znaczy zamknąć coś można, można też to i owo otworzyć, natomiast nie da to żadnego efektu i służba zdrowia będzie kulała tak, jak kuleje, tyle tylko że teraz być może zmieni nogę. Nie chcę już nawet dokuczać ministrowi Arłukowiczowi, że aż półtora roku zabrało mu przygotowanie tego dokumentu, i nie chcę dokuczać całej Platformie Obywatelskiej, że gdy w 2007 roku przejęli władzę, to nie mieli żadnego pomysłu na to, jak zreformować służbę zdrowia, co było tym bardziej dziwne, że za rządów PiS, PO miało gabinet cieni, w którym Ewa Kopacz piastowała urząd ministra zdrowia właśnie.
Była zresztą jedynym ministrem w rządzie premiera Tuska, który z gabinetu cieni przeszedł do prawdziwego gabinetu ministra. I co zrobiła? W zasadzie nic. Za jej czasów podwojono co prawda wydatki na służbę zdrowia, ale nie zmieniło to faktu, że szpitale nadal się zadłużają, a pacjentom proponuje się badanie za półtora roku na przykład. Nie zawsze bowiem, gdy nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze.
Pamiętam słowa profesora Leszka Balcerowicza, który był wtedy ministrem finansów w rządze Jerzego Buzka, profesor powiedział mi, że nie ma takich pieniędzy, których polska służba zdrowia by nie potrafiła przemielić bez żadnego widocznego skutku, czyli bez poprawy. Było to 15 lat temu, a jest aktualne do dzisiaj. Bo tu brakuje nie pieniędzy, ale pomysłu, i to nie pomysłu ministra Arłukowicza, który proponuje coś w rodzaju przemeblowania. Wiadomo, że jeżeli mamy w domu niepotrzebną nam kanapę, o którą wszyscy się potykają, to przeniesienie jej do przedpokoju niczego nie zmieni i nadal wszyscy będą się o nią potykać. Niepotrzebną kanapę trzeba po prostu wyrzucić. Tyle tylko że nikt nie wie, co jest tą kanapą w polskiej służbie zdrowia. W dodatku w tym mieszkaniu, w którym stoi stara niepotrzebna kanapa, są jeszcze okna do wymiany (ale nie wiadomo które), trzeba wymienić podłogę (ale nie wiadomo na jaką), zamontować oświetlenie (led czy świetlówki – oto jest pytanie?), no i przydałoby się pomalować ściany (ale na jaki kolor, znowu nie wiemy).
Czy zatem służbie zdrowia potrzeba wizjonera? Nie sądzę. Wizjonera dziś potrzebuje raczej Europa, a może i świat cały. Polskiej służbie zdrowia przydałaby się raczej cybernetyka i zgoda polityczna. To pierwsze można osiągnąć, zlecając kilku uczelniom w Polsce (najlepiej politechnikom) zadanie stworzenia modelu cybernetycznego naszej służby zdrowia. Naukowcy – wiedząc, ile mają pieniędzy na funkcjonowanie służby zdrowia i jakie mamy od niej oczekiwania, to znaczy, które schorzenia ma na pewno leczyć, a które już niekoniecznie – są w stanie taki model stworzyć. Niewykluczone, że elementami takich modelów byłyby rzeczy trudne do wprowadzenia, chociaż na pierwszy rzut oka logiczne. Na przykład, można by skrócić kolejki w przychodniach, wprowadzając drobną, n.p 5 złotową opłatę za każdą wizytę. Tak zrobili bodajże Czesi i efekt był piorunujący. Wizyty zmalały o 30 procent. Tak już bowiem jest, że wielu ludzi idzie do lekarza tylko po to, żeby sobie pogadać.
Kilku ministrów zdrowia mówiło już o takim rozwiązaniu, ale wtedy podnosił się natychmiast krzyk opozycji, że służba zdrowia ma być darmowa i że byłoby to złamanie konstytucji. (Swoją drogą, to dobry żart z tą darmową służbą zdrowia!). Dlatego wszelkie poważne zmiany w służbie zdrowia powinny być poprzedzone zgodą polityczną, czyli … do żadnych zmian nie dojdzie.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o