Stefan Niesiołowski

0
416
REKLAMA

Święta Bożego Narodzenia skłaniają raczej do pewnego wyciszenia nastrojów i złagodzenia konfliktów, często do zadumy i refleksji nad szczęśliwymi czasami dzieciństwa związanymi z dawnymi wigiliami naszych rodzin i przyjaciół, którzy odeszli. Nie są czasem walki i zaogniania zastanych sporów, ale nie dla pisowców. Z jakichś nie do końca jasnych powodów, a najpewniej licząc na to, że ludzie zajęci przedświątecznymi zakupami, prezentami i tym wszystkim, co wiąże się z przygotowywaniem świąt, nie zauważą, albo nie znajdą czasu i energii na przeciwstawianie się represyjnej, zwanej też kagańcową, ustawie zmierzającej do podporządkowania sądów rządzącym. Ustawa ta wielokrotnie opisywana i omawiana w środkach przekazu jest w istocie podporządkowaniem wymiaru sprawiedliwości politykom, i wywołała większe, tak przynajmniej sądzę, protesty społeczne niż pisowcy oczekiwali. Manifestacje w ponad 100 miastach w całej Polsce zgromadziły przeszło 100 tysięcy ludzi i ci, co liczyli na gładkie przełknięcie tego pomysłu przez społeczeństwo, raczej się zawiedli. Na razie w wymiarze krajowym możemy mówić o dość dużym niezadowoleniu, którego przebieg i formy trudno przewidzieć.
Dość stanowcza jest reakcja Unii Europejskiej. Viera Jourova (Czeszka), komisarz ds. praworządności w Nowej Komisji Europejskiej wystosowała w sprawie w/w ustawy apel do władz polskich i w najbliższym czasie ma zamiar przyjechać do Polski. Natomiast przewodniczący Europejskiego Stowarzyszenia Sędziów (EAJ) Jose Igreja Matas wysłał w tej sprawie list do szefowej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen, w którym stwierdził, że przepisy tej ustawy godzą w praworządność i są sprzeczne z wartościami Unii Europejskiej, a Polska powinna zaniechać nad nią dalszych prac. Wzywa też do złożenia wniosku „do Trybunału Sprawiedliwości UE o zastosowanie środków tymczasowych w Polsce, bo bez nich nieodwracalne szkody zostaną poniesione przez polski wymiar sprawiedliwości”. Wiadomości towarzyszące typowemu dla pisowców trybowi uchwalania tej ustawy to – moim zdaniem – fala oburzenia i potępienia dla posłów, którzy nie przyszli na ważne głosowanie w tej sprawie. Oczywiście poseł powinien być na każdym głosowaniu, zwłaszcza ważnym, zwłaszcza poseł demokratycznej opozycji, a już szczególnie, gdy jest okazja utrudnić przyjęcie bardzo groźnej dla wymiaru sprawiedliwości ustawy. Robienie jednak z tego głosowania czegoś w rodzaju decydującego o losach Polski momentu i atakowanie posłów opozycji w taki sposób, jakby co najmniej uchwalili kolejny rozbiór Polski to gruba przesada. Nie takie tragedie, jak ustawa sądowa Polska przeżyła i przetrwała, należy w przyszłości bardziej uważać i pilnować głosowań, ale jeśli ktoś się tłumaczy, to lepiej, aby to robił inteligentnie, a nie pogrążając się dodatkowo w niezdarnych wykrętach.
Po raz kolejny okazało się, że Instytut Pamięci Narodowej zajmujący się głównie pisaniem na nowo niektórych rozdziałów historii najnowszej oraz pomijaniem innych, co dotyczy także, a może nawet w istotniejszym stopniu niektórych osób, jest mało przydatny. Zajmował się – jak wiadomo – ekshumacją szczątków gen. Sikorskiego sugerując się aktywnością jednego monomaniaka, który uwziął się, aby udowodnić, że Sikorski zginął w efekcie zamachu. Nie pamiętam dokładnie, ale koszty tej ekshumacji wynosiły około 100 tys. złotych, a jak napisał jeden z publicystów, okazało się, że gen. Sikorski nadal nie żyje. Potem osoby z IPN zapowiedziały podjęcie śledztwa przeciwko Heinrichowi Himmlerowi, z pewnością udowodniłyby, że był zbrodniarzem, tylko nie bardzo wiadomo, co dalej, bo jak wiadomo Reichsfuhrer od dawna nie żyje, (śledztwo umorzono). Ostatnio IPN uaktywnił się w związku z odmową wydania przez Szwecję Polsce – Stefana Michnika (kolejny raz). Żądanie wydania Stefana Michnika to ulubione zajęcie pisowskich, nacjonalistycznych, antysemickich publicystów, i mam wrażenie, że chodzi tak naprawdę o dołożenie Adamowi Michnikowi, którego nacjonaliści nienawidzą, i który przy każdej publikacji w/w panów jest wymieniany jako brat Stefana. Warto przy okazji zaprezentować przenikliwość i odkrywczość historyków IPN, którzy stwierdzili, że Stefan Michnik wykorzystuje pobyt za granicą, nie odpowiada na listy od prokuratorów i z ministerstwa sprawiedliwości, i w ogóle nie bardzo ma ochotę przyjechać do Polski, gdzie już zapowiedziano, że będzie wniosek o aresztowanie. Przynajmniej wiadomo, za co w IPN biorą pieniądze?

REKLAMA
REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments