Sto dni trudnego porozumienia

0
76

Odpowiadając pragnę w tym miejscu zaznaczyć, że podpisanego porozumienia „programowo-koalicyjnego” nie można nazwać formalną koalicją, a jedynie czymś w rodzaju umowy przedwstępnej, która ma nas do takowej koalicji doprowadzić. Taki zapis zresztą znajduje się w jej treści. Koalicje mają jednak to do siebie, że skutkują podziałem odpowiedzialności, a odpowiedzialność można brać na siebie tylko wtedy, gdy ma się na coś wpływ. Jeśli Pan Prezydent zdecyduje się kiedyś w przyszłości, by jego potencjalny koalicjant miał wpływ na zarządzanie miastem, to do takiej koalicji może dojść. Nie można tego przecież wykluczyć.
Zasadniczą przeszkodą w jej zawarciu będzie i jest postać Marka Ciesielczyka. Ostatnio chyba ulubionego radnego Pana Prezydenta, z którym współpraca układa mu się wzorowo. Szkoda tylko, że radny Ciesielczyk to osoba, która podpisanego porozumienia nie respektuje od samego początku, czyli od dnia jej podpisania. Nie respektuje (czemu daje wyraz w swoich zabawnych publikacjach) dokonanego w wyniku porozumienia podziału funkcji w prezydium Rady, tocząc boje w swoim żenującym stylu. Taka to już chyba natura człowieka, który zawsze musi mieć wroga i być przeciw. W obecnej kadencji wszystko wskazuje, że tym wrogiem będę ja. Jednak zachowanie i styl, w jakim to robi, nie licuje ani z powagą Rady, ani z mandatem, który przyszło mu wykonywać.
Kolejną kwestią wartą uregulowania jest też sposób dyskusji i uzgadniania wspólnych stanowisk. Tu kłaniają się podstawy komunikacji i mediacji. Zapis umowy programowej zakłada wypracowywanie wspólnych stanowisk w ważnych głosowaniach. Jak do tej pory, lecz był z tym problem. Bo co oznaczają wspólne stanowiska, w dodatku „po uprzedniej akceptacji klubów i radnych”? Ano, że strony porozumienia będą wspólnie dyskutować i szukać kompromisu. A tymczasem, co pokazało głosowanie nad stawką opłaty za śmieci – kompromis w oczach Pana Prezydenta to przyjęcie jego propozycji, najlepiej bez dyskusji. W efekcie – mimo ogromnej woli współpracy ze strony radnych NMT – kompromis został osiągnięty bez udziału prezydenta. Tylko, że takie boksowanie nikomu nie służy. Szczególnie, gdy metody pozostawiają wiele do życzenia.
Na koniec warto wspomnieć, że ważnym elementem każdej koalicji jest czystość intencji i budowa wzajemnego zaufania, którego podstawą bywa dialog. Brak dialogu skutkuje nieporozumieniami. No chyba, że takie jest założenie. Takiego dialogu nie było także przy propozycji łączenia miejskich spółek (PUK i MPGK). Z tego też powodu pomysł upadł na marcowej sesji. Radni sugerowali Panu Prezydentowi wytypowanie jednego z dwóch prezesów na przyszłego szefa połączonych spółek lub wskazanie osoby z zewnątrz i powierzenie misji dialogu z załogą obu firm. Przez tyle miesięcy nikt na poważnie nie porozmawiał z pracownikami, toteż związki podtrzymały swoją negatywną opinię do projektu uchwały, a radni ów projekt odrzucili. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że było to już trzecie podejście i trzeci upadek.
Pozostajemy jednak niepoprawnymi optymistami i wierzymy, że nadejdzie dzień, w którym niepotrzebne boksowanie zastąpi prawdziwy dialog. Wielokrotnie powtarzaliśmy to Prezydentowi, że – mimo iż w poprzedniej kadencji było sporo uwag z naszej strony odnośnie stylu, w jakim sprawował swoje rządy w Tarnowie – dajemy mu dziś spory kredyt zaufania. Zamiast tracić energię na niepotrzebne dyskusje można byłoby wspólnie zrobić coś dobrego dla miasta. Cały jednak w tym ambaras, aby dwoje chciało naraz.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o