Św. Jakub na czele!

0
37
REKLAMA

Działało to bardzo dobrze, kasa miejska traktowała rzecz poważnie, na wszelkie emitowane banknoty miała pokrycie, nikt jakoś nie zajął się fałszowaniem tych banknotów na dużą skalę, więc wszystko było, jak się patrzy. W związku z tym nowo powstała Republika oczywiście postawiła burmistrza przed sądem, ale jakoś Mu tę zbrodnię darowano. Tyle że już nikt nie chciał powtarzać tego eksperymentu.
Co prawda w czasach, gdy we Włoszech obowiązywał lir, których 1700 szło na jednego dolara (a jeszcze dzielił się na sto soldów!!), drobnych nie można było znaleźć, bo bank uważał, że druk niskich nominałów się nie opłaca. W związku z czym kupcy skrzyknęli się, zebrali parę milionów tych lirów i na tej podstawie emitowali banknoty… na skórze! Wybił je zaprzyjaźniony białoskórnik. Powszechnie je przyjmowano, w miejskich autobusach, w sklepach, a czasem nawet na reżymowej poczcie. Nikt nie stanął przed sądem, bo to przecież Włochy, a nie jakiś kraj, w którym Ordnung muß sein. A ponadto były to banknoty o wartości do stu lirów, więc machnięto na to ręką. Głód drobnych był tak wielki, że opinia murem stanęła po stronie ludzi jawnie łamiących reżymowy monopol na emisję pieniądza. Tak nawiasem: monopol ten łamie np. co druga budka z lodami. W kasie wydają mi żetony, za które mogę kupić kulki lodów. Ale mogę przecież odejść od kasy (bo się śpieszę) i potem tymi żetonami zapłacić szewcowi za naprawę butów. Ten szewc może zapłacić nimi jakiejś panience za loda, a ta wziąć żetony i zrealizować je w tej budce. Ten żeton to zwykły pieniądz funkcjonujący tak długo, jak długo ludzie wierzą, że za te żetony otrzymają przynajmniej lody.
Otóż ludzie przestają wierzyć w eurosy, do czego walnie przyczynia się fakt, że nie ma na nich podpisu prezesa i skarbnika banku, i stwierdzenia, że ręczą oni za ten pieniądz. Więc zaczyna się ucieczka od euro… W Viullamayor de Santiago, czyli Większym Miasteczku Świętego Jakuba, w Hiszpanii –ponad trzydziestu kupców postanowiło przyjmować stare pesety. Okazało się, że ludzie w 2002 zachowali sobie na wszelki wypadek sporo starych monet i banknotów, i teraz ochoczo ruszyli z nimi do sklepów. P. Ludwik Michał Campayo, prezes stowarzyszenia lokalnych kupców, przekonuje, że decyzja ta cieszy się szczególnie dużą popularnością wśród starszej klienteli, która zachowała sporą ilość starych banknotów i monet, na wypadek gdyby euro upadło. Z kolei właściciele sklepów zarobili już ponad milion peset, czyli ok. 7 900 USD, a ludzie te pesety przyjmują z powrotem.
Trudno tym kupcom zarzucić fałszowanie albo samowolne wybijanie monety. Na każdym banknocie jest napisane, że Królestwo Hiszpanii za niego ręczy. W związku z czym, oraz z faktem, że ilość tych pieniędzy jest jednak ograniczona, afera najprawdopodobniej przyschnie.
Z drugiej jednak strony chodzą coraz silniejsze pogłoski, że np. rząd Republiki Federalnej Niemiec już wydrukował nowe dojczmarki, by zastąpić nimi euro, gdyby wszystko zaczęło się sypać, a Bundestag podjął decyzję, zgodną z pragnieniami większości Niemców, wystąpienia z Eurolandii i przywrócenia starej, solidnej MARKI. Nie jest wykluczone, że bank Królestwa Hiszpanii podjął taką samą decyzję i po cichu zachęcił kupców z Villamayor do takiego działania, traktując to jako balon próbny.
Nie wiemy, kiedy strefa euro pójdzie k cziortu na kuliczki, jedno jest pewne: Polska ma wyjątkowe szczęście, że pięć lat temu euroentuzjastom nie udało się wprowadzić euro. Wtedy większość ekonomistów była zaczadzona pochwałami euro, płynącymi z Brukseli. Obecnie może 15% ekonomistów chce, by Rzeczpospolita narzuciła Polsce euro. Na szczęście: wymagałoby to zmiany Konstytucji, więc federastom się to nie uda!

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o