Szara strefa wciąż jest problemem Europy

0
49
REKLAMA

W Polsce pojęcie szarej strefy w ostatnich latach nie było zbyt często „eksploatowane”. Wszystko za sprawą walki z karuzelami Vatowskimi, czyli wyłudzeniami podatków z budżetu państwa. Z pewnością w Polsce właśnie to było większym problemem, szczególnie w 2015 roku. Ale szara strefa dotyka nas bardzo mocno. Nie tylko zresztą nas. Pół Europy ma z nią wciąż wielki problem.
Szara strefa to taka część gospodarki, która nie jest ewidencjonowana w sensie tworzenia bazy do opodatkowania. Czyli innymi słowy, to wytwarzanie lub obrót legalnymi towarami i usługami, powtórzę: legalnymi, ale bez oficjalnego przyznania się do tego wytwarzania i obrotu. Dzięki temu nie płaci się podatków, które z takim wytwarzaniem czy obrotem są związane. Przykład: jeśli naprawimy samochód, lecz nie dostaniemy faktury za tę naprawę, nikt jej nie wystawi, to mechanik nie zapłaci od niej podatku VAT. Ale także nie zapłaci podatku od zysku wygenerowanego dzięki tej naprawie.
Szara strefa to też tworzenie gospodarki. W końcu też coś powstaje, ktoś zarabia. Czyli nie jest ona jednoznacznie zła. Jeśli ktoś zarobi, to potem wyda. Być może wyda, kupując jakiś towar będący w oficjalnym obrocie, dzięki czemu jego dostawca zapłaci już wszystkie należne podatki. Szara strefa może też mieć na przykład aspekt stymulujący w czasie hamowania gospodarki. Działające w niej firmy dokonują bowiem obrotu gospodarczego taniej, a zatem poprawiają swoją płynność. Ale z pewnością szara strefa nie jest dobra dla państwa. Bo jej istnienie oznacza, że państwo nie dostaje części podatków, które w budżecie powinny się znaleźć.
Wielkość szarej strefy zależy od wielu czynników. Na przykład od wysokości podatków. Ale także chęci płacenia tychże, która często wynika wręcz z tradycji. My trochę jesteśmy tego przykładem. W czasach komunizmu niepłacenie podatków nie było dla wielu niczym złym. Był to nawet akt walki z ówczesnym państwem. I dzisiaj jest w związku z tym znacznie trudniej dzielić się tym, co zarobiliśmy. Choć to już zupełnie inne państwo. Szara strefa zależy też od tego, jakie sankcje wiążą się z wejściem do niej. I ze skutecznością nakładania tych sankcji. Nie bez znaczenie jest też zamożność społeczeństwa. Zasadniczo: im zamożniejsze, tym większa skłonność do płacenia podatków.
Jak wygląda szara strefa w Unii Europejskiej? Zanim o tym napiszę muszę poczynić ważną uwagę. Szara strefa to coś, do czego się oczywiście oficjalnie nie przyznajemy. To ukrywanie obrotu. A zatem nie da się dokładnie policzyć, ile ona wynosi. Można się posługiwać jedynie przybliżeniami i szacunkami. A te będą się różnić w zależności od tego, kto dokonuje analizy. Zazwyczaj szarą strefę próbuje szacować podmiot zajmujący się statystyką w danym kraju, w naszym przypadku Główny Urząd Statystyczny, swoje analizy robi także Międzynarodowy Fundusz Walutowy, czy też Bank Światowy. W Europie bardzo znane są badania Friedricha Schneidera, niemieckiego ekonomisty pracującego w Wiedniu. Szarą strefę odnosi się do wielkości PKB, w zależności od źródła możemy mieć nawet kilka punktów procentowych różnicy w ocenie jej wielkości. Ale pewne zależności można pokazać.
Ciekawie wygląda badanie jednego z niemieckich instytutów, który podsumował szarą strefę w latach 2003 – 2018 w dużej mierze na bazie badań wspomnianego prof. Schneidera. Jeśli weźmiemy średni roczny poziom szarej strefy w tym okresie, najgorzej sytuacja wygląda w naszej części Unii. A dokładnie w Bułgarii i Rumunii, gdzie przekracza ona, i to mocno, 30%. Są nawet takie dane, które mówią o 34% w Bułgarii. Źle jest także w Estonii i na Litwie, około 30%. My także nie wyglądamy dobrze. Szarą strefę w naszym kraju szacuje się na około 25% PKB, czyli mniej więcej na tyle, ile w Grecji. Lepiej pod tym względem jest w krajach, które z założenia uznaje się za „niepłacące” podatków, czyli we Włoszech i Portugalii, gdzie mamy odpowiednio 23% i 20%.  Jeszcze lepiej jest w Czechach czy na Słowacji, w których szara strefa nie przekracza 17%. A kto przoduje? Zdecydowanie Austria, z szarą strefą na poziomie 9% PKB. A w całej Europie najlepsza jest Szwajcaria, z około 8% PKB. Dla porównania na świecie liderem są Stany Zjednoczone, które miały szarą strefę w badanym okresie na średnim poziomie 7% PKB. I jeszcze dwie informacje: Niemcy odnotowują około 14%, a średnia dla UE to około 18%.
Co z tego wszystkiego wynika? Po pierwsze wcale nie Skandynawowie przodują w chęci płacenia podatków. Po drugie kojarzące się z szarą strefą południe Europy jest lepsze od niektórych nowych członków UE. I po trzecie, i najważniejsze: problemy budżetowe wielu krajów, jak choćby wspomnianych Włoch czy Portugalii wynikają w dużej mierze właśnie z rozmiarów szarej strefy. Premier Mario Monte ratując Włochy od upadku w czasie kryzysu strefy euro powiedział: gdybyśmy płacili podatki tak jak Skandynawowie, nie mielibyśmy dziury w budżecie. Cóż mógł powiedzieć: „jak Austriacy”, ale i tak różnica między Szwecją a Włochami to prawie 8 punktów procentowych PKB, czyli dziesiątki miliardów euro, których nie było w budżecie Włoch. I wciąż nie ma. No i niestety to samo możemy powiedzieć o Polsce: gdybyśmy płacili podatki tak, jak Austriacy, w polskim budżecie byłyby dziesiątki miliardów złotych więcej.
I jeszcze na koniec: ostatnie lata przyniosły generalnie poprawę. W Polsce jesteśmy już podobno w okolicach 23% PKB. Choć są i takie badania, które mówią o poziomach wyraźnie lepszych. Tak czy inaczej, Austria dotarła w okolice 7% PKB. Także w Szwajcarii jest lepiej…

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o