Szczerość wicepremierów

0
62
REKLAMA

Bo łatwo do oszczędzania namawiać wicepremierowi, który zarabia dużo powyżej średniej krajowej, a do tego jeszcze ubrania, podróże i inne życiowe wydatki funduje mu się ze środków publicznych.
Nie będę rozstrzygać. Co do meritum, rzecz jest oczywista. O tym, że ZUS w obecnym kształcie nie jest w stanie funkcjonować bez ogromnych dopłat z budżetu państwa − a więc, że okrzyczany „system kapitałowy” jest zwykłym picem, bo nasze emerytury zależą od łaski przyszłego rządu i stanu jego kasy − wiedzą wszyscy, którzy się sprawą interesowali. Podobnie jak o tym, że OFE to przede wszystkim złoty interes dla firm zarządzających, a emeryturki ze środków tam gromadzonych będą groszowe. Rzecz w tym, że te słowa mówi wicepremier rządu, człowiek współuczestniczący w gigantycznym oszustwie, jakiemu III RP poddaje swych obywateli.
Ba, jest to już drugi wicepremier rządu Tuska, który pozwala sobie na taką wypowiedź. Wcześniej − w mniej gorącym momencie, dlatego rzecz nie była tak zauważona − podobną opinią podzielił się z telewidzami Jacek Rostowski, oznajmiając, że on wierzy tylko w „czwarty filar”, czyli w pomoc dorosłych dzieci. To jeszcze bardziej przypominało zachętę Marii Antoniny do jedzenia ciastek, zważywszy, że dzieci wicepremiera i ministra finansów − podobnie jak on sam − mają obywatelstwo Wielkiej Brytanii, kraju, który pozostał poza strefą euro i nie wszedł do paktu fiskalnego.
Rzecz przypomina do złudzenia postępowanie Edwarda Gierka w sprawie tzw. przedpłat na samochody. Na jego polecenie przyjęto swego czasu owe przedpłaty od ponad pół miliona osób, choć było więcej niż oczywiste, że w najlepszym przypadku (a oczywiście nie poszło najlepiej) FSM nie będzie w stanie produkować więcej niż 40 tysięcy „fiacików” rocznie. Państwo podjęło zobowiązanie, wiedząc doskonale, że się z niego nie wywiąże − żeby ściągnąć pieniądze z rynku. Ostatni frajerzy dobijali się do punktu sprzedaży z kwitami przedpłat jeszcze kilkanaście lat później.
Teraz rządzący III RP − która coraz bardziej PRL przypomina − co miesiąc zbierają od obywateli ogromne składki na poczet przyszłych emerytur, których, wiedzą doskonale, że nigdy państwo nie wypłaci.
Gdyby tak zachował się prywatny cwaniak, jakiś nowy Grobelny czy Mawrody, zostałby aresztowany, osądzony i ukarany więzieniem. Podobnie zresztą jak poszedłby niechybnie siedzieć wicepremier, minister Rostowski, gdyby podobnego kręcenia bilansami, jakie uprawia w ministerstwie, dopuszczał się w spółce giełdowej. Ale kiedy tak zachowują się rządzący państwem, pozostają absolutnie bezkarni. Pan Pawlak kiedyś zaśmiał się dziennikarzom w nos − no i co mi zrobicie, opiszecie mnie w gazecie? Fakt, nic mu nie można zrobić, bo jest „z peeselu”, a PSL zawsze weźmie swoje parę procent chłopskich głosów i zawsze się wkręci do każdej koalicji. Nawet, jeśli koledzy uznają, że stanowi „wizerunkowe obciążenie”, krzywdy byłemu szefowi nie dadzą zrobić. No, a pan Rostowski jest w jeszcze lepszej sytuacji. On po prostu w pewnej chwili wsiądzie do samolotu i wróci do Londynu, żałując co najwyżej tego, że miał jeszcze do wypróbowania na Polakach tyle świetnych pomysłów.
Pewnie dlatego ci dwaj akurat są najbardziej wylewni. Inni na wszelki wypadek milczą.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o