Szczyt klimatyczny w Polsce

0
35
REKLAMA

Mateusz Morawiecki przy okazji wyborów samorządowych w Warszawie, promując swojego kandydata, stwierdził, że trzeba się skoncentrować w stolicy na ograniczaniu emisji z samochodów, bo w kwestii niskiej emisji jest już wszystko pod kontrolą. Niskiej emisji, czyli głównie pochodzącej z domowych pieców. Być może Morawiecki się pomylił, być może jest niedoinformowany, a być może nie mówi prawdy świadomie, choć w tym wypadku nie bardzo wiem po co. Tak czy inaczej, problem niskiej emisji w Warszawie jest dokładnie takim samym problemem jak w Tarnowie, Krakowie i wielu innych miastach i miejscowościach.
Jeśli ktoś chce kontrolować sytuację w swojej miejscowości, to może użyć do tego różnych dostępnych na przykład na smartfona aplikacji. Punktów pomiarowych różnego rodzaju jest bowiem coraz więcej. Można także kupić własny czujnik, choć to wciąż wydatek minimum około 500 PLN. Analiza wyników da często zupełnie zaskakujące efekty. Okaże się na przykład, że często pod miastem, w strefach, które latami uchodziły za czyste i były wybierane na miejsce ucieczki z „zasmrodzonego centrum”, jest gorzej niż właśnie w centrach. Widać poza tym wyraźnie, że szczególnie w bardzo mroźne noce zdecydowanie najgorzej jest nad ranem, czyli wtedy, kiedy najmocniej się ogrzewa domy i mieszkania. Oczywiście pomijam wszelkie kwestie związane z chwilowym ciśnieniem, wiatrem itd., itp. Co z tego wynika? Ano to, że każdy z nas może stwierdzić, że ani wielki przemysł, ani samochody nie są głównie odpowiedzialne za powstawanie smogu w naszym kraju. Bo najgorzej jest wtedy, kiedy ruchu nie ma i wcale nie w najbliższej odległości od zakładów przemysłowych. Choć i tu znamy przypadki bardzo negatywnego oddziaływania na środowisko.
Te wnioski potwierdzają również bardziej profesjonalne badania. Wynika z nich, że za smog w Polsce w około 80% odpowiada niska emisja, a po około 10%, mniej więcej równo, samochody i wielki przemysł. Oczywiście w różnych miejscach będzie różnie. Z pewnością w Warszawie czy w Krakowie samochody będą miały większy udział w tworzeniu zanieczyszczeń. Ale tak czy inaczej, na pewno nie są one głównym ich źródłem.
No i tu przechodzę do meritum. Przy okazji szczytu klimatycznego pojawiają się jeszcze silniej pytania o to, co się w naszym kraju dzieje, jesteśmy bowiem na szarym końcu Europy pod względem jakości powietrza. Zatrważająco wygląda mapa pokazująca sytuację na Starym Kontynencie, gdzie pomarańczowo, czerwono lub bordowo, czyli źle lub bardzo źle, jest w Europie środkowo – wschodniej, a szczególnie w Polsce. Powód tego stanu rzeczy to przede wszystkim przestarzałe ogrzewanie na węgiel lub korzystanie z drewna. Dobrze, gdy jest to węgiel i drewno, bo przecież spalamy także różne inne „paliwa”. A zatem to my, pojedynczy obywatele, przede wszystkim ponosimy odpowiedzialność za fatalny stan powietrza, którym oddychamy. Szczyt klimatyczny może pomóc w tym, aby świadomość tej sytuacji trafiła do wszystkich. A świadomość ma ogromne znaczenie.
Temat smogu w Polsce zaczął istnieć tak naprawdę dopiero wtedy, kiedy zaczęto głośno mówić o smogu w Warszawie. Przez lata mieliśmy do czynienia tylko ze świadomością problemów na południu Polski. Każdy wiedział, że w zimie w Krakowie, Rybniku, Tarnowie, nie mówiąc już o Żywcu mamy dramat. Ale z punktu widzenia Warszawy i decydentów tam mieszkających, przykro to mówić, było to dość egzotyczne do momentu, kiedy nie okazało się, że Warszawa ma ten sam problem.
Mam pełną świadomość problemów związanych z przechodzeniem na czyste ciepło. Gaz jest droższy od węgla w przeliczeniu na ten sam efekt grzewczy. Z ciepłem dostarczanym z elektrociepłowni jest różnie. Problem w tym, że wielu moich znajomych stać na droższe ogrzewanie, ale skoro można taniej, to czemu nie. Oszczędności wygrywają ze zdrowiem.
Mamy także grupę osób, których po prostu nie stać na droższe czyste ogrzewanie. I tu, nie ma wyjścia, musi wkroczyć państwo. I to na poziomie centralnym, moim zdaniem. Oczywiście są samorządy, które działają na własna rękę, jak choćby Kraków Tarnów, które finansują wymianę pieców, ale możliwości samorządu są znacznie mniejsze. Niestety budżet centralny też nie jest z gumy, w związku z czym musimy zdać sobie sprawę z tego, że alternatywa jest tylko jedna: albo drożej, ale czyściej, albo tak jak jest z pełnymi konsekwencjami dla zdrowia.
No i jest jeszcze jeden aspekt. Czy można w ogóle mówić o promowaniu czystego powietrza w kraju, który podjął właśnie decyzję o niewycofywaniu się z węgla przez najbliższych wiele lat? No właśnie. Biorąc pod uwagę znane dzisiaj i realnie dostępne technologie spalania węgla, raczej nie. A w tym kontekście Polska jako miejsce odbywania się szczytu, klimatycznego wygląda dość specyficznie…

REKLAMA
REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments