Szkodnik

0
77

W takim systemie najpożyteczniejsi są producenci żywności: krowy, świnie, kury, żyto, pszenica, ryż, sorgo, śledzie, itp. Szkodliwe są owady przenoszące choroby, a więc komary, meszki, kuczmany, oczywiście bakterie i wirusy, wszystkie pasożyty, zwłaszcza pasożyty człowieka. Także zwierzęta zjadające nasze zapasy żywności: wołek zbożowy, myszy, szczury, mole… Nie da się tego chyba przedstawić prościej, ale z grubsza wiadomo, o co chodzi.
Podział powyższy jest wewnętrznie sprzeczny i absurdalny. Zwierzę atakujące człowieka i przenoszące choroby, np. komar czy meszka, jest też pokarmem ryb i ptaków, a one są powszechnie uznawane za pożyteczne, gdyż zjadają inne szkodniki. Drapieżniki i pasożyty dokonują naturalnej selekcji, przyczyniając się do eliminacji chorób. Człowiek obsiewając ogromne obszary planety jednorodnymi uprawami, produkuje oczywiście niezbędną żywność, ale bardzo zubaża środowisko, przyczyniając się do bezpośredniej likwidacji wielu gatunków np. owadów, a pośrednio niszcząc środowiska życia innych np. wielkich ssaków, ptaków, gadów, płazów i ryb.
Wszystkie gatunki roślin i zwierząt na Ziemi tworzą biosferę, czyli naturalny system połączony bardzo skomplikowanymi zależnościami i powiązaniami, który od milionów lat świetnie sobie radzi bez człowieka. Przeciwnie, człowiek taki jak my, homo sapiens, pojawił się na Ziemi w wyniku ewolucji małp człekokształtnych ok. 300 000 lat temu i zdążył wyniszczyć swojego kuzyna neandertalczyka oraz bardzo wiele gatunków, m. in.: mamuta, lwa jaskiniowego oraz całą bogatą faunę jaskiniową, a w czasach nowożytnych krowę morską, dronta dodo, ptaka moa, tura, wilka workowatego (są jego filmy) i wiele innych, a zagrożonych przez ludzką „aktywność” jest przerażająca liczba gatunków. Na naszych oczach człowiek demoluje planetę (zjawisko globalnego ocieplenia), wyniszcza lasy tropikalne, sawannę, stepy, oceany, zatruwa wszystko, czego dotknie.
Nie należy używać terminu szkodnik w określeniu do zwierząt, ale z pewnością do ludzi. Dlatego nie jest żadnym szkodnikiem kornik, natomiast w Polsce absolutnie największym szkodnikiem jest minister – jak na ironię nazywający się ministrem ochrony środowiska – Jan Szyszko. Jest szkodnikiem niewyobrażalnym w swojej ignorancji, jakimś ideologicznym zaślepieniu, religijnym fanatyzmie, a raczej obrzydliwej, odrażającej dewocji. Powtarza bezmyślnie kłamstwo o szkodliwości kornika, a nawet przynosi dziennikarzom w słoiku tego bogu ducha winnego owada, chyba jako dowód, że korniki istnieją naprawdę, w co nikt nie wątpi.
Jan Szyszko sformułował sobie doktrynę o liberalnym i lewackim symbolu, jakim jego zdaniem jest Puszcza Białowieska, której nienawidzi z politycznych i ideologicznych powodów, i dla jej rzekomej ochrony przeprowadza rzeź drzewostanu.
Korniki żyją na Ziemi kilkadziesiąt milionów lat, a lasy w rejonie Puszczy Białowieskiej od ostatniego zlodowacenia, czyli ok. 15 tysięcy lat, i doskonale sobie radziły bez pomocy człowieka. Masowe pojawienie się jakiegoś gatunku, także kornika, (tzw. gradacja) jest zjawiskiem naturalnym i należy pozostawić je siłom natury, które znakomicie sobie z takim nadmiarem gatunku poradzą. Szyszko to wie, ale z jakąś zajadłą ideologiczną pasją i fanatyzmem wydaje wojnę Białowieży. I tnie.
Mam nadzieję, że Unia Europejska wreszcie skończy przyglądać się, korespondować, dyskutować, prosić o wyjaśnienie, cackać się itp. z dewastatorami przyrody i demokracji…

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o