Sztuka wyboru

0
37
REKLAMA

Tydzień temu napisałem parę słów na temat nowych pomysłów PiS. Dzisiaj wiemy na ich temat znacznie więcej, pojawiły się zresztą również nowe hasła, jak choćby te o obniżeniu podatku PIT do 17% z obecnych 18% i zwiększeniu możliwych odpisów podatkowych. Trzynasta emerytura będzie dotyczyła także rencistów, ale zerowy podatek dochodowy dla osób do 26. roku życia nie będzie odnosił się na przykład do umów o dzieło. To w imię walki z umowami śmieciowymi.
Możemy oczywiście dyskutować o sensowności tych pomysłów. Na przykład o tym, że młodzi ludzie, szczególnie studenci, głównie pracują na umowy o dzieło najczęściej dlatego, że tak chcą, a nie dlatego, że są do tego zmuszani. Ich nowe przepisy nie obejmą. Możemy się także zastanawiać nad sensem przyznawania 500 złotych osobom z jednym dzieckiem w sytuacji, kiedy dużo zarabiają. Po co? Jaki to ma mieć sens? Podaje się przykład Singapuru, w którym wypłata na pierwsze dziecko doprowadziła do zwiększenia przyrostu naturalnego. Ale czy w przypadku dobrze sytuowanych osób te 500 zł przeważy szalę? Śmiem wątpić.
Najmniej problemu mam z trzynastą emeryturą. Być może to nie jest inwestycja z punktu widzenia długiego terminu (wiem, jak to fatalnie brzmi), ale w zestawieniu z programem 500+, który miał zwiększyć dzietność tak pewnie trzeba by było to określić. Ale jakoś wewnętrznie uważam, że po całym życiu pracy dostawanie tysiąca kilkuset złotych jest sytuacją nie do pozazdroszczenia, szczególnie wtedy, gdy połowę tych pieniędzy wydaje się na lekarstwa. Chcę, żeby choć w taki sposób trzynastką można było poprawić los wielu, naprawdę wielu, polskich emerytów i rencistów. Choć i tu można postawić tezę, że są i tacy, którzy mają na przykład pięć tysięcy emerytury i też 1100 złotych dostaną. Tak czy inaczej, ten program, czysto socjalny, po prostu mi się podoba. Co nie zmienia faktu, że trzeba to wszystko sfinansować.
No właśnie sfinansować. Tydzień temu pisałem, że nowe pomysły PiS to przynajmniej 40 mld złotych rocznie. Trzeba jednak dodać, że jeszcze nie w roku 2019. Programy będą bowiem obowiązywać albo tylko przez część roku, jak 500+ na pierwsze dziecko, albo dopiero od przyszłego roku, jak zwolnienie z PIT osób do 26. roku życia. W tym roku będzie to zatem około 20 mld zł. Oczywiście brutto. Bo jeśli emeryci czy beneficjenci 500+ na pierwsze dziecko wydadzą te pieniądze na konsumpcję, to cześć wróci do budżetu. Choćby z podatku VAT.
Zmierzam do tego, co napisałem tydzień temu. W tym roku jakoś te pomysły „ogarniemy”. Gdzieś tak w okolicach trzeciego kwartału, być może dopiero po wyborach, okaże się, czy trzeba będzie nowelizować budżet. A co potem? Odsyłam do felietonu sprzed tygodnia. Nowe podatki i parapodatki albo podwyżka tych, które już są. Choć, bo to jest bardzo ważne w tym wszystkim, być może warto. Być może społeczeństwo zgodzi się na wyższe obciążenia, żeby część z nas, na przykład wspomniani emeryci, mieli lepiej. W końcu w Szwecji podatki są wyższe niż w Polsce i nikt z tego powodu szat nie rozdziera. Te pieniądze państwo Szwedom oddaje w taki czy inni sposób, a Szwedzi koncepcję państwa opiekuńczego sobie chwalą.
Warto jednak pokusić się jeszcze o przynajmniej dwie dygresje. Po pierwsze, niejako przy okazji Mateusz Morawiecki wreszcie przyznał, bo już różne dziwne rzeczy w tej kwestii mówił, że między rokiem 2016 a 2018, czyli w ciągu trzech lat PiS-owi udało się w związku ze zwiększeniem ściągalności podatków zebrać około 60 mld złotych dodatkowych wpływów do budżetu. Czyli 20 mld rocznie. I to się zgadza z moimi szacunkami. Pokrywa się zresztą także z tym, co mówiła na początku 2018 roku minister finansów. Więc nie 50 mld rocznie, bo i taki przekaz trafiał w eter. Jeśli trzy lata walki z nadużyciami, nowe pomysły na czele z Jednolitym Plikiem Kontrolnym, pakietem paliwowym, transportowym, wzmożonymi kontrolami itd., itp. przyniosły 20 mld rocznie, to między bajki możemy włożyć tezy o 250 mld czy więcej pieniędzy, które straciła PO swoją nieudolnością, lub, jak chcą niektórzy, świadomym działaniem. Widać jak na dłoni, że te, no powiedzmy, cztery lata apogeum mafii VAT-owskich oznaczało realnie co najwyżej 50-80 mld złotych strat. Nie liczę co roku dokładnie 20 mld PLN, bo apogeum strat przypadło na rok 2015, nie były one równe, a poza tym gospodarka była mniejsza, a zatem obrót w niej również.
Czy to mało? Nie. To olbrzymie pieniądze, ale jednak nie ćwierć biliona złotych. Czy PO i PSL zostały zaskoczone „atakiem” mafii na nasz kraj, czy też wydarzyło się coś innego? Być może w najbliższych latach się dowiemy.
I druga kwestia. Polityka „na nic nas nie stać”, „nikomu nic się nie należy” itd., itp., bo jesteśmy za biedni, najczęściej, patrząc na świat, prowadzi jednak do utraty władzy. Oczywiście nie chodzi o to, żeby rozdawać na lewo i na prawo, bo wtedy etapem końcowym jest scenariusz grecki. Ale efektami wzrostu z narodem jakoś dzielić się trzeba. PO – PSL rządziły w totalnym kryzysie. To fakt. Trudno było coś znaleźć w 2009 roku, gdzie budżet się załamał na skutek światowej katastrofy. Trudno było także w 2012/13 roku, gdy upadała Grecja. Ale w 2014 zaczęła się koniunktura. Gdyby udało się wtedy rządzącym uszczelnić system, a tymi dodatkowymi miliardami podzielić się ze społeczeństwem, być może wynik wyborów 2015 byłby inny. Jedni się cieszą, inni się smucą. Ale warto chyba takie scenariusze analizować.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o