Te lata będą trudniejsze

0
45

Pisząc te słowa nie znam jeszcze ostatecznych wyników wyborów, ale wszystko wskazuje na to, że Prawo i Sprawiedliwość będzie rządzić przez kolejne cztery lata. I wszystko wskazuje na to, że gospodarczo będą to lata trudniejsze.

REKLAMA

Mateusz Morawiecki bezpośrednio po ogłoszeniu sondaży powyborczych powiedział, że ostatnie cztery lata były dla obozu rządzącego trudne. Z wielu punktów widzenia z pewnością, ale z jednego PiS miał szczęście. Chodzi o koniunkturę gospodarczą. Ostatnie pięć lat, podkreślam pięć, obecny cykl szybkiego wzrostu zaczął się w roku 2014, był doskonałym okresem w całej Europie środkowo – wschodniej. A właściwie w całej Europie. Dotyczyło to zatem także naszego kraju. Kilka miesięcy temu pisałem o tym. I wskazywałem, że biorąc pod uwagę nasz region, pod względem wzrostu PKB w latach 2014 – 2019 nie jesteśmy wcale liderem. Jesteśmy gdzieś w środku skali. Tak czy inaczej, dobra koniunktura była głównym powodem tego, że w budżecie wygenerowały się dodatkowe środki. Oczywiście do tego należy dodać wzrost ściągalności podatków, szczególnie VAT-u. Widać to przede wszystkim, jeśli porównamy jego ściągalność z fatalnym rokiem 2015. I to jest ewidentnie sukces rządzących.
Pomimo tak wspaniałego okresu nie udało się w Polsce zrównoważyć budżetu. Należymy tu do zdecydowanej mniejszości krajów UE. W zeszłym roku wśród 19 z państw mieliśmy do czynienia z nadwyżką budżetową lub właśnie ze zrównoważonym budżetem. Nie udało się nawet w roku 2018 i nie uda się, wszystko na to wskazuje, w roku 2019. Czyli wtedy, kiedy ściągalność podatków już wyraźnie wzrosła i wróciliśmy do poziomów sprzed 2013 rokiem, kiedy datujemy początek poważniejszych problemów.
Z pewnością kolejna wygrana PiS jest także, a może przede wszystkim, związana z tym, że partia ta zaczęła dzielić się owocami wzrostu ze społeczeństwem. Przez poprzednie lata obowiązywała zasada zacieśniania pasa. Z pewnością były okresy, kiedy była ona absolutnie niezbędna, jak choćby w roku 2009. Wtedy na świecie, także w Polsce, choć w mniejszym stopniu, szalał kryzys. Faktem jest jednak także to, że polska gospodarka sukcesywnie rosła. Od momentu rozpoczęcia wzrostu po terapii szokowej początku lat dziewięćdziesiątych nie zaznaliśmy recesji, czyli okresu, w którym realna wartość gospodarki spada. Jeśli tak popatrzymy na tę sytuację, to PiS miał znacznie więcej w budżecie, niż poprzednie rządy. Właśnie dlatego, że gospodarka była po prostu większa. Wystarczy porównać to z okresem poprzednich rządów PiS, wtedy w koalicji z Samoobroną i LPR. W 2007 roku PKB wyniósł niecałe 1,2 biliona złotych, w zeszłym roku zaś przekroczył 2,1 biliona złotych. Jasne jest, że wpływy podatkowe przy o tyle większej gospodarce muszą być zdecydowanie wyższe.
Teraz rządzącym będzie zdecydowanie trudniej. Spowolnienie w Europie jest faktem. W USA mamy już najdłuższy okres koniunktury po drugiej wojnie światowej. A to musi rodzić pytanie: jak długo jeszcze? Oczywiście część osób zawsze próbuje patrzeć tylko z optymizmem i zaklinać rzeczywistość twierdząc, że teraz będzie inaczej. Ale historia gospodarcza świata uczy nas jednego: nie da się uniknąć spowolnienia. W zasadzie możemy zatem postawić pytanie nie o to, czy ono wystąpi i czy do Polski przyjdzie, ale o to kiedy, jak długo potrwa i jak głębokie będzie. A to oznacza, że nie będzie już można liczyć na dodatkowe miliardy złotych, które będą finansować różne pomysły.
Jak wiemy w kampanii PiS zapowiedział nowe wydatki socjalne. Część z nich już wprowadził w życie. Do tego dochodzą potężne projekty inwestycyjne, o których także się mówi. A zatem trzeba będzie coraz więcej pieniędzy. Nie ma cudów, przynajmniej ja w to nie wierzę, nie uda się już w istotny sposób zwiększyć ściągalności podatków. Teoretycznie rezerwy są, choćby w przypadku podatku CIT, ale walka z unikaniem opodatkowania nie jest prosta, o czym wiedzą wszystkie rządy na świecie. W najbliższych dwóch latach jest parę elementów, które rządowi pomogą. Jak choćby dokończenie zmian OFE. Ale opłata przekształceniowa jest, de facto, zabieraniem naszych przyszłych oszczędności emerytalnych. A poza tym to będzie za mało. Moim zdaniem, i piszę o tym od czterech lat, muszą pojawić się dodatkowe źródła dochodów. Jak choćby zniesienie limitu płatności składek ZUS. Ale, tak sądzę, to dopiero początek.
A zatem najbliższe cztery lata będą znacznie trudniejsze. Wszystko wskazuje bowiem na to, że koniunktura w gospodarce, główne źródło finansowania projektów w ostatnich latach, nie będzie już sprzymierzeńcem rządzących.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o