Ten sam świat – różne perspektywy

0
99
REKLAMA

Świat nigdy nie rozwijał się w tym samym tempie. Wiemy o tym doskonale. I nigdy nie był rozwinięty równomiernie. Ale ostatnie lata przyniosły tu bardzo ciekawe procesy. Patrząc na cały glob, można wyróżnić przynajmniej trzy podstawowe grupy państw w sensie ich sytuacji i perspektyw.
Po pierwsze, Stany Zjednoczone. Po zdarzeniach z lat 2008 – 2009 wielu wieszczyło największej gospodarce świata kolejne problemy. Tymczasem nic dramatycznego się nie dzieje. USA odbiły się od dna i systematycznie idą do przodu. „Na kroplówce” – mówią pesymiści. Rzeczywiście, wzrost gospodarczy po części wynika z drukowania pieniędzy, czyli skupu obligacji skarbowych. Zwiększenie podaży pieniądza z pewnością miało wpływ na to, co się dzieje. Nie zmienia to jednak faktu, że proces drukowania został zakończony. Mało tego: nie widać w tej chwili jakichś dramatycznych zagrożeń. Jeśli nawet doszłoby na przykład do jakiejś większej przeceny na giełdach, część obserwatorów uważa, że mamy do czynienia z bańką spekulacyjną na rynku kapitałowym, to Stany Zjednoczone wciąż są najbardziej konkurencyjną gospodarką świata. Spadki na giełdach mogłyby ograniczyć konsumpcję czy inwestycje, ale z drugiej strony USA wciąż dominują, jeśli chodzi na przykład o innowacyjność. Nie mówiąc już o tym, że olbrzymią przewagę konkurencyjną dają im wyjątkowo tanie nośniki energii. I to jest coś, czego nikt się nie spodziewał, i czego nie można bagatelizować. Koszty energii są tak niskie, że nie opłaca się dzisiaj przenosić produkcji wielu branż poza Stany. A zatem czy największej gospodarce świata nic nie grozi? Oczywiście, że wzrost nie jest dany na zawsze. Historia mówi, że świat rozwija się cyklicznie. A zatem prędzej czy później do jakiegoś hamowania dojdzie. Ale głębokiej recesji bym się nie spodziewał. A na razie USA rozwijają się w tempie powyżej 3%, czyli tak szybko, jak my. Tyle tylko, że Amerykanie mają trzy razy wyższy dochód na mieszkańca….
Po drugie, Europa. A dokładnie strefa euro. No i tu, niestety, jest znacznie gorzej. Nie jestem wyznawcą tezy, że strefa wspólnej waluty znowu pogrąży się w głębokiej recesji. Widać jednak wyraźnie, że wychodzenie z kłopotów jest znacznie trudniejsze, niż się jeszcze niedawno wydawało. Po części wynika to ze spadku chęci do kontynuacji reform finansów publicznych w kilku krajach. Światełkiem w tunelu jest to, że system bankowy Europy wydaje się stabilizować. Wymiarem tego był wynik ostatnich stres testów, czyli testów pokazujących zachowanie poszczególnych banków w przypadku głębokiej recesji. Z drugiej strony wprowadzanie programów wsparcia rozwoju gospodarek, szczególnie promocji innowacji, wciąż jest niewystraczające. Europa woli utrzymywać socjal i maksymalizować politykę proekologiczną w sensie coraz surowszych norm emisji itd. itp. W efekcie nie nadrabiamy zaległości w stosunku do obszarów rozwijających się szybciej. Czy nowy Parlament Europejski i nowe władze Europy coś z tym zrobią? Bardziej zależy to od decyzji władz poszczególnych państw.
Po trzecie, kraje rozwijające się. Mam tu na myśli nie tylko Chiny, Indie czy Brazylię, ale także na przykład Wietnam czy Tajlandię. Podstawowe pytanie, które zadają sobie ekonomiści, brzmi: czy społeczeństwa tych krajów są już na tyle bogate, że są w stanie same ciągnąć wzrost gospodarczy? W sposób szczególny pytanie to dotyczy na przykład Chin. Na razie wydaje się, że tak. A zatem nawet jeśli konsumpcja Europy czy Stanów Zjednoczonych, choć w ich przypadku sytuacja nie przedstawia się źle, nie byłaby w stanie ciągnąć rozwoju krajów rozwijających się, to one same będą się rozwijać dzięki konsumpcji ich obywateli. Są i tacy, którzy twierdzą, że mogą być one w najbliższych latach istotnym motorem całego światowego wzrostu.
A my? Gdzie my jesteśmy na tej mapie? O tym w następnym felietonie.

REKLAMA
REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments