Tragedie i polityka

0
65
REKLAMA

Politykom, dla których śmierć w katastrofie lotniczej w Smoleńsku stała się wygodnym pretekstem w walce o władzę i dyskredytowaniu rządu, również śmierć w wypadku drogowym stała się takim samym pretekstem. Trumny niewinnych ofiar bezmyślności, brawury, głupoty lub splotu tych wszystkich i jeszcze kilku dodatkowych okoliczności nie powinny stawać się trybuną do wygłaszania politycznych manifestów przez ludzi, którym nie chodzi o nic innego jak tylko dorwanie się do władzy. Ale nie znaczy to, że nie warto podjąć rzeczowej dyskusji o bezpieczeństwie na drogach i problemie pijanych kierowców.
Trudno w to uwierzyć, ale statystyki wykazują, że w roku 2013 liczba wypadków drogowych z udziałem pijanych kierowców drastycznie spadła, podobnie jak zmniejszyła się liczba wypadków drogowych w ogóle, a także liczba ofiar śmiertelnych. Nie jest to specjalny powód do triumfu, bo wśród krajów Unii Europejskiej jesteśmy pod względem liczby wypadków drogowych w czołówce, ale tendencja jest pocieszająca.
Nie wydaje się, aby drastyczne zwiększanie wysokości kar więzienia w kodeksie karnym za jazdę po pijanemu, karanie pasażerów, którzy godzą się na jazdę z pijanym kierowcą, konfiskata samochodu czy zamieszczanie specjalnych urządzeń uniemożliwiających pijanemu kierowcy uruchomienie auta, wreszcie znakowanie samochodów itp. były rozwiązaniem problemu. Trudno mi oceniać nieszczęsną dziewczynę, która towarzyszyła pijanemu zabójcy z Kamienia Pomorskiego, ale niektóre wypowiedzi domagające się prawie linczu jak w przypadku „matki Madzi”, można tłumaczyć bezradnością i wściekłością bezsilnych i zrozpaczonych. To ludzkie, ale wściekłość to droga donikąd.
Konfiskata auta wydaje się być sprzeczna z konstytucją, przepis o karaniu pasażerów jest niewykonalny, a jeśli pijany kierowca nie uruchomi auta, to zrobi to jego wspólnik, w każdym razie taka możliwość istnieje, znakowanie bardzo źle się w Polsce kojarzy, a samo wprowadzenie do kodeksu wysokich kar niewiele zmienia, bo o tych karach i tak decyduje niezależny sąd.
W parlamencie dyskusje na temat kar dla pijanych kierowców odbywają się mniej więcej co kilka lat, a nawet częściej, co trochę przypomina cykliczność sporów o aborcję (na szczęście powoli kończą się spory o lustrację) i handel w niedzielę. Gdybym, kierowany wieloletnim doświadczeniem parlamentarnym, miał o tym decydować, to widzę dwa naj­istotniejsze czynniki mogące zmienić sytuację w obszarze bezpieczeństwa na drogach. Na obydwa wskazali niektórzy uczestnicy ostatnich dyskusji, m.in. premier, ministrowie i Ryszard Kalisz, niektórzy publicyści i psychologowie. Nie ma szybkich i łatwych rozwiązań, a drastyczne kary już były i niewiele zmieniają. Obok zachowania dotychczasowych środków, które – o czym warto pamiętać – przynoszą efekty (statystyki), konieczna jest zmiana społecznej tolerancji dla pijaństwa, a przede wszystkim pijaństwa kierowców. Niezależność sądów jest jedną z gwarancji demokracji i chociaż bywa uciążliwa, a czasem irytująca, to jej zniesienie lub ograniczenie jest niebezpieczniejsze i groźniejsze. Wszystkie drogi na skróty, w tym i w wielu innych obszarach, to drogi do dyktatury, za co nasz kraj płacił już w przeszłości wystarczającą cenę.
Z drugiej strony od sędziów można oczekiwać szybszego osądzania sprawców wypadków drogowych, zwłaszcza popełnionych po pijanemu, i tu jest obszar do działania dla Ministerstwa Sprawiedliwości i ewentualnie dla polityków (nowelizacja kpk). Zrozumiały ból, rozpacz, oburzenie i bezsilność z powodu tej tak bardzo niepotrzebnej śmierci i towarzyszącym jej nieszczęść nie mogą być powodem do pisania ustaw. Prawo nie może powstawać w odniesieniu do najbardziej nawet dramatycznego wydarzenia, lecz być efektem znacznie szerszej analizy i refleksji.

REKLAMA
REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments