Triumfator brukselski

0
88
REKLAMA

Był to odwet nacjonalistów w stosunku do człowieka, który bronił zasady praworządności i demokracji w Unii, a więc wartości, na których opiera się Unia Europejska, która jak wiadomo powstała jako wspólnota państw i narodów, mająca nie dopuścić do nowej wojny w Europie. Biorąc pod uwagę, że wszystkie najkrwawsze konflikty w Europie, a zwłaszcza najokrutniejszy z nich – II wojnę światową – wywołały nacjonalizmy, projekt polityczny pod obecną nazwą Unia Europejska opiera się na poszanowaniu demokracji i praw człowieka, współpracy ekonomicznej, swobodzie wymiany towarów, idei, ludzi i kultur. Jest wymierzony w dyktaturę jako system sprawowania władzy, wojnę jako metodę rozwiązywania konfliktów, łamanie praw człowieka i demokracji, a więc sprzeciwia się nacjonalizmowi stanowiącemu zagrożenie pokoju, demokracji i dobrobytu.    
Unia Europejska była od początku atakowana przez komunistów, zarówno partie komunistyczne na Zachodzie i oczywiście Związek Sowiecki oraz jego satelitów. Dziś Unia jest atakowana przez Rosję, a także często przez finansowane i sprzymierzone z nią partie nacjonalistyczne na Zachodzie oraz nacjonalistów i populistów w Europie wschodniej. Jak trafnie pisze niemiecki politolog Thore Hansen:  „W wielu krajach Europy i w USA do coraz większej władzy dochodzą populiści. Niektóre kierownictwa państw środkowoeuropejskich, jak w Polsce i na Węgrzech, dezintegrują demokratyczne systemy. W Turcji nie obowiązują zasady państwa prawa i wolność sumienia, warto dostrzec również fenomen Donalda Trumpa w USA i najostrzejszą w historii Stanów Zjednoczonych walkę wyborczą przeciwko mniejszościom i imigrantom, kampanię wyborczą prowadzoną za pomocą kłamstw i rasistowskich haseł.” Ataki na Timmermansa były prowadzone pod hasłem, że nie działa na rzecz pojednania i porozumienia. Zupełnie tak, jakby populiści byli wzorem politycznego kompromisu i miłości bliźniego. Populiści i nacjonaliści nawet nie ukrywają, że są przeciwnikami demokracji i samej Unii, i że idą do Brukseli, aby zniszczyć Unię w znanym nam kształcie, a na jej miejsce wprowadzić bliżej nieokreślony twór z pewnością niezdolny do działania i jako zbędny skazany na upadek. Marzeniem ich jest bowiem powrót do Europy skonfliktowanych państw, walczących ze sobą pod pięknym hasłem obrony interesu narodowego, jak mówi Trump – Ameryka pierwsza. W każdym kraju nacjonaliści wpisują w miejsce Ameryki nazwę swojego państwa. Nacjonalizm nienawidzi bowiem wszystkich krajów poza własnym, demokracja szanuje wszystkich.
W efekcie skomplikowanych rozgrywek i wielu rozmów przewodniczącą Komisji Europejskiej (KE) została urodzona w Brukseli niemiecka lekarka, wieloletnia posłanka i minister, ostatnio minister obrony, Ursula von der Leyen z CDU. Frans Timmerman pozostał wiceprzewodniczącym Komisji i nadal będzie zajmował się obroną praworządności. Ursula von der Leyen dała się już poznać jako osoba, która z pełnym uznaniem wypowiedziała się o protestujących w Polsce w obronie praworządności, dlatego radość pisowców z powodu jej nominacji może okazać się przedwczesna. Politycy, a przede wszystkim propagandyści PiS-u ogłosili swój wielki triumf z powodu tego, że szefem KE nie został Frans Timmermans. Dominowało po raz kolejny hasło, że z Polską trzeba się liczyć, a siła i potęga oraz autorytet Polski – w domyśle rządzonej przez PiS, a więc w pierwszym rzędzie pisowskiego rządu – na tle zdegenerowanej lewackiej Europy po raz kolejny zajaśniała pełnym blaskiem. Mizerny to blask, bo po pierwsze niczego pisowcy w Brukseli nie załatwili. Frans Timmermans nadal będzie zajmował się łamaniem praworządności, być może z większą skrupulatnością i przekonaniem, że jest to ważne i potrzebne, a po drugie wybór niemieckiej minister obrony był nie tyle efektem genialności naszej dyplomacji, co wewnętrznych problemów CDU i samej kanclerz Angeli Merkel. Niemieccy chadecy nie chcieli, aby zbyt silni byli socjaliści i stąd ostateczna zgoda niemieckiej kanclerz na wybór Ursuli von der Leyen zamiast Timmermansa, a nie talenty dyplomatyczne polskiego Talleyranda. Przy okazji państwa założycielskie i tworzące podstawowe struktury Unii, a także wszyscy chyba szanujący demokrację i odpowiedzialni politycy mają serdecznie dość populistów, demagogów i ignorantów z Europy wschodniej. Być może bardzo żałują, że przywiązywali nadmierną wagę do kompleksów, frustracji i chorych ambicji ludzi, którzy szermując hasłami antykomunizmu budują podobny do komunizmu system? Propagandyści będą oczywiście przedstawiać to, co stało się w Brukseli jako sukces. Dyktatury nigdy nie przyznają się do porażki, wygrywają zawsze, zawsze też są doskonałe, niewinne, prześladowane i szkalowane, wszystko idzie świetnie dopóki nie upadną. W każdym razie brukselski triumf Morawieckiego to nie było Austerlitz, ciekawe czy ww. znalazł czas, aby odwiedzić niedalekie przecież Waterloo?

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o