Trudna decyzja (2)

0
39
REKLAMA

Sytuacja przypomina trochę słynną aferę z opcjami walutowymi z końca 2008 i początku 2009 roku. Oczywiście są też różnice, szczególnie w sytuacji, w której przedsiębiorca stosował opcje, ponieważ dostawał informacje, że ograniczy to jego ryzyko zmiany kursu waluty, a nie go na nie narazi. Przy kredytach walutowych o ograniczeniu ryzyka walutowego nie ma mowy i nikt w taki sposób ich nie sprzedawał. Tak czy inaczej podobieństwa dotyczą rzetelnej informacji o ofercie oraz samego zrozumienia pojęcia ryzyka zmiany kursu waluty.
Dla mnie nie ma żadnej wątpliwości, że w sytuacji, w której klient był informowany o ryzyku i go rozumie, nie może być mowy o jakichkolwiek zmianach w umowach kredytowych, nakazanych z zewnątrz, czyli niewynikających z ewentualnego porozumienia stron umów. Zresztą, podkreślmy to jeszcze raz, przy zaciąganiu zobowiązania w CHF i podejściu do tego typu kredytu jako do alternatywy dla kredytu złotowego dłużnik wciąż płaci mniej, niż gdyby zaciągnął kredyt w złotych. Tu, co najwyżej, możemy mówić o rozczarowaniu związanym z wiarą w to, że złoty będzie się ustawicznie umacniał. Wiara ta była dość powszechna, tego typu tezy funkcjonowały czasem nawet w mediach. Jeśli na przykład na początku 2008 roku w czarnych wizjach zakładano spadek wartości złotego to co najwyżej o 10‑15% w stosunku do najważniejszych walut. I tego typu projekcje można było z pewnością usłyszeć od jakichś doradców w bankach. Jeśli jednak jednocześnie rzetelnie poinformowano o tym, że to tylko prognoza, a nie pewność, decyzja o zaciągnięciu, lub nie, kredytu we frakach była już suwerenną decyzją zaciągającego kredyt.
Oczywiście w zdecydowanej większości przypadków trudno dzisiaj określić, czy klient był rzetelnie informowany i czy rozumiał on, co to znaczy ryzyko kursowe. I to jest pierwszy problem, który można zidentyfikować. Wprowadzanie tu powszechnych abolicji jest niebezpieczne. Bo w takiej sytuacji otwieramy sobie drogę do różnych dziwnych zachowań w przyszłości. Teraz mamy rekordowo niskie stopy procentowe, także w złotych. Jeśli ktoś teraz weźmie kredyt w PLN, stopy pójdą w górę i za trzy lata będzie płacił o 25% wyższa ratę, to też będziemy mu wyrównywać różnicę, bo mógł nie zrozumieć, co to jest ryzyko stopy procentowej? A może wtedy wyrównaniem płatności powinniśmy obciążyć Narodowy Bank Polski, bo to on, a dokładnie Rada Polityki Pieniężnej, podnosi stopy procentowe? Rozumując tym tokiem, dochodzimy do kuriozalnych wniosków. Choć oczywiście sam jestem przekonany co do tego, że pęd na kredyty walutowe był często nakręcany w sposób nieporównywalny chyba z żadną inną kampanią dotycząca produktów finansowych. Tyle tylko że nikt wtedy, włącznie z organami nadzoru nad rynkami finansowymi, bankami itd. itp., nie zdawał sobie sprawy tak do końca z zagrożenia. A nawet gdyby sobie zdawał i wprowadził obostrzenia, to, jak sądzę, spotkałoby się to z ogromnym sprzeciwem także klientów, którzy twierdziliby, że ktoś za nich chce decydować, co jest dla nich dobre. Dzisiaj podchodzimy do tego nieco inaczej, ale to w dużej mierze efekt zimnego prysznica związanego z kryzysem światowym. Największym od osiemdziesięciu lat.
Co innego, gdy bank wprowadził klienta w błąd lub nie informował o ryzyku. A jeśli, to nie starał się dowiedzieć, czy klient owo ryzyko rozumie. Inna sprawa, że nie jest to, wbrew powszechnej opinii, takie proste. Sama informacja, że „rozumie”, wcale przecież nie oznacza, że tak jest. Niestety zatem wychodzi na to, że, podobnie jak w przypadku wspominanych opcji walutowych, każdą sprawę będzie trzeba rozpatrywać oddzielnie. Ale to tylko moje zdanie, w dodatku nie prawnika znającego wagę klauzul i specyfikę relacji klient – bank, ale ekonomisty. Zdecyduje sąd. Czekam zatem z uwagą i niecierpliwością na jego rozstrzygnięcia.

REKLAMA
REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments