Trzeba wyciągnąć wnioski

0
55
REKLAMA

Na początku jedno trzeba wyraźnie podkreślić: wysiłek rozwoju infrastruktury był silnym bodźcem pchającym gospodarkę do przodu. I tego faktu nic nie zmieni. Piszę to dlatego, że pojawiło się kilka komentarzy podważających sens realizacji inwestycji, które tak się kończą dla firm. Te dwie kwestie, ewidentny impuls rozwojowy i wynikające z wielu przyczyn kłopoty firm, trzeba oddzielić.
Sytuacja wydaje się rzeczywiście kuriozalna. Tyle pieniędzy wydanych przez państwo, pieniędzy, które powinny być napędem w rozwoju spółek, i takie rezultaty działalności. O co właściwie chodzi? Ilu specjalistów, tyle koncepcji. W dodatku w zależności od tego, kto jest z kim związany, to takie słyszymy odpowiedzi. Firmy budowlane twierdzą, że winne jest prawo i zachowanie przedstawicieli jednostek odpowiedzialnych za płatności, zlecających zadania, że głównie zarządy spółek. To jaka jest prawda?
Myślę, że dokładna odpowiedź na to pytanie zajmie kilka miesięcy. Ale warto zwrócić uwagę na kilka kwesti. Na pewno system zamówień nie jest, delikatnie mówiąc, idealny. Wiemy doskonale, że głównym kryterium jest cena, a to nie zawsze jest najlepszy sposób wyboru tego, kto ma realizować zadanie. Tajemnicą poliszynela pozostawało to, że generalni wykonawcy dawali często oferty z kosmosu, w sensie zdecydowanie zbyt niskie, a potem prowadzili politykę wyjścia na swoje za wszelką cenę. Kilka lat temu najczęstsze było aneksowanie umów w trakcie trwania kontraktów. Z różnych powodów. Toczyły się wojny prawników, udowadniano zmiany warunków realizacji itd. itp. Jednocześnie starano się oszczędzać, na czym się da. Także na podwykonawcach, z których wielu taką politykę przypłaciło biznesowym życiem.
Kwestie aneksowania są już teraz o wiele trudniejsze. Widać to choćby przy realizacjach drogowych, gdzie państwo zaczęło prowadzić politykę uszczegółowiania umów. Wszystko po to, aby zawrzeć wszystko to, co ma dotyczyć kontraktu, ale potem już nic nie zmieniać. Ci, którzy sądzili, że cena jest co prawda za niska, ale potem da się coś z państwem „ugrać”, zaczęli mieć kłopoty. To jest podstawowy, jak się wydaje, błąd zarządów. Ale nie tylko. Niestety wygląda na to, że popełniono też wiele innych błędów związanych po prostu z prowadzeniem firmy i organizacją robót. Tyle tylko, że z uwagi na zakres działalności, czyli potężne projekty do zrealizowania, te błędy są w konsekwencji bardziej widoczne.
Z pewnością problemem jest też podejście wielu urzędników. Ale, szczerze mówiąc, wcale się im nie dziwię. Nawet, gdyby oficjalnie nie cena była kryterium najważniejszym, to i tak, biorąc pod uwagę polskie realia, większość z nich wskazywałaby oferty najtańsze. Dlaczego? Bo po co ryzykować. Za jakiś czas zmieni się władza i będzie trzeba meldować się na przesłuchaniach w prokuraturze albo wręcz odpowiadać przed sądem, dlaczego wybraliśmy taką ofertę, jeśli była tańsza. I co z tego, że nic złego się nie zrobiło, skoro kłopoty można mieć latami? A każdy wybór nie najtańszej oferty może prowadzić do kłopotów. To najlepiej wybrać najtańszą. Czym to grozi, widzimy. Ale przynajmniej nikt nie będzie po sądach ciągał. Doprowadziliśmy do tego, że urzędnicy boją się podejmować decyzje.
W prywatnym biznesie sprawa jest prosta. Można na przykład ogłosić, że odrzuca się od razu, czyli na wejściu, najtańszą i najdroższą ofertę. To urealnia wyceny. Covec w takiej sytuacji nie miałby szans. I wiedziałby o tym od razu, czyli nie złożyłby oferty takiej, jaką złożył. Tyle tylko, że takie podejście przy zamówieniach publicznych jest podobno niezgodne z zasadami obowiązującymi w UE. Trzeba zatem szukać innych pomysłów. Ale przecież w Niemczech czy we Francji sobie z tym radzą.
Ważny czas przed nami. Nie tylko dla spółek, które mają kłopoty, jest jeszcze bowiem szansa na ich uratowanie. Ale o wiele ważniejsze jest to, żebyśmy przeanalizowali dokładnie sytuację i zabezpieczyli się przed tego typu problemami w przyszłości. Bo mistrzostwa Europy nie są żadnym końcem modernizacji Polski. Szczególnie, że od 2014 roku będzie na nas czekał kolejny budżet unijny. Do 2021 roku wydamy następne dziesiątki miliardów złotych. I oby tym razem takich wpadek nie było.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o