Ugoda w sprawie kredytów frankowych

0
101
REKLAMA

Marek ZuberPo półtora roku od słynnego wyroku TSUE, Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, PKO BP zawarł pierwszą ugodę dotyczącą kredytu we frankach. Czy to tylko pojedynczy przypadek, czy też może to być początek nowego standardu na rynku?
Problemem kredytów frankowych zajmowałem się w swoich felietonach wiele razy. Jest on wielowątkowy i moim zdaniem z pewnością nie ma jednego dobrego rozwiązania. Chodzi mi tu o rozwiązanie systemowe, czyli polegające na wprowadzeniu jednoznacznych przepisów, które załatwią temat. To znaczy teoretycznie można by było coś takiego zrobić. Ale albo będzie to trudne z punktu widzenia ekonomicznego, albo etycznego. Ta druga kwestia też jest istotna. I nie chodzi mi tylko o samych „Frankowiczów”, ale także o tych, którzy brali kredyty w złotych i którzy też nie mogą się czuć w pewnym sensie pokrzywdzeni ewentualnie wprowadzonymi rozwiązaniami.
Systemowe decyzje są trudne także dlatego, że kredyt we franku kredytowi we franku nierówny. Osobiście widziałem przynajmniej dziesięć rodzajów umów znacznie się różniących pod wieloma istotnymi względami.

REKLAMA

Po latach dyskusji Komisja Nadzoru Finansowego doszła zatem do wniosku, słusznego moim zdaniem, że najlepszą opcją, skracam koncepcję KNF, byłoby po prostu dogadywanie się banku z klientem. Czyli zawarcie odpowiednich ugód. Teoretycznie propozycja wręcz trywialna. Można nawet zadać pytanie, dlaczego Komisji aż ponad rok zajęło przygotowanie takiego stanowiska? Przecież wyrok TSUE został wydany w październiku 2019 roku. To prawda. Z drugiej strony być może KNF wierzyła w to, że jednak banki same spróbują iść w tym kierunku. I dopiero w sytuacji braku poważnych działań postanowiła coś zrobić.
Po decyzji TSUE pisałem, że nie wierzę w skłonność banków do zawierania ugód. Z kilku powodów. Przypomnę je dla jasności sytuacji. Po pierwsze, moim zdaniem banki mogły chcieć się przekonać na własnej skórze, czy rzeczywiście liczba wyroków na ich niekorzyść istotnie wzrośnie. Dzisiaj wiemy, że wzrosła. Po drugie, mogły one liczyć na to, że spora część kredytobiorców nie pójdzie do sądu. Na przykład dlatego, że jest to kosztowne, albo że taki proces długo trwa i jednak zabiera sporo aktywności. Rzeczywiście trudno mówić o pospolitym ruszeniu, choć jednak liczba wniosków wzrosła znacząco. Z tym elementem wiąże się trzeci. Część klientów boi się wnieść sprawę do sądu. Obawiają się bycia czarnymi owcami sytemu bankowego, w konsekwencji w przyszłości będzie im trudniej dostać kredyt, albo już teraz mają inne produkty w bankach i będą gorzej traktowani. Ten problem widzę mocno wśród wielu moich znajomych. Po czwarte, może być też tak, że bankowi menadżerowie chcą przed swoimi właścicielami wykazać, że zrobili wszystko, żeby „zaoszczędzić” na problemie frankowym. Ugoda to koszt tu i teraz. Sprawa sądowa po pierwsze trwa, po drugie jest zawsze jakaś szansa, że jednak bank z „Frankowiczem” wygra.

Tak czy inaczej, nawet „polskie” banki, to znaczy te, w których skarb państwa rządzi, niespecjalnie spieszyły się z ugodami. To znaczy propozycje wysłał pewnie każdy bank. A w każdym razie wszyscy moi znajomi takie propozycje otrzymali. Tyle tylko, że były one totalnie nieakceptowalne. Być może chodziło po prostu o to, żeby coś zaproponować i tyle. Faktem jest, że nie wiemy ile ugód zostało zawartych, bo o takie dane trudno, z różnych powodów.
Zawarcie ugody przez PKO BP doszło kilka tygodni temu, zostało przez bank nagłośnione. Ale faktem jest, że i PKO BP wcześniej niespecjalnie chwaliło się takimi umowami, należy zatem przypuszczać, że za dużo ich nie było. Jeśli w ogóle jakieś. Jak zresztą w przypadku innych instytucji. I pewnie dlatego KNF postanowił coś zrobić.
Oczywiście propozycja KNF to nienarzucanie woli. Ale jednak oficjalne stanowisko nadzorcy to coś, co ma swój wymiar. I rzeczywiście może przyspieszyć tego typu działania. Teoretycznie są one najlogiczniejszym wyjściem. Oczywiście pod warunkiem, że obie strony, bank i „Frankowicz” pójdą na kompromis. A o to nie jest łatwo, także ze strony części „Frankowiczów”.

W całej tej dyskusji pojawia się jeszcze jeden problem. Jeśli rzeczywiście dojdzie do masowych ugód, jeśli spora część kredytów frankowych zostanie zamieniona na złotowe, to wywrze to presję na złotego. Jeśli bank ma tzw. otwartą pozycję we franku, mocno upraszczając, kiedyś go kupił w takiej czy innej formie, żeby go „dostarczyć” klientowi, to zamieniając kredyt frankowy na złotowy tę pozycję zamknie. A to będzie wpływało negatywnie na kurs złotego. Polska waluta może się osłabić. Nie zgadzam się jednak z tym, że jest to jakiś poważny problem. Byłby, gdy transakcje były przeprowadzane bezpośrednio przez banki i to w krótkim okresie czasu. Jeśli proces byłby rozłożony w czasie, dodatkowo z udziałem Narodowego Banku Polskiego, co jest absolutnie możliwe, wpływ na rynek byłby ograniczony. Problem w tym, że na razie system bankowy formalnie takich kwestii oficjalnie z NBP nie dyskutował. Wspominał o tym na ostatniej konferencji prasowej prezes NBP.
Co zatem się wydarzy? Mam nadzieję, że banki „zachęcone” przez KNF będą bardziej skłonne do zawierania ugód. Bo, i warto to jeszcze raz powtórzyć, problem „Frankowiczów” to nie tylko problem pojedynczych osób czy rodzin. To problem całego systemu.

REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments