Ukraina

0
65
REKLAMA

Musimy najpierw zrobić założenie. Jeśli miałoby dojść do dramatu, czyli jeśli Rosja rzeczywiście wprowadziłaby w życie zapowiedzi użycia wojska, czyli de facto przeprowadziłaby inwazję na Krym, a może także na inne rejony Ukrainy, to w efekcie świat zareagowałby tak, jak zapowiadają to przedstawiciele większości państw, czyli sankcjami. Najbardziej dotkliwe dla Rosji mają być sankcje gospodarcze i z pewnością tak by było. Mniej więcej 60% wpływów do rosyjskiego budżetu pochodzi ze sprzedaży ropy naftowej i gazu. Zablokowanie tej sprzedaży oznacza załamanie rosyjskich finansów. Zablokowanie innych form wymiany gospodarczej jeszcze tylko tę sytuację pogłębi. Oczywiście nie wiemy, czy wszyscy, na przykład Chiny, stosowaliby się do tych zakazów. Tak czy inaczej, ta broń działa w obie strony. I ta druga strona dotknęłaby, co oczywiste, partnerów handlowych Rosji, czyli tych, którzy owe sankcje wprowadzają w życie. Oczywiście nie wszystkich w sposób porównywalny. My, niestety, należymy do tej grupy, która w sposób szczególny odczułaby skutki izolacji Rosji.
Po pierwsze kwestia ropy i gazu. Oba surowce kupujemy głównie w Rosji. Dla przykładu: gazu prawie 10 mld metrów sześciennych, przy zużyciu na poziomie 14 mld metrów sześciennych. Czy jesteśmy w stanie zrezygnować z zakupów w Rosji? Oczywiście teoretycznie jest to możliwe. Jednak proces przejścia na innych dostawców będzie trwał miesiącami. W międzyczasie dojdzie do problemów z dostępnością i do gwałtownego wzrostu cen. Co to oznacza, wszyscy wiemy. Nie wspomnę już nawet o przedsiębiorstwach, dla których gaz jest kluczowym elementem kosztów, jak choćby dla Grupy Azoty. To samo będzie dotyczyło ropy naftowej, choć tu wpływ zmian na polską gospodarkę będzie nieco mniejszy niż w przypadku gazu. Biorąc pod uwagę fakt, że Rosja jest drugim co do wielkości eksporterem ropy na świecie, blokada zakupów w tym kraju musi doprowadzić do znacznego wzrostu cen. Oczywiście dziurę w światowych dostawach, zarówno gazu jak i ropy, można uzupełnić, szczególnie w perspektywie rewolucji łupkowej w USA, ale znowu nie w ciągu kilku tygodni. Załamanie rynku węglowodorów jest najważniejszą konsekwencją sankcji nałożonych na Rosję. I może to doprowadzić do problemów w światowej, dopiero co podnoszącej się po kryzysie gospodarce.
Drugi wymiar to nasz eksport do Rosji i na Ukrainę. Szczególnie ten pierwszy kraj jest dla nas istotny. W zeszłym roku sprzedaliśmy do Rosji towary o wartości ponad 8 mld euro. Oczywiście nie jest to skala Niemiec, prawie 40 mld euro, ale jednak 5% wartości całego naszego eksportu. Dodając 4 mld euro związane z Ukrainą, mamy już poważną wartość. Ewentualny ubytek tej kwoty byłby bardzo odczuwalny w naszej gospodarce.
Trzeba uwzględniać także inne kwestie: bezpieczeństwo inwestycji w Polsce – z pewnością bylibyśmy traktowani nieco inaczej, niż jeszcze wczoraj, spadek wartości złotego i spadki na innych rynkach finansowych – co prawda przejściowe, ale wprowadzające zamieszanie itp. itd. Skutki odczulibyśmy wszyscy.
Ten konflikt może mieć znacznie większe reperkusje ekonomiczne niż inne konflikty z ostatnich lat. Ale oczywiście, jak już napisałem, nie to jest najgorsze. Oby udało się uniknąć rozlewu krwi.

REKLAMA
REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments