W autkach się dzieje

0
28
REKLAMA

Carlos Ghosn, szef Renault Nissan, powiedział na ostatnim salonie we Frankfurcie, że skoro na razie nie obserwuje się jakiegoś dramatu ze strony popytu, to producenci nie zamierzają tego dramatu sprowokować. To zupełnie inaczej niż część polskich ekonomistów, którzy na lewo i na prawo obwieszczali załamanie wszystkiego, co się tylko może załamać. Minęło kilka miesięcy i wszystko wskazuje na to, że jakiegoś kataklizmu nie będziemy przeżywać. Międzynarodowy Fundusz Walutowy ogłosił właśnie, że sytuacja światowej gospodarki zaczyna się powoli poprawiać. Szczególnie jeśli chodzi o jej perspektywy. MFW doszedł do takich wniosków, obserwując zmiany w Stanach Zjednoczonych i w Europie Zachodniej. Oczywiście ryzyko dalej jest, ale przekaz dotyczący sytuacji na świcie jest jednak zdecydowanie mniej dramatyczny.
Wróćmy jednak do samochodów. Czasy wydają się dość ciekawe. Po pierwsze obserwujemy budowanie potężnych, ponadnarodowych grup produkcyjnych. Toyota z Subaru, Volkswagen zrzeszający Audi, Skodę, Seata, czy Bentleya, GM i koncern PSA, Fiat i Chrysler, Nissan i Renault, Ford i Mazda, Hyundai i Kia mówią o tym dobitnie. Jeśli nawet nie mamy do czynienia z faktycznym połączeniem kapitałowym, to obserwujemy współpracę na poziomie prac nad nowymi technologiami i produkcji podzespołów. Wszystko po to, aby obniżyć koszty. Czyli my, konsumenci, na pewno na tym nie stracimy. Co najwyżej może być nieco mniej ciekawie, bo te same elementy będziemy oglądać w autach, które z przodu mają różne znaczki określające markę.
Po drugie w ostatnich latach mocno przyspieszyły prace nad nowymi źródłami napędu. Samochody hybrydowe są już oczywistością u prawie wszystkich producentów. Mało tego: każdy ma lub chce mieć w najbliższej przyszłości samochód elektryczny. Są także inne pomysły z ogniwami paliwowymi na czele. Chodzi z jednej strony o ekologię, z drugiej o oszczędność. Zresztą jedno z drugim jest związane. Oczywiście upowszechnienie tych wszystkich wynalazków z pewnością nie nastąpi w ciągu najbliższych kwartałów, ale zmiany wydają się nieuchronne.
Po trzecie obserwujemy dynamiczny rozwój nowych rynków. Chiny już w 2010 roku stały się największym rynkiem motoryzacyjnym na świecie, wyprzedzając leadera od wielu dziesiątek lat, czyli Stany Zjednoczone. Ale nie tylko o Chiny tu chodzi. Rosja, Indie, Korea Południowa, Brazylia, Malezja, tę wyliczankę można by prowadzić długo.
Po czwarte obserwujemy powstawanie nowych graczy. O Koncernie Hyundai Kia już wspomniałem. To piąty producent na świecie, od czwartego Forda dzieli go już tylko kilka tysięcy aut. Coraz lepiej radzą sobie producenci chińscy. Może samochody z Państwa Środka nie są jeszcze technologicznymi perełkami, ale postępy są ogromne.
I po szóste wreszcie po wielu chudych latach obserwujemy powrót amerykańskiej wielkiej trójki do poważnej gry. Ford w pierwszych latach dwudziestego pierwszego wieku radził sobie stosunkowo nieźle, choć do gigantów w postaci Toyoty wiele mu brakowało, szczególnie jeśli chodzi o wyniki finansowe. Teraz jest znacznie lepiej. GM i Chrysler praktycznie upadały. Pierwszy odnotował w zeszłym roku 6 mld USD zysku, drugi jest w trakcie udanego, jak się wydaje, mariażu z Fiatem. Wygląda zatem na to, że legendy nie znikną.
A zatem czeka nas bardzo ciekawy okres. Okres zmian i to na wielu płaszczyznach. Wypada się tylko z tego cieszyć. Szczególnie jeśli jeszcze poprawa w światowej gospodarce doprowadzi do tego, że na te wszystkie nowe cacka będzie nas stać, bo będziemy coraz więcej zarabiać.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o