W rocznicę wojny

0
55
REKLAMA

„Przyszli historycy muszą zatem traktować trzy dziesięciolecia, jakie dzielą sierpień 1914 roku od maja roku 1945, jako okres, w którym Europa postradała zmysły. Totalitarne okropieństwa komunizmu i faszyzmu, dodane do okropieństw wojny totalnej, dają nieporównywalny z niczym rejestr śmierci, nieszczęścia i upodlenia.”.
Pierwszym państwem, które zbrojnie przeciwstawiło się niemieckiej agresji, przynajmniej w Europie, płacąc za to bardzo wysoką cenę, była Polska. Wojna zaczęła się de facto w Tarnowie. Był to wybuch podłożonej na dworcu przez niemieckiego dywersanta bomby – zginęło 20 osób, a 35 zostało rannych. Grupa niemieckich dywersantów, do których nie dotarło odwołanie tej akcji, uderzyła na stację Mosty (obecnie w Czechach) i próbowała opanować tunel pod Przełęczą Jabłonkowską. Akcja zakończyła się po kilku godzinach wycofaniem się i przeprosinami Niemców.
Trudno mówić o oporze Austrii, Czechosłowacji czy Litwy (Kłajpeda), chociaż kraje te także padły ofiarą niemieckiej agresji. Spór o to, czy Polska mogła w latach trzydziestych prowadzić inną politykę, ocalić niepodległość i przekreślić plany Hitlera, wydaje się dawno rozstrzygnięty – nie mogła. Komuniści w swojej propagandzie zarzucali przywódcom II RP, że odmówili zgody na wkroczenie do Polski Armii Czerwonej i tym samym skazali nasz kraj na klęskę. Zarzut ten ma czysto propagandowy charakter i nie zasługuje na poważną dyskusję. Wpuszczenie do Polski Armii Czerwonej oznaczałoby utratę niepodległości i oczywiście opór społeczny połączony z upadkiem rządu. Taką samą wartość mają podnoszone od dawna przez Stanisława Cata‑Mackiewicza, a ostatnio nasilone stwierdzenia, że należało ustąpić Hitlerowi Gdańsk oraz zgodzić się na propozycję sojuszu i wspólnego ataku na Związek Sowiecki. Najpewniej skończyłoby się to najpierw marginalizacją Polski jako niemieckiego satelity, a potem utratą nie tylko ziem wschodnich, lecz także zachodnich. Publicyści rozpisujący się o defiladzie w Moskwie, która odbieraliby Adolf Hitler i Edward Rydz‑Śmigły, mają dużą wyobraźnię, ale powinni sobie znaleźć raczej inne zajęcie.
Kraje, które podporządkowały się Niemcom, po wojnie utraciły niepodległość i terytoria (głównie na rzecz Związku Sowieckiego) i razem z Polską odzyskały wolność w 1989 roku. Dyskusja, jak potoczyłyby się losy świata, gdyby dołączyła do nich Polska, jest jałowa.
Generalnie to nie od nas zależało powstrzymanie Hitlera i zapobieżenie wojnie w 1939 roku. Mogła to zrobić tylko Francja, której siły były porównywalne do niemieckich (Anglia była nieprzygotowana do wojny). W dodatku znajdowała się w wyjątkowym położeniu, gdy siły przeciwnika były zaangażowane gdzie indziej. Jednak zamiast uderzyć na Niemcy, do czego była zobowiązana i co leżało w jej elementarnym interesie, pozostała bezczynna, a 12 września politycy Anglii i Francji podjęli decyzję, że los Polski zależy od „dalszego przebiegu wojny”, co oznaczało porzucenie sojusznika na polu walki.
IV rozbiór Polski dokonał się, gdy Ribbentrop i Mołotow 23 sierpnia 1939 roku podpisywali zbrodniczy pakt, ale wyrok śmierci na Polskę zapadł także w Abbeville. Od tego dnia rozpaczliwe wzywania i oczekiwania na pomoc dla niszczonej przez Hitlera i Stalina Polski nie mogły zostać spełnione, armia walczyła już tylko o honor i zadanie wrogowi możliwie największych strat.
Od czasów wojny wyrosły już trzy pokolenia, a jedno w Polsce niepodległej i demokratycznej. Makabryczne wspomnienia i świadomość, jak straszną rzeczą jest wojna, ma coraz mniej ludzi. Dla wielu, zwłaszcza młodych i zupełnie nie znających historii, co jest zjawiskiem powszechnym, powracają upiorne stereotypy „jak to na wojence ładnie”, że wojna hartuje,  że umacnia patriotyzm, narodową więź i jedność oraz rozwiązuje problemy, których pokolenia mięczaków i ludzi małego ducha rozwiązać nie potrafią. Wydawało się, że po zbrodniach nacjonalizmu, na które skuteczną odpowiedzią była Unia Europejska, wojna jako metoda uprawiania polityki raz na zawsze została wykreślona z politycznego języka i mentalności narodów. W dużym stopniu tak jest, ale warto widzieć także nasilające się patologie w postaci ruchów populistycznych, agresywnych nacjonalizmów opartych o kult przemocy, siły i kłamstwa. Niektóre zachowania, hasła, nawet półwojskowe umundurowania partyjnych bojówek przypominają złote dla nacjonalizmów lata trzydzieste.
Przypomnijmy, że w drugiej wojnie zginęło ponad 46 milionów ludzi…

REKLAMA
REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments