W rok po tragedii

0
77
REKLAMA

W pierwszych godzinach po trzęsieniu ziemi wielu ekonomistów obawiało się, że może mieć ono fatalne skutki dla całej światowej gospodarki. Japonia to trzecia gospodarka globu, ważniejsze jest jednak to, że wiele japońskich firm dostarcza podzespoły do bardzo wielu produktów na całym świecie. I rzeczywiście widać to było wyraźnie choćby w branży motoryzacyjnej. Mogliśmy się przekonać, że na przykład podzespoły elektroniczne produkowane przez dostawców japońskich trafiają nie tylko do Toyoty, Nissana czy Hondy, ale także na przykład do wielu producentów europejskich. Pamiętamy bowiem opóźnienia w dostawach samochodów do punktów dilerskich, które dotyczyły nie tylko japońskich marek. Podobną sytuację mieliśmy w wielu innych branżach. Obawiano się tego, że przerwy w dostawach mogą trwać miesiącami, co doprowadzi do poważnych spadków produkcji na całym świecie.
Japońskie koncerny miały ucierpieć także w dłuższej perspektywie, a to z powodu zastąpienia ich produkcji przez konkurencję. Brak dostaw miał doprowadzić do przejęcia kontraktów przez innych kooperantów. Powrót na dawny rynek mógł więc być utrudniony lub wręcz niemożliwy.
Po roku możemy już jednoznacznie stwierdzić, że, w zdecydowanej większości przypadków, do bardzo negatywnych konsekwencji gospodarczych nie doszło. Opóźnienia w dostawach nie były na ogół dłuższe niż dwa miesiące, co, biorąc pod uwagę rozmiar katastrofy, wydaje się wielkim osiągnięciem. Niewiele jest także przypadków trwałego zastąpienia dostaw japońskich innymi. Oczywiście Japonia musi się zmagać z konkurencją Chin, Korei Południowej, czy Tajwanu, ale proces ten obserwujemy od lat. Trzęsienie ziemi wcale tego procesu w jakiś wyraźny sposób nie przyspieszyło.
Oczywiście gospodarka Japonii ucierpiała. Widać to wyraźnie po wynikach eksportu. Część przedsiębiorstw rzeczywiście zawiesiła produkcje, a zatem zmniejszyła sprzedaż. To z kolei odbiło się, co logiczne, na wynikach. Wiele koncernów nie zrealizowało planów. Spektakularnym przykładem jest rynek samochodów luksusowych w USA. Od wielu lat liderem segmentu był Lexus. Ale w 2011 roku spadł na drugie miejsce. Dilerzy nie byli w stanie sprzedawać tyle, ile by mogli, bo nie mieli samochodów. Gorsze wyniki osiągały także wielkie koncerny elektroniczne, na przykład Sony czy Panasonic. Warto jednak nadmienić, że, Sony jest tu najlepszym przykładem, nie jest to jedynie efektem kataklizmu, problemy z osiągnięciem dodatniego wyniku finansowego pojawiły się bowiem już wcześniej.
Japończycy szybko zabrali się do odbudowy kraju, w tym oczywiście także do odbudowy potencjału produkcyjnego. Środki na to mieli i mają, wystarczy wspomnieć, że większość wielkich koncernów dysponuje gigantycznymi rezerwami gotówki. Odbudowane fabryki będą jeszcze nowocześniejsze i bardziej wydajne. A zatem bardziej konkurencyjne. Sam wysiłek odbudowy kraju to impuls rozwojowy. Z pewnością pomoże on gospodarce.
Żadnego załamania gospodarczego zatem nie było i nie ma. Mało tego, japońskie koncerny dość szybko wróciły do gry. A jeśli jeszcze nie wszystkie są w pełni sił, to w przyszłości na skutek wymuszonych kataklizmem inwestycji mogą okazać się jeszcze groźniejsze. Wystarczy znowu dać przykład z branży motoryzacyjnej. Toyota chce już w tym roku wrócić na pierwsze miejsce pod względem sprzedaży na świecie, a jej luksusowa marka, czyli Lexus, znowu zawładnąć swoim segmentem w USA. O rekordowych wynikach mówi także na przykład Honda. Wydaje się zatem, że negatywny wpływ trzęsienia ziemi na gospodarkę szybko pójdzie w niepamięć. Oczywiście japońska gospodarka ma swoje strukturalne problemy, ale to już zupełnie inna kwestia.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o