Walka o pamięć

0
49

Oni sami od lat żyją w świecie jednego bóstwa, pracowicie przed nim pełzając, znosząc upokorzenia, z mózgami wypełnionymi przekazami dnia, przywykli do braku własnego zdania. Tyle tylko, że to wyłącznie ich problem. Tych łamiących prawo aparatczyków służących partii oraz własnym interesikom i pensyjkom, marnym posadkom i kredycikom; tych, którymi kiedyś, mam wielką nadzieję, zajmą się sądy i Trybunał Stanu… Obywatele w tej sytuacji mogą robić tylko jedno: walczyć o prawo i zasady wszędzie, gdzie to możliwe: w sądach, na policji i nawet w prokuraturze, upubliczniać nadużywanie władzy, protestować, wychodzić na ulice. W żadnym wypadku i pod żadnym pozorem nie siedzieć cicho.” (E. Michalik, „Siedzącym cicho krzywda się nie dzieje”, Gazeta Wyborcza, z dn. 4‒5 lutego 2017 r.).
Na naszych oczach rozgrywa się kolejny etap walki o pamięć. Tak samo jak komuniści usiłowali zniszczyć autentycznych bohaterów, tak teraz propagandyści PiS usiłują zniszczyć i wymazać z pamięci Lecha Wałęsę, a wstawić w to miejsce „męża stanu” i „największego prezydenta” Lecha Kaczyńskiego. Lech Kaczyński żadnym mężem stanu nigdy nie był, był natomiast PiS-owskim prezydentem realizującym pomysły swojego brata. Oczywiście nie był marionetką w tym sensie co dziś pp. Duda i Szydło, ale niebycie pacynką nie oznacza, że się jest mężem stanu.
Fałszowanie historii to obok nagonki z udziałem IPN na Lecha Wałęsę, także szpecenie Polski bezsensownymi pomnikami, głazami i tablicami ku czci Lecha Kaczyńskiego i niektórych innych (znacznie rzadziej) ofiar katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem. To usiłowanie wmawiania Polakom, że mamy do czynienia z wybitnym politykiem.
Gorzej, że niektórzy politycy, trafnie na ogół oceniający politykę PiS, nabierają się na tę propagandę. Nawet wyszukują wypowiedzi Lecha Kaczyńskiego, które świadczą, że dziś nie zgadzałby się z „Jarozbawem” w niektórych kwestiach, np. Trybunału Konstytucyjnego, czystek w mediach, łamania Konstytucji. Takie działanie przeciwstawiające złemu Jarosławowi i jego lizusom dobrego Lecha jest warte tyle samo, ile twierdzenie, że dyktator był w zasadzie dobry, tylko otoczenie miał fatalne. Atakowanie polityki dyktatorka z Żoliborza przy pomocy cytatów jego brata to zgoda na fałszowanie historii, gdyż Lech był posłusznym narzędziem brata. To zgoda na obecność nieprawdy w życiu publicznym.
Pewnym fenomenem politycznym jest kabaretowy program „Ucho prezesa”. Jest to wyśmiewanie się z prezesa PiS i otaczających go lizusów, ale na ich tle prezes wypada bardzo dobrze. Robert Górski odrzuca zarzuty o „ocieplanie” wizerunku i generalnie dość dobrze broni swojej niezależności. Przykro to powiedzieć, ale program ten działa na korzyść PiS. Dopóki nie odzyskamy odebranej nam wolności i nie wyrównamy rachunków krzywd wyrządzonych Polsce, PiS należy bojkotować i zwalczać, a nie traktować jak jeszcze jedną, trochę dziwaczną partię demokratycznej Polski.
Podobnie nie rozumiem zachwytu poważnych dziennikarzy nad skądinąd sympatycznym, ale politycznie szkodliwym gestem jednego z posłów, który umył pomazane drzwi biura poselskiego jednego z dygnitarzy PiS-u. Nie przypominam sobie, aby ktoś z PiS gasił płonącą tęczę na Placu Zbawiciela, czyścił tablicę na skwerze profesora Bartoszewskiego albo krytycznie reagował na morze chamstwa, agresji i wyzwisk padających z ust PiS-owskich liderów, w tym Kaczyńskiego twierdzącego, że przeciwnicy PiS to „ludzie specjalnej troski” i „gorszy sort”.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o