Ważny film

0
38
REKLAMA

Tym razem to nie jest film nawet tak dobry i trafnie przedstawiający rzeczywistość jak „Kler”, będący jednak projekcją rzeczywistości, jej scenariuszem i pewną wizją reżysera, ale dokument, w którym występują autentyczne postaci skrzywdzonych i krzywdzicieli. Film ukazujący dramat skrzywdzonych dzieci, które dziś jako dorosłe osoby nadal mają koszmarne sny i nie mogą zapomnieć, tego co się stało. Film nie jest filmem politycznym, przypisywanie autorom politycznych intencji jest albo głupotą, albo, a raczej na pewno, podłością, bo pomija to, co jest istotą filmu – bezmiar krzywdy i poniżenia ofiar. Wykorzystywanie filmu do zniszczenia Kościoła jest działaniem symetrycznym do atakowania filmu, jako podniesienia ręki na Kościół. Dobrze po raz kolejny zachował się Prymas Polak mówiąc, że on takiej ręki nie widzi, i nie zawiedli niektórzy politycy PiS-u, mówiąc o „nieprzypadkowym” momencie ukazania się filmu, „pederastii” i ataku na Kościół. Pomijam całe katalogi cymeliów obrzydliwości, podłości, nienawiści i służalstwa, które przewinęły się w dyskusji towarzyszącej filmowi.
Istotą zarzutów autorów filmu jest praktyczna (do niedawna) bezkarność pedofilów w Kościele i istnienie mechanizmów pozwalających na tę bezkarność. Polegała ona na udziale wielu biskupów w procederze przenoszenia księży podejrzewanych czy oskarżonych o pedofilię z parafii do parafii, z diecezji do innej diecezji, ukrywaniu ich, tuszowaniu spraw, przewlekaniu i generalnie daleko większej trosce o los pedofilów niż ich ofiar. Najgorszą rzeczą byłoby wykorzystywanie walki z pedofilią do niszczenia Kościoła. Są w Polsce i w innych krajach ludzie, którzy marzą o takim scenariuszu, ale równie, a być może bardziej (bo z prześladowaniami Kościół radził sobie w przeszłości) szkodliwe są wypowiedzi, że walka z pedofilią to walka z Kościołem i religią, to kontynuacja tego co kierowani nienawiścią do religii robili komuniści, naziści, anarchiści, to lekceważenie ofiar w imię najgorzej pojętej troski o Kościół, a także z powodów politycznych. Tego, co wielu trafnie niestety nazywa sojuszem tronu z ołtarzem, który bardzo często prowadził do upadku jednego i drugiego.
Popieranie przez bardzo dużą część Kościoła jednej opcji politycznej jest faktem niepodważalnym. Pod tym względem film tylko ujawnił i zaostrzył to, co istnieje od dawna i co powoduje, że walka z pedofilią w Kościele jest w wielu obszarach pozorna i nieskuteczna, a Kościół kiedyś zapłaci cenę za swoją obecną postawę. Trzeba też zawsze pamiętać o odważnych i coraz liczniejszych księżach, którzy nie boją się głosić trudnych i niewygodnych w swoim środowisku prawd oraz być autentycznymi głosicielami religii miłości bliźniego. Nie oni jednak są przedstawicielami Kościoła hierarchicznego i ich stanowisko bardzo nieśmiało i rzadko znajduje odbicie w komunikatach Episkopatu. Jeden z wybitnych duchownych, który przedstawił się jako „antyklerykał”, powiedział nawet, że walka z klerykalizmem, ujawniająca się przy okazji filmu, służy Kościołowi i największą nadzieję na reformę i oczyszczenie tej instytucji pokłada w wybitnym przedstawicielu antyklerykalizmu, jakim jest Papież Franciszek. Być może jest to jedyna droga i nadzieja na spełnienie oczekiwań znacznej części społeczeństwa. Bo, po co komukolwiek potrzebny jest Kościół osłaniający przestępców, fala laicyzacji obejmuje szkoły, lekcje religii, coraz bardziej puste są seminaria i wydaje mi się, że na głos Papieża Franciszka w sprawie polskiego Kościoła czekamy z większą nadzieją, niż na głos pp. Jędraszewskiego lub Głodzia?
Filmowi braci Sekielskich towarzyszą także zjawiska co najmniej dziwne, jak np. przeforsowanie przy okazji „walki z pedofilią” radykalnego zaostrzenia kodeksu karnego z łamaniem procedur parlamentarnych i wszystkimi negatywnymi zjawiskami pisowskiej legislacji, albo niezrozumiałe rejestrowanie przez policję publicznych pokazów i projekcji tego filmu, w czym istnieje pewne podobieństwo do obserwacji Latających Uniwersytetów w późnym PRL-u.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o