Westerplatte

1
727
REKLAMA

Stefan NiesiołowskiWesterplatte jest miejscem symbolicznym i uznawanym powszechnie za ten fragment polskiego Wybrzeża, gdzie padły pierwsze strzały II wojny światowej, chociaż jak to często jest z symbolami i uznawanymi za powszechnie znanymi faktami, w rzeczywistości pierwszymi ofiarami hitlerowskiej agresji byli mieszkańcy Wielunia. Miasta, które stało się obiektem terrorystycznego nalotu, całkowicie zresztą bezsensownego z każdego, a zwłaszcza wojskowego, punktu widzenia. Westerplatte stało się jednym z tych symboli, który wydawać się mogło, że tak jak dotychczas powinien jednoczyć Polaków wokół idei obrony ojczyzny, bohaterstwa, poświęcenia i wytrwałości w Jej służbie. To dzięki bohaterstwu obrońców polskiej placówki na Westerplatte przez 7 dni warszawskie radio podawało – Westerplatte broni się jeszcze, co bardzo irytowało Fuhrera.

Okazuje się, że dla pisowców takich symboli chyba nie ma. Pisowska polityka zarówno historyczna, jak i każda inna polega na dzieleniu na swoich i obcych, na wrogów i przyjaciół, na patriotów i zdrajców. Tak też stało się na Westerplatte. Jest dobry, patriotyczny nasz rząd i zły, służący obcym (najpewniej Niemcom) ich samorząd, i dlatego pisowski rząd przy użyciu specjalnej ustawy przejął najpierw teren Westerplatte w celu wybudowania tam narodowego, prawdziwie polskiego muzeum służącego własnej wersji historii, a także temu, aby w tym miejscu, zwłaszcza w rocznicę wybuchu wojny, przemawiali tylko swoi ludzie, a nie przemawiali niegodni. Do niegodnych należą oczywiście przeciwnicy PiS-u, a nawet nie dość żarliwi jego wyznawcy. Stosunek do pisowskiej władzy określa prawo do przemawiania, jakie to proste i oczywiste, Polska jest dla patriotów, a kto jest patriotą określa PiS. Pan Błaszczak poszedł jeszcze dalej i nie odmówił sobie wątpliwej satysfakcji krytykowania gdańskiego samorządu, w którym pisowcy nie mają większości, mówiąc: ”Spotykamy się w tym szczególnym miejscu, które przez lata było zaniedbane. Dziś przywracamy powagę temu miejscu”. Jest to zdanie – delikatnie mówiąc – niezgodne z prawdą, ani to miejsce nie było zaniedbane, ani odbywające się tam co roku uroczystości w niczym nie uwłaczały powadze tego miejsca, ani bohaterstwu jego obrońców. Stanowisko p. Błaszczaka w pełni poparł p. Duda, dodając od siebie, że to miejsce „było zaśmiecone”.

REKLAMA

Oczywiście zaśmiecił je, a w każdym razie nie zadbał niemiły władzy samorząd. Dopiero dobra zmiana przywróciła należny wygląd i godność. Tylko pogratulować. Chodzi o kolejną próbę podporządkowania sobie historycznego miejsca, wykorzystywanie rocznicy historycznej do bieżącej walki politycznej. Co jest lekceważeniem pamięci ludzi, którzy tam walczyli i polegli oraz ich bohaterstwa zasługującego na powszechny szacunek i uznanie, a nie jako środek do atakowania faktycznych lub wymyślonych przeciwników.

Chociaż dobra zmiana w osobie p. Błaszczaka nie zezwoliła pani Prezydent Gdańska na wystąpienie, to Aleksandra Dulkiewicz zabrała głos w innym miejscu i powiedziała: „Każda wojna jest złą i przynosi zniszczenie. Niezależnie, czy mamy do czynienia z konfliktem państw, wojną domową czy starciem światopoglądowym… Bohaterom i bohaterkom II wojny winni jesteśmy dozgonną pamięć, wielki szacunek, pielęgnowanie spuścizny, jaką po sobie zostawili oraz przekazanie jej kolejnym pokoleniom… Wiedziałam, że moje miejsce o 4.45 jest pod pomnikiem Obrońców Wybrzeża na Westerplatte, niezależnie od tego, czy będę przemawiać, czy nie, bo nie to jest istotą pamięci. Czy można odebrać Gdańskowi Westerplatte? Nie można.” I można tylko wyrazić satysfakcję i radość, że Pani Prezydent Dulkiewicz, osoba tej klasy, kultury osobistej i politycznej delikatności, którą okoliczności zmusiły do obrony wolności, reprezentuje obóz polskiej demokracji, samorząd Gdańska i generalnie istotną część polskich samorządów, zwłaszcza w dużych miastach, które obroniły się przed dobrą zmianą. Nikt nie zawłaszczy dla własnych politycznych celów ani Westerplatte, ani żadnego innego tego rodzaju miejsca-symbolu.

I dlatego nie warto zabiegać o uczestnictwo w obchodach uroczystości w całym majestacie policyjnego państwa i jego dygnitarzy. Oni przeminą tak jak właśnie przemija (chociaż, jak niestety widać, z ciężkimi oporami i trudnościami) ostatni dyktator Europy Łukaszenka i przeminą kandydaci na kolejnych nieusuwalnych władców i uszczęśliwiaczy swoich narodów. Właściwie każdy dzień przynosi podobne wiadomości świadczące o jakimś niepojętym rwactwie pisowców. Media, głównie internetowe, bo inne nie mają miejsca ani czasu, podają o kolejnych szwagrach, braciach, stryjach, zięciach, pociotkach, żonach, przyjaciołach rodzin i niezliczonych kuzynach, krewnych itp., zajmujących różnej rangi, ale zawsze dobrze płatne stanowiska w instytucjach podległych rządowi. Ostatnio pod wpływem krytyki z jednego z takich stanowisk zrezygnowała żona wybitnego, obdarzonego osobistą charyzmą, wdziękiem i darem wymowy (Demostenes to przy nim sepleniący ciemniak i nieuk) polityka i parlamentarzysty młodego pokolenia. Złośliwi twierdzą, że teraz czeka ją wysoka odprawa. Jeśli tak by się stało, byłaby to znakomita metoda na obdzielanie tym samym stanowiskiem wiele osób. W końcu liczba chętnych zawsze będzie większa niż liczba stanowisk, zwłaszcza, że idą ciężkie czasy. Podobne doniosłe wydarzenie, jakim ma być zastąpienie jednych dygnitarzy innymi, co się nazywa rekonstrukcją rządu, a kiedyś nazywało zmianami w biurze politycznym, łączy się z wynagrodzeniem „pokrzywdzonych” dobrze płatnymi stanowiskami w spółkach skarbu państwa. Na tym przecież polegają i do tego się sprowadzają rządy patriotów i prawdziwych Polaków. Jak w znanej pieśni bojowej – niechaj Polska zna, jakich synów ma.

REKLAMA

1
Dodaj komentarz

1 Liczba komentarzy
0 Odpowiedzi
0 Obserwują
 
Komentarze z największą ilością reakcji
Najbardziej negatywny komentarz
1 Autorzy komentarzy
  Ustaw powiadomienia  
NAJNOWSZE NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Powiadom o
bogi

“Domestos” polskiego oratorstwa. Myślę że piękne określenie dla polityka tego formatu. Demostenes dla wielu kolegów ze środowiska pana wiceministra może być pojęciem za trudnym.