Wieczne teraz

0
101
REKLAMA

Przypomnę: obiecywał nam wtedy Donald Tusk, że obniży do wspomnianych 15 procent podatki dochodowy, VAT i CIT. O tym, jak szydził ze stawiania fotoradarów, jeszcze niektórzy pamiętają, ale o obniżeniu podatków nikt się od dawna nawet nie zająknie. Jeszcze trochę wrzutek i innych starań rządowego aparatu propagandowego, a wszystkim zacznie się wydawać, że PO od zawsze było za surowym kontrolowaniem prędkości na drogach i zwalczaniem drogowego piractwa.
Badacze ludów prymitywnych nazwali taki stan świadomości „wiecznym teraz”. Lud prymitywny, wedle opisu klasyków etnologii, tym się różni od mieszkańców krajów cywilizowanych i dlatego jest właśnie prymitywny, że nie ma pamięta swojej przeszłości ani nie o swej przyszłości. Pada deszcz – chowamy się. Nie pada − nie robimy nic. Wyrosły banany – jemy. Zabrakło bananów − jemy, co jest. Nie ma nic? Kitujemy.
Staram się nie popadać w zrzędzenie, ale trudno doprawy nie zauważyć, że swym zachowaniem większość współczesnych Polaków bardziej przypomina opisywanych przez Malinowskiego Papuasów czy Aborygenów niż, dajmy na to, twórców dzisiejszej potęgi USA, o których sławny francuski pisarz notował, że „gdzie się znajdzie trzech Amerykanów, zaraz wybierają spomiędzy siebie prezesa, sekretarza oraz skarbnika i zakładają jakiś komitet albo ligę”. Co nam obiecywała władza wczoraj, co wczoraj robiła i mówiła, jak się to ma do tego, co robi i mówi dziś? Jakie muszą być skutki prowadzonej dziś polityki? A kogóż to obchodzi. Jest co wypić i czym zakąsić, fajnie, a jak zaczyna brakować, też fajnie, bo przecież mogło być gorzej.
Poza tym, że piszę, dużo jeżdżę po Polsce, i to już od dawna. Mam z tego powodu dwie wiadomości. Zła jest taka, że Polacy chorzy na „mamtowdupizm” wciąż dominują, że zmusić ich, by ruszyli się choćby nawet w sprawie najbardziej bezpośrednio ich dotyczącej, wciąż jest ekstremalnie trudno. Dobra − że tych, którzy się ze stanu pańszczyźnianej bierności wyrywają, którzy chcą coś robić, jest jednak z roku na rok coraz więcej. Orka na ugorze ma sens.
W tej orce szczególnie zasłużone są media lokalne, wyrywające nas ze stanu peerelowskiego zepchnięcia każdy do swojej chałupy, budujące wspólnotę. Cieszę się, że mogłem w tej robocie wspierać państwa tygodnik. Wszystko, co dobre, ma jednak swój koniec. Uważni czytelnicy wiedzą zapewne, że od początku lutego tego roku uczestniczę w rozkręcaniu dwóch nowych projektów medialnych, które mają wyrywać Polskę z „wiecznego teraz”. Wierze, że z czasem dotrą one do państwa, i że Państwo ze swymi galicyjskimi sprawami dotrą do nich. Nie żegnam się więc, a tylko mówię: do widzenia. A przede wszystkim: bardzo dziękuję.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o