Większy deficyt budżetowy?

0
73
REKLAMA

Z punktu widzenia ministra finansów, zbudowanie budżetu na kolejny rok nie jest proste. Jest on zazwyczaj jedynym członkiem rządu, który hamuje pomysły na wydawanie pieniędzy, zgłaszane przez poszczególnych ministrów. Wiadomo, każdy chce dostać jak najwięcej. A jeśli mamy do czynienia z takim krajem jak Polska, walczącym z dziurą w budżecie, w dodatku jeszcze niestety nie bardzo bogatym, to wiadomo, że zawsze będzie na coś brakować. Negocjacje w sprawie budżetu przypominają zatem zabawę w stylu „wszyscy na jednego”, czyli na szefa resortu finansów. Z tym że zabawą niestety nie są. Za decyzjami rządu idą bowiem pieniądze na konkretne, często bardzo ważne cele, jak choćby szkolnictwo czy wsparcie ochrony zdrowia.
Ale w pracach nad budżetem jest wiele innych poważnych problemów. A jednym z najważniejszych są założenia makroekonomiczne. Trzeba przede wszystkim określić, ile będzie wynosić wzrost gospodarczy, czyli wzrost PKB oraz inflacja. Szczególnie ten pierwszy wskaźnik jest istotny.
Wzrost gospodarczy pokazuje aktywność w gospodarce. Ta aktywność to na przykład konsumpcja obywateli czy inwestycje przedsiębiorstw i podatki, które z owej aktywności wynikają. Im szybszy rozwój gospodarczy, tym większe wpływy z podatku VAT, najważniejszego źródła dochodów budżetowych z akcyzy, czy też z podatków PIT i CIT. Innymi słowy: im lepiej w gospodarce, tym lepiej w budżecie. Nie mówiąc już o takich pośrednich relacjach jak w kwestii bezrobocia. Wzrost gospodarczy ma na niego wpływ. Czyli ma wpływ na to, ile ludzi pracuje, czy płacą podatki lub czy trzeba wypłacać im zasiłek dla bezrobotnych.
Ale gdzie jest problem, o którym przed chwilą wspomniałem? Oczywiście w tym, że założeń dotyczących między innymi wzrostu PKB trzeba dokonać na długo przed rozpoczęciem roku, którego te założenia mają dotyczyć. Czyli trzeba przewidywać przyszłość, co szczególnie w dzisiejszych czasach, pełnych niespodziewanych wydarzeń, nie jest proste. Błąd oznacza zmiany realiów budżetowych. Jeśli pomyliliśmy się na minus, czyli w rzeczywistości było lepiej, to nie ma problemu, mamy więcej pieniędzy, niż zakładaliśmy. Choć też nie jest to idealna sytuacja, bo zawsze lepiej jest, jak wszystko jest zaplanowane. Wcześniej można określić, co z dostępnymi środkami zrobić. Tym bardziej że, jak już napisałem, w Polsce na wiele rzeczy brakuje. Ale zdecydowanie gorzej jest wtedy, kiedy wzrost realny jest niższy od zakładanego. Wtedy pieniędzy może nie starczyć nawet na to, co naprawdę ważne.
Pierwsze miesiące 2013 roku są gorsze, niż zakładano. Nie ma dramatu, załamania, czarnej dziury. Nie ma recesji, czyli zwijania się gospodarki. Ale jest gorzej. W budżecie na 2013 rok zakładano wzrost gospodarczy na poziomie 2,2%. Na bazie danych dotyczących początku roku można już powiedzieć, że jest to wynik bardzo optymistyczny. Co w sytuacji, kiedy nie osiągniemy spodziewanej dynamiki?
Jest kilka możliwości. Można próbować ograniczać wydatki lub intensyfikować dochody przez jakieś zmiany podatków lub para podatków albo robić i jedno, i drugie. Można też nie dokonywać takich ruchów, a zdecydować się na powiększenie dziury w budżecie. Jednak nie da się tego zrobić bez tzw. nowelizacji budżetu. Rząd tworzy nową wersję ustawy i przedkłada ją parlamentowi. Czy taki scenariusz grozi nam w tym roku? Na razie nie wiemy, choć jest to możliwe. Sądzę, że wszystko wyjaśni się w ciągu dwóch najbliższych miesięcy. Wtedy będziemy wiedzieli dużo lepiej, jak wygląda sytuacja w gospodarce.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o