Wielki Brat patrzy, analizuje i…

0
33
REKLAMA

Zdarzyło się Państwu, że po wejściu do centrum handlowego wasz smartfon informował was o tym, że w danym sklepie jest promocja, a w restauracji można zjeść „zestaw lunchowy”? Mnie wielokrotnie. A wszystko dlatego, że smartfon podaje waszą pozycję. W domyśle, skoro wasz smartfon wchodzi do centrum handlowego to znaczy, że prawdopodobnie wy jesteście z nim. Bo jest Wasz. Cieszymy się korzystając z map dostępnych w sieci, dzięki którym możemy dojechać w nieznane miejsca, albo omijać korki. Ale konsekwencją używania takich map jest zgoda na podanie lokalizacji naszego smartfona. Czyli de facto nas. Cała nasza trasa się zatem zapisuje. Jeśli nie wyłączymy lokalizacji to wciąż jesteśmy widoczni. Zresztą nawet wyłączenie lokalizacji nie musi oznaczać, że nie można określić, gdzie znajduje się nasz smartfon. Czyli w domyśle my. Na bazie naszej historii przemieszczania się można wyciągać różne wnioski. A potem na przykład przed najczęściej spotykaną godziną naszego wyjścia z pracy informować, że właśnie jest korek i dzisiaj w domu będziemy później. I setki innych rzeczy.
A to dopiero wierzchołek góry lodowej. Aktywność w sieci oznacza bowiem mnóstwo informacji o nas. Jakie strony internetowe przeglądamy, co nas interesuje, w jakiej kolejności to robimy itd., itp. Nie mówiąc już o Facebooku, na którym spora część z nas obnaża się dokumentnie. I nie chodzi mi tu o obnażanie sensu stricte, choć i to ma miejsce, ale o podawanie nawet najbardziej szczegółowych informacji o naszym życiu, zainteresowaniach itd., itp. Odpowiedni program do obróbki danych pozwala zbudować nasz profil, a to stanowi podstawę do np. skierowania do nas najbardziej efektywnej reklamy, albo wygenerowania takich treści, które będą wpływały na nasze decyzje. Odpowiednie niby spoty, zgłaszające się wszem i wobec na stronie w komputerze lub smartfonie ciekawe artykuły do przeczytania albo jeszcze inne narzędzia ingerencji w nasze decyzje. Pół biedy, jeśli dotyczy to tylko zachęcania, czy nakłaniania nas do zakupu butów, albo telewizora…
Ale sprawa jest, niestety, o wiele bardziej poważna. Dzisiaj wiemy już na pewno, że na wynik głosowania dotyczącego Brexitu, ostatnich wyborów parlamentarnych w Wielkiej Brytanii i przede wszystkim prezydenckich w USA próbowano wpływać. Możemy dywagować, czy skutecznie, czy nie, ale że działania były podejmowane, to wiemy ze stuprocentową pewnością. Oczywiście kwestią do dyskusji jest to, kto za tym stał. Służby w USA i przede wszystkim w Wielkiej Brytanii dość jednoznacznie wskazują na Rosję. Bez względu jednak na to, kto pociągał za sznurki, szokiem dla wielu jest sam fakt podejmowania takich działań.
Co dokładnie robiono? Przede wszystkim podawano nieprawdziwe informacje. Brytyjczycy mogli przeczytać na swoich kontach, albo na różnych forach o miliardach funtów, które zyskają na przykład z powodu ograniczenia wydatków na służbę zdrowia emigrantów, albo z tytułu jakichś rozliczeń z Unią Europejską. Po referendum nawet zwolennicy Brexitu przyznawali, że to liczby wyciągnięte z kapelusza, ale klamka zapadła.
Czarny PR to jednak tylko początek. Właśnie przez media społecznościowe, na przykład, można niejako podprogowo, delikatnie, subtelnie, znając profil danej osoby ukierunkowywać jej wybór. To najbardziej wyrafinowany i niebezpieczny sposób oddziaływania, który jest już faktem.
Co w związku z tym wszystkim? No właśnie, oto pytanie otwarte. Ostatnie wydarzenia związane z Facebookiem pokazują skalę problemu, ale także tak naprawdę brak jednoznacznych koncepcji jego rozwiązania. Facebook to prawie monopol, zawsze można go podzielić. W USA wielokrotnie decydowano się na takie kroki w przypadku zbyt dużych, jeśli chodzi o oddziaływanie na rynek, spółek. Tyle tylko, ze Facebook jest doskonale globalny. Czy decyzje rządu USA będą oznaczały podobne w innych krajach? Poza tym dane pozostaną. Jak ograniczyć dostęp do nich, albo kontrolować ich wykorzystanie? Jak to zrobić w taki sposób, żeby utrzymać to, co w internecie i mediach społecznościowych najważniejsze, czyli poczucie wolności? Jakby na to nie patrzeć jest to wyzwanie dla świata. Jeśli tego nie zrobimy to koncepcja Wielkiego Brata, który obserwuje nasze poczynania i wpływa realnie na nasze życie będzie bliska urzeczywistnienia.

REKLAMA
REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments