Wielki odlot

0
114
REKLAMA

Wręcz przeciwnie – podróż do Brukseli w końcu lutego była kolejnym nieszczęściem posła. Gdyby nie podróżował, to raczej by nie usłyszał zwrotu „raus”, który to zwrot poseł zapamiętał z serialu o czterech pancernych (i psie). A niestety zapamiętał, że nie jest to zwrot pełen życzliwości. Nieszczęściem było też to, że brukowiec „Bild” ma najwyraźniej wtyczkę w policji we Frankfurcie nad Menem, i opisał przypadek posła.
Kolejnym nieszczęściem posła było to, że dwa dni później posła opuścił rozum. W stanie bezrozumnym poseł postanowił zrobić konferencję prasową, podczas której drobiazgowo zaczął analizować swoje przygody na frankfurckim lotnisku. To właśnie po tym brawurowym występie, na nieszczęście Jacka Protasiewicza transmitowanym przez telewizje, premier pobladł, a zapytany o to, kiedy zamierza porozmawiać z posłem, odparł, że wtedy, gdy poseł ochłonie. Poseł ochłonął kilka dni później i przestał być szefem kampanii wyborczej PO. Ponownie ochłonął po kolejnych kilku dniach gdy zrezygnował (a może z niego zrezygnowano?) ze startowania w majowych wyborach europejskich, a jako jedynka we Wrocławiu miał prawie pewne miejsce w Parlamencie Europejskim na kolejną kadencję.
Przyznają państwo, że sporo było tych nieszczęść, które spadły na Jacka Protasiewicza w ciągu kilku zaledwie dni? I nawet jeżeli jakiś złośliwiec powie, że niektórym nieszczęściom patronował sam Protasiewicz, to i tak ich nagromadzenie musi budzić zdumienie.
Czujny czytelnik, a może czytelniczka może zapytać w tym momencie gdzie jest to szczęście posła Protasiewicza, skoro nieszczęścia przeplatają się ze szczęściami. Ano tym szczęściem było to, co dla milionów Ukraińców było nieszczęściem, czyli fakt, że zanim casus Protasiewicza zdążył się mocno usadowić w mediach, to Władimir Putin zdecydował się najechać na ukraiński Krym. W sposób oczywisty zdjęcia panów w mundurach, które – jak uważa prezydent Putin, zresztą bez mrugnięcia powieką, obywatele Krymu kupili sobie w sklepach z militariami – wyparły z pierwszych stron gazet wszystkie inne zdjęcia, w tym także portrety Jacka Protasiewicza.
Przypadek dramatu posła Protasiewicza nie jest odosobniony. Dlaczego piszę o dramacie? Ano dlatego, że polityk, który jest w kwiecie wieku (47 lat), a w kilkanaście minut zwija swoją karierę i polityczną i, co nie jest bez znaczenia, także finansową, musi budzić zainteresowanie. A dlaczego uważam, że sprawa Protasiewicza jest częścią większej całości? Ano dlatego, że od lat obserwuję wielkie odloty osób, które nagle znajdują się na szczycie. Dla człowieka, który przez lata pracował w szkole podstawowej, albo dla kobiety, która była księgową, znalezienie się w sytuacji, gdy nagle wszystko ma się pod ręką, i gdy po wykręceniu jednego numeru telefonu w ciągu pięciu minut podjeżdża samochód, który zawozi byłą księgową tam, gdzie ona chce, jest demoralizujące. Zwłaszcza wtedy, gdy adres docelowy, to jakaś stacja telewizyjna. Apogeum takich demoralizacji było w czasie, gdy do Sejmu wchodziła Samoobrona, ale nie łudźmy się, to się dzieje i dzisiaj. Jacek Protasiewicz jest w pewnym sensie ofiarą wielkiego odlotu, oderwania się od rzeczywistości.
Każdego roku do Sejmu wpływa kilkaset próśb o wsparcie od byłych parlamentarzystów, którzy po demoralizującej kadencji nie potrafili wrócić do rzeczywistości. Współczuję…

REKLAMA
REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments