Wieloletni plan finansowy rządu

0
71
REKLAMA

Kiedy rząd przygotowuje jakiś dokument, to najczęściej wiąże się to z jakimiś zamierzeniami. Reformy, zmiana kierunków wydawania pieniędzy, efektywniejsze ich przeznaczenie, ograniczenie przywilejów albo ich zwiększenie, realizowanie haseł wyborczych itd. itp. Jednak nie zawsze tak się dzieje. Czasem powstaje dokument, który po prostu jest prognozą. Nie zakłada jakichś przełomowych zamierzeń, nie bierze pod uwagę wielkich wyzwań. Po prostu na bazie oczekiwań, analiz, najbardziej prawdopodobnych wariantów rozwoju sytuacji próbuje się przewidzieć rozwój wypadków i jakoś się do niego dostosować. Dokładnie tak jest z przygotowanym i przyjętym przez rząd wieloletnim planem finansowym na lata 2014 ‑2017.
Właściwe powinno się go nazywać wieloletnią prognozą finansową, a nie wieloletnim planem. Choć „plan” jest o tyle lepszy, że zakłada realizację nawet wtedy, gdy jakieś elementy rzeczywistości się nie potwierdzą. Ostatnie lata pokazują jednak wyraźnie, że jeśli rzeczywistość odbiega od prognoz, to się po prostu plan zmienia. Także w polskiej sytuacji obserwowaliśmy takie działania. Najlepszym przykładem było tutaj zwiększenie deficytu budżetowego w 2009 roku. Oczywiście zgadzam się, że było to konieczne, w końcu świat zapadł się w kryzys niewidziany od osiemdziesięciu lat, ale fakt pozostaje faktem. Innymi słowy: za bardzo bym się tym planem nie przejmował. Lata 2011 – 2014 przyniosły co prawda w wielu krajach zmianę podejścia do finansów publicznych, wyraźnie wzrosła odpowiedzialność za publiczny grosz na kanwie dramatów, które spotkały choćby Grecję czy Hiszpanię, ale nie zmieni to faktu, że zmiany zawsze są możliwe. A w polskiej sytuacji także dlatego, że plan dotyczy głównie okresu po przyszłorocznych wyborach, a nie wiemy przecież, kto będzie po nich rządził. Dość kuriozalnie wygląda w związku tym zapowiedź powrotu do podstawowych stawek VAT, obecnie mamy podwyższone, w roku 2017, czyli po wyborach właśnie.
Wróćmy jednak do samego planu. W skrócie: ma być lepiej. PKB ma rosnąc dość wyraźnie, czyli osiągnąć poziom powyżej 4%. Bezrobocie ma z kolei spadać, w 2017 roku do poziomu poniżej 8%, tym samym rosnąć ma także realne wynagrodzenie. A dzięki czemu to wszystko? No z pewnością nie dzięki aktywności rządu. Głównie, tak na prawdę, ma to się dziać dzięki poprawie koniunktury w Europie i na świecie. Ważnym czynnikiem mają być także środki unijne, no tu jest jakieś działanie rządu, bo ktoś w końcu te środki negocjował. I, to obserwujemy od lat, dzięki aktywności przedsiębiorców. Wyniki eksportu wyraźnie to udowadniają.
A co w takim razie ma zamiar zrobić rząd? Tak konkretnie? Zamrozić progi podatkowe i utrzymać podwyższone stawki VAT. A zatem ogólnie podnieś podatki. No i, to słyszymy na okrągło, zintensyfikować dochody podatkowe przez ograniczenie przestępstw, które prowadzą do niepłacenia podatków.
A zatem będzie lepiej? Moim zdaniem tak, moja prognoza, o czym czytelnicy tej rubryki wiedzą, jest podobna do rządowej. Czeka nas kilka, może nawet powyżej pięciu niezłych lat. Bez boomu gospodarczego, ale z solidnym wzrostem. Nie będzie to jednak efektem jakichś odważnych czy poważnych decyzji polityków. Na odważną reformę nie ma szans, zbliżają się przecież wybory. Na istotne zmiany prawne się nie zanosi, biorąc pod uwagę, co zaszło w tym względzie w ostatnich latach. A przecież siła sprawcza ministra Rostowskiego, także ze względów politycznych, była z pewnością większa niż dzisiaj ministra Szczurka. Jeśli nie zrobił tego Rostowski, tym bardziej nie zrobi tego Szczurek.

REKLAMA
REKLAMA

Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments