WIG 30

0
116
REKLAMA

Działalnie giełdy jest tak na prawdę dość proste. Giełda to po prostu pośrednik. To miejsce, gdzie spotykają się ci, którzy chcą sprzedać jakieś akcje z tymi, którzy chcą je kupić. Za pośrednictwem biura maklerskiego składamy odpowiednie zlecenia zakupu lub sprzedaży. Fizycznie możemy tego dokonać przez telefon, Internet, czy osobiście stawiając się w oddziale biura. Nasze zlecenia trafiają do centralnego komputera giełdy i tam są one kojarzone. Jeśli cena zakupu i cena sprzedaży się zgodzi, dochodzi do transakcji. A cena tej transakcji jest jednocześnie aktualną ceną danej akcji.
Jeśli więcej osób kupuje, to oznacza, że optymizm co do przyszłej sytuacji spółek rośnie. Bo przecież nie kupujemy akcji, jeśli nie wierzymy, że będą one droższe. A wzrost wartości spółek może się brać oczywiście z oczekiwania co do tego, że poprawi się ich sytuacja, czyli zwiększą one obroty, zyski itd. Ponieważ spółki giełdowe są wycinkiem całej gospodarki, stąd poprawa optymizmu na giełdzie wskazuje na to, że oczekuje się pozytywnych zmian w całej gospodarce. Oczywiście podobne rozumowanie możemy przeprowadzić w sytuacji, gdy oczekujemy pogorszenia aktywności gospodarczej. Wtedy spółki będą tanieć. No dobrze, ale jeśli na giełdzie są setki czy nawet tysiące spółek, część z nich drożeje, część tanieje, to jak się w tym wszystkim połapać? Jak ocenić klimat giełdowy? Tym bardziej że drożeć może na przykład dużo małych spółek, a tanieć kilka dużych, ale o wartości większej niż suma tych małych. Jak na tej podstawie wyciągać wnioski?
Właśnie dlatego buduje się indeksy giełdowe. Mają one pomóc ocenić to, co się na giełdzie dzieje. Dzięki nim dowiadujemy się, choć oczywiście w pewien przybliżony sposób, czy więcej jest optymizmu, czy pesymizmu. Uwzględniają one bowiem zmiany cen spółek notowanych na giełdzie.
Podstawowym indeksem warszawskiej giełdy jest WIG, czyli po prostu Warszawski Indeks Giełdowy. Przy jego budowie uwzględnia się to, co dzieje się z każdą spółką notowaną w Warszawie. Problem w tym, że w WIG są także spółki niewielkie, które często podlegają dużej przypadkowości. Mają niską płynność, czyli niewielkie zlecenia są w stanie doprowadzić do dużych zmian ich wartości. Czy zatem nie byłoby dobrze brać pod uwagę jedynie tych największych? I tak właśnie powstał WIG 20. Jest to wskaźnik, przy którego liczeniu bierze się pod uwagę jedynie 20 największych spółek. Mają one największą płynność, czyli najłatwiej je sprzedać i kupić, są najbardziej popularne wśród największych graczy. I właśnie WIG20 był tym wskaźnikiem, na który najczęściej patrzono, oceniając sytuację giełdy. Oczywiście wartość spółek się zmienia, więc co pewien czas dokonywano zmian spółek w indeksie.
Problem w tym, że giełda się rozwija. WIG20 powstał w roku 1994, dzisiaj liczba spółek na warszawskim parkiecie wzrosła dziesięć razy. Jest ich prawie 443 w porównaniu z 44 dziewiętnaście lat temu. Czy zatem analizowanie zmian cen jedynie dwudziestu z nich ma jeszcze sens? Czy nie lepiej powiększyć indeks? I tak się właśnie dzieje. WIG20 zostaje zastąpiony wskaźnikiem, który będzie brał pod uwagę zmiany cen trzydziestu największych firm. To lepiej odda sytuację, tym bardziej że daje to na przykład szanse na wejście do głównego indeksu spółkom z większej liczby branż.
WIG30 wystartował 23 września, stary indeks, czyli WIG20, będzie jednak jeszcze publikowany do końca 2015 roku. Wszystko po to, żebyśmy mieli możliwość łagodnego przejścia do nowej wielkości przy analizowaniu sytuacji na parkiecie.

REKLAMA
REKLAMA

Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments