Wizyta Trumpa, czyli sprzedać Polsce broń

0
80
REKLAMA

USA są potężnym producentem wszystkiego, co z obronnością związane. Superlotniskowce, trudno wykrywalne myśliwce piątej generacji, broń elektromagnetyczna, laserowa – wszystko to robi wrażenie. Pionierskie technologie i rozmach inwestycyjny są w znacznej mierze bezpośrednią pochodną środków, jakie USA przeznaczają na obronność. W zeszłym roku poszło na ten cel 611 mld USD. To 36% wszystkich wydatków dokonywanych na świecie. To więcej, niż wydaje kolejne pod względem wielkości wydatków osiem państw. Dość powiedzieć, że aspirujące do roli drugiego supermocarstwa Chiny wydały nieco ponad 200 mld USD, a trzecia Rosja niecałe 70 mld USD. My, czyli Polska, wydaliśmy w zeszłym roku na obronność 9,3 mld USD.
Ale Stany Zjednoczone są nie tylko największym producentem i największym odbiorcą uzbrojenia. Są także największym eksporterem broni. Mają mniej więcej jedną trzecią światowego rynku. Po części wynika to z potencjału amerykańskiego przemysłu obronnego, po części z jego nowoczesności, po części zaś po prostu z polityki. Potężny kontrakt zbrojeniowy podpisany z amerykańską firmą to szansa na zacieśnienie więzi z najpotężniejszym państwem na świecie.
Nasze plany zbrojeniowe są znane. To znaczy znane jest to, że chcemy wydać pieniądze. I to pieniądze, które dla nikogo nie są do pominięcia. Poprzedni rząd mówił o kwocie 120 – 130 mld zł w ciągu kolejnych kilku lat. Obecny rząd dość mocno zmienił, przynajmniej teoretycznie, sam dokument dotyczący inwestycji, ale co do kierunku, czyli poważnych wydatków, nie zmieniło się wiele. No, być może poza tym, że pieniędzy ma być jeszcze więcej.
Cały problem polega teraz na tym, żeby doprecyzować nasze zapotrzebowanie. Czyli mówiąc wprost, doprecyzować kwestie tego, co chcemy kupić. I właśnie w takim momencie do Polski przyjechał Donald Trump.
Amerykanie mogą nam dostarczyć właściwie wszystko, czego potrzebujemy. No może z wyjątkiem okrętów podwodnych, bo takich małych jednostek, jakie chcemy kupić, nie produkują. Z naszego punktu widzenia z pewnością istotne są trzy kwestie. Pierwsza to oczywiście efektywność nowego uzbrojenia, ale ponieważ nie jestem specjalistą od uzbrojenia, więc tym zajmować się nie będę. Znacznie bliższy jest mi za to drugi problem, czyli co z tego będzie miała polska gospodarka. I jest to problem szalenie istotny.
Gdy popatrzymy na świat ostatnich kilkudziesięciu lat, to z pewnością z punktu widzenia potencjału przemysłu obronnego można wskazać dwa kraje, które odniosły spektakularny sukces. To Korea Południowa i znacznie nam bliższa geograficznie Turcja. Z jednym i z drugim mamy zresztą kontakt w tym zakresie. Od Koreańczyków kupujemy na przykład podwozia do armato-haubicy Krab, a Turcy chcą nam sprzedać śmigłowce szturmowe. Potęga przemysłu obronnego w obu państwach została zbudowana w dużej mierze na offsecie, czyli na współpracy z partnerami, od których oba kraje kupowały broń. W Polsce także mieliśmy iść tą drogą, choćby przy kontrakcie związanym z zakupem myśliwców F 16. Niestety trudno mówić o pełnym sukcesie w tej kwestii. A właśnie współpraca, także z wiązana z transferem technologii, może być kluczowa dla rozwoju naszego przemysłu obronnego. I nie tylko obronnego. Z pewnością ten czynnik także trzeba brać pod uwagę, wydając pieniądze.
Jest jeszcze trzecia kwestia, czyli zacieśnienie relacji – nie tylko gospodarczych, ale i politycznych. Wybór USA jako dostawcy uzbrojenia z pewnością w tym względzie pomoże. Z drugiej jednak strony osłabi tego typu więzi z Europą Zachodnią. Przykład Caracali jest tu aż nadto jednoznaczny. Choć oczywiście nie wiemy, czy w tym kontrakcie nie było drugiego dna. Tak czy inaczej, decyzje rządu będą miały olbrzymie znaczenie nie tylko w kontekście efektywności samego zakupionego uzbrojenia.

REKLAMA
REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments