Wolniej, ale wciąż szybko

0
88
REKLAMA

Wzrost gospodarczy w drugim kwartale 2019 roku wyniósł 4,4% w ujęciu rocznym. To nieco poniżej prognoz. Jednak umówmy się: jedna dziesiąta punktu procentowego w jedną czy w drugą stronę nie ma wielkiego znaczenia. Istotne jest to, że hamujemy. No i jaka jest struktura obecnego wzrostu. W pierwszej kwestii spadek tempa wzrostu wynosi już ponad punkt procentowy, jeśli porównamy się ze szczytem obecnej fazy wzrostu, czyli z trzecim kwartałem 2017 roku. Wtedy PKB urosło o 5,5%. Jesteśmy także prawie punkt procentowy poniżej poziomu z drugiego kwartału zeszłego roku, kiedy PKB rosło jeszcze o 5,3%. Potem było już tylko gorzej.
Nie zmienia to jednak faktu, że 4,4% to wciąż bardzo dobry wynik. Chodzi mi tu i o samą wartość, i o porównanie z innymi podobnymi do nas gospodarkami. Nie jesteśmy liderami w regionie, szybciej od nas rozwijały się choćby Węgry i Rumunia. Ale tak czy inaczej, jest nieźle.
Nie wiemy na razie, jakie są poszczególne składowe PKB. A to jest pytanie kluczowe. Głównie chodzi mi o poziom inwestycji. Czy rzeczywiście mamy kontynuację wzrostu z pierwszego kwartału? Szczególnie, jeśli chodzi o inwestycje dokonywane przez sektor prywatny. To jest tak naprawdę kluczem do utrzymania wzrostu w średnim i długim okresie.
Drugie półrocze – moim zdaniem – będzie gorsze. Po pierwsze sądzę, że świat będzie coraz mocniej wpływał negatywnie na naszą sytuację. Pisałem o tym choćby tydzień temu w kontekście wojen handlowych. Niemcy są w coraz gorszym położeniu. Ich gospodarka znowu zwolniła w ujęciu rocznym, w drugim kwartale osiągnęła bowiem tylko 0,4% wzrostu. Tak źle nie było od 2013 roku. Mało tego: w ujęciu kwartalnym odnotowano nawet spadek PKB. W dużej mierze wynika on ze słabych danych dotyczących sprzedaży zagranicznej. A te z kolei są konsekwencją między innymi wojen handlowych.
Tak na marginesie: naprawdę nie ma sensu bezpośrednie porównywanie wzrostu gospodarczego w Polsce i na przykład w strefie euro. A część polityków ma takie tendencje. Musimy pamiętać o różnicy w zamożności między nami. Bogatym trudniej jest się szybko rozwijać, niż tym, którzy są „na dorobku”.
W następnych kwartałach będą nas wspomagać wydatki publiczne, wsparte przez środki unijne oraz kolejne transfery do społeczeństwa. Mam tu na myśli przede wszystkim program 500+ na pierwsze dziecko. Moim zdaniem może to być jednak za mało, żeby utrzymać dynamikę obecną PKB. Są tu zresztą znaki zapytania. W kwestii wydatków publicznych, głównie infrastrukturalnych, widzimy ograniczenia w dostępności środków z budżetu. Poza tym mamy także problemy „techniczne” wynikające choćby z rezygnacji wykonawców z podjętych wcześniej projektów. W dużej mierze to efekt rosnących kosztów inwestycji.
Z kolei, jeśli chodzi o transfery do społeczeństwa, nie nazywam ich socjalnymi, bo sensu stricte takie nie są, jak choćby program 500+, to nie wiemy tak naprawdę, ile z tych środków zostanie wydanych. Zakładamy, że dużo, ale przecież wcale tak nie musi być. Tym bardziej, że jeśli atmosfera strachu przed kryzysem stanie się dominująca, to z pewnością będzie hamowała konsumpcję. A zatem efekt wsparcia gospodarki wystąpi, ale czy będzie silny, trudno powiedzieć.
Do tego wszystkiego, paradoksalnie, akurat teraz rośnie nam inflacja. 2,9% rok/rok to nie jest oczywiście katastrofa, ale jednak więcej niż przez ostatnie lata. Cieszyliśmy się, że nasz szybki wzrost gospodarczy jest bezinflacyjny. Teraz gospodarka hamuje, a inflacja rośnie, a to nie jest dobre zestawienie. Oczywiście wiemy, że wzrost inflacji w niewielkim stopniu wynika na przykład ze wzrostu konsumpcji. Wzrost kosztów pracy, wzrost cen energii i susza to główne powody zwyżki cen. Ale fakt pozostaje faktem: jest drożej.
A zatem zapowiada nam się kilka bardzo ciekawych kwartałów. Z dużym prawdopodobieństwem będą to kwartały gorsze, co nie znaczy, że złe.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o