Wszyscy mówią o wojnie

0
30
REKLAMA

Kalkulacja ta powinna uszeregować warianty naszych zachowań wedle opłacalności. Gdyby tak było, to wojna nie miałaby szans. Bo wojna raczej nikomu się nie opłaca. Owszem, w świecie, w którym zysk jest bogiem, a chciwość normą, to przemysł zbrojeniowy rządzi, ale między przygotowywaniem się do wojny, a jej prowadzeniem jest ogromna przepaść.
Przygotowywanie się do konfliktu atomowego dało ludzkości na przykład Internet, czyli narzędzie, bez którego trudno sobie wyobrazić naszą teraźniejszość. Wyścig kosmiczny, który w tle miał też szykowanie się do wojny, przyniósł szereg wynalazków przydatnych w codziennym życiu, na przykład zapięcie na rzepy. Sama wojna też przynosiła niezwykłe wynalazki. Lądowanie na Księżycu byłoby niemożliwe, gdyby niemiecki naukowiec Wernher von Braun nie miał możliwości eksperymentowania z rakietą V2. Rakiety te spadały na Londyn w 1944 roku i zabiły kilka tysięcy ludzi. Ale ludzkość pamięta von Brauna jako tego, który stał za kosmicznym programem Stanów Zjednoczonych, czyli pamiętamy go bardziej jako naukowca, który w 1969 roku z rąk prezydenta Kennedy’ego dostał Distinguished Service Medal, jedno z najwyższych amerykańskich odznaczeń, niż jako niemieckiego żołnierza, członka NSDAP i porucznika SS, i aktywnego uczestnika zbrodni wojennych. Kto wie, czy gdyby nie wojny, to nie latalibyśmy samolotami odrzutowymi, ale nadal turbośmigłowymi, które w dodatku nie miałyby szans na to, by być kontrolowanymi przez system radarowy, który powstał tylko dlatego, że ludzkość toczyła wojny.
To, że ceną za te wszystkie wynalazki było życie milionów ludzi, jakoś umyka naszej uwadze. Dziwne to trochę, bo każde życie to osobny wszechświat, a przecież w dodatku żyjemy w czasach, gdy miliony ludzi deklarują, że świętość życia nie ulega najmniejszej wątpliwości. Unia Europejska jest projektem, który wyrósł na zgliszczach II wojny światowej. Ojcowie założyciele Unii wychodzili z założenia, że krwawe doświadczenie obu wojen światowych nie może pójść na marne. I rzeczywiście, przez lata to działało. A po 1989 roku działało w dwójnasób. I nagle ta spokojna i coraz bardziej syta Europa stanęła wobec czegoś irracjonalnego, wobec zagrożenia wybuchem wojny. Europie, a raczej Europejczykom w głowach się nie mieści, że ten porządek, który rządzi Europą od kilkudziesięciu lat, można dzisiaj wywrócić, i to w imię nie bardzo jasnych wartości.
Nie bardzo bowiem wiadomo, dlaczego Rosjanie prą do konfliktu. Specjalnie piszę „Rosjanie”, a nie Putin, bo prezydent Rosji nie jest szaleńcem, tylko jest zakładnikiem woli swoich rodaków. To oni każdy prowojenny ruch Putina nagradzają wzrostem zaufania do niego. Europejczycy, a przede wszystkim setki tysięcy restauratorów, w których lokalach menu jest także po rosyjsku, właścicieli hoteli na francuskiej Riwierze, którzy od lat żyją z przyjmowania bogatych Nowych Rosjan, czy też właścicieli małych sklepików w województwach pomorskim i warmińsko – mazurskim, którzy dzięki rosyjskim obywatelom przyjeżdżającym z Kaliningradu żyją jak pączki w maśle, nie rozumieją, w imię czego ten porządek ma być wywrócony.
No właśnie.. nie rozumieją. Bo nie o rozum tutaj przecież chodzi. Tu chodzi o atawizmy hodowane w nas, ludziach przez dziesiątki tysięcy lat. Nie rozum tu rządzi, ale emocje. Jakąś iskierka nadziei może być wiara w to, że kiedyś to jednak rozum weźmie górę. Może to „kiedyś” będzie właśnie dziś?

REKLAMA
REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments