Wyborcze dylematy

0
69
REKLAMA

Takie rozwiązanie miałoby i dobre, ale i złe strony. Zacznijmy od tych złych. Jak Polska długa i szeroka pełno jest przykładów udanego sprawowania władzy przez wiele lat. Dotyczy to przede wszystkim urzędów prezydenckich. W Gdyni, Sopocie czy Rzeszowie prezydenci rządzą od 20 lat i nikomu to nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie – wszyscy wydają się być z tego powodu zadowoleni. Oznacza to, że po prostu mieszkańcy tych miast uważają, że prezydenci rządzą dobrze i że nie ma powodu, by ich zmieniać. Gdyby ograniczyć możliwość sprawowania władzy do dwóch kadencji, to pojawiłaby się możliwość tego, że zamiast dobrego prezydenta rządzącego osiem lat, mieszkańcy musieliby wybrać kogoś gorszego. Poza tym w ogóle wydaje się, że ograniczanie wolności wyboru jest złe.
Z drugiej jednak strony dobre aspekty takiego ograniczenia są niebagatelne. Po pierwsze, jest coś takiego jak efekt wpuszczania świeżego powietrza do dusznego pokoju. Rzeczywiście jest tak, że nawet w tych miastach, w których mieszkańcy są zadowoleni z rządzących, panuje pewien marazm. Sprawy toczą się ustalonym trybem, a nie zawsze tryb ten jest najbardziej efektywny. Nie jest też tajemnicą to, że sprawujący władzę samorządową mają skłonność do faworyzowania przy obsadzaniu różnych, i dodajmy licznych, posad krewniaków, a nie osób najbardziej kompetentnych.
W przypadku posłów to, co przydarzyło się ostatnio posłowi Hofmanowi, jest też dowodem na to, że ograniczenia kadencyjne miałyby sens. W przypadku byłego rzecznika PiS jak na dłoni mamy przypadek człowieka, któremu wydawało się, że w polityce będzie zawsze. Rzecz jasna świadomość ograniczenia kadencji nie miałaby wpływu na skłonność posła do sięgania po publiczne pieniądze i organizowania podróży samochodem do Madrytu czy Londynu, ale być może skłoniłaby młodego człowieka do jakiegoś rozsądku przy planowaniu własnego życia i własnej kariery. Nie żałuję specjalnie posła Hofmana, ale fakt, że wyłudzanie publicznych pieniędzy, w sumie kilkudziesięciu, a może trochę ponad stu tysięcy złotych, złamało karierę młodego człowieka prawdopodobnie na zawsze, wydaje mi się karą nadto surową. Gdyby poseł Hofman wiedział, że posłowanie nie jest mu dane na zawsze albo chociaż na wiele kadencji, to być może przeszedłby jakiś kurs zawodowy, który dzisiaj pozwoliłby się mu jakoś pozbierać. Oczywiście poseł Hofman i dziś może się jakoś przeszkolić, tyle tylko że mało kto będzie go chciał zatrudnić, chyba że wzorem opozycjonistów z czasów PRL Hofman zostanie taksówkarzem.
Osobną sprawą jest długość kadencji. Prezydent Krakowa Jacek Majchrowski, który rządzi już 12 lat uważa, że 8 lat to za mało, by można było wprowadzać w życie swoje koncepcje. Faktem jest, że jego kluczowe projekty, czyli Centrum Kongresowe, czy też największa w Polsce hala sportowa zostały oddane do użytku po 12 latach jego rządów. Może zatem rozsądnym byłoby wydłużenie kadencji samorządowych do 6 lat? Gdyby jednocześnie obywatele łatwiej mogli odwoływać nieudolnych samorządowców, to koncepcja taka miałaby ręce i nogi.
Posłom zostawiłbym jednak czteroletnią kadencję. Aż tak wiele bowiem od nich nie zależy. Ale warto by było doprowadzić nasz kraj do takiego stanu, by byle aferzysta czy nieudacznik nie mógł się bezpiecznie zakotwiczyć w polityce.

REKLAMA
REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments