Wytęż wzrok

0
56
REKLAMA

Podobnie, jak wiem, było wtedy z dziećmi innych partyjnych bonzów. Kiedy tylko tatusiowie dowiedzieli się o zagrożeniu, na wszelki wypadek natychmiast ostrzegli rodziny. Dzieci frajerów miały jeszcze przez kilka dni wdychać radioaktywny jod, a „płyn Lugola” znalazł się dla nich bodaj po tygodniu.
A generał Bór Komorowski, skoro obchodziliśmy ostatnio rocznicę Powstania Warszawskiego, nie uprzedził o nadchodzącej „godzinie W” swojej ciężarnej żony. Wiązało się to z jego osobistą tragedią − dziecko urodziło się chore, co zgodnie z ówczesnym stanem medycyny przypisywał właśnie strasznym przejściom matki podczas powstania. Mimo to zawsze uważał, że takie zachowanie męża‑oficera było jedynym możliwym. I nie dlatego, że, jak może tłumaczyłby to człowiek naszych, pragmatycznych czasów, żona mogłaby ostrzec przyjaciółki, te z kolei swoje przyjaciółki i tak dalej, co by całą sprawę zdekonspirowało. Bór Komorowski uważał po prostu, że uprzywilejowywanie swojej żony i dzieci względem setek tysięcy mieszkańców miasta byłoby niegodne człowieka honoru. Bo można o nieszczęsnym Naczelnym Wodzu sądzić różnie, ale był to Polak przedwojenny, honorowy, a nie jakiś „peerelczyk”.
Trudno może porównywać tamte wydarzenia historyczne ze sprawą grandziarskiej spółki Amber Gold. Jej upadek nie zagraża nikomu utratą życia, a tylko oszczędności. Ale nie przypadkiem przypominam tutaj o potomstwie generała Jaruzelskiego i generała Bora Komorowskiego. Jak już wyszło na jaw − bo sam zainteresowany próbował „zdetonować” minę, przyznając się częściowo, w nadziei, że do reszty nikt się nie dokopie − w działalność pomorskiego grandziarza zaangażowany był syn premiera Tuska. Pomijam, że kręci, że nawet „Gazeta Wyborcza”, do ostatniej chwili broniąca go i bredząca o „polowaniu na syna premiera”, musiała z zaciśniętymi zębami przyznać – „Michał nas oszukał”. Bądźmy wyrozumiali, w wypadku tego człowieka skłonność do oszukiwania to obciążenie dziedziczne.
Ale jakby zupełnie mimochodem, wyraźnie nie widząc w tym niczego złego, Tusk junior poinformował nas, że ojciec go przed interesami firmy Amber Gold ostrzegł.
Czyli że pan premier od dawna wiedział, iż rzecz śmierdzi. Jego dwór zapewne też. Nie ma obawy, aby na „złotych lokatach” przekręcony został jakiś pociot klasy panującej. Rolę naciąganych na oszczędności całego życia frajerów przeznaczono takim, którzy nikogo nie znają i z nikim nie są spokrewnieni.
A teraz jak w starej zabawie, Czytelniku: wytęż wzrok i znajdź podobieństwa i różnice.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o