Za co płacić?

0
73

Nawiasem mówiąc, to ta druga sprawa zaważyła na tej pierwszej. Gdyby pana Ostachowicza nie powołano do zarządu Orlenu, to pies z kulawą nogą nie zainteresowałby się odprawą pani Wasiak. A sprawa Oatachowicza jest banalna, zwykłe kolesiostwo, które towarzyszy sprawowaniu władzy jak świat światem.
Tymczasem zarobki w spółkach Skarbu Państwa, to problem daleko szerszy i poważniejszy. Faktem jest, że w ogóle zarobki w Polsce są haniebne. Ceny mamy porównywalne z zachodnimi (a niekiedy nawet wyższe) a zarobki wielokrotnie niższe. To zresztą często daje nam tę przewagę gospodarczą wynikającą z niższych kosztów pracy przy wysokich kwalifikacjach, daleko wyższych niż tam, gdzie płace są jeszcze niższe, czyli na przykład w Rumuni lub Bułgarii. Od kilkunastu lat problemem stało się to, że płace zarządzających zaczęły się zrównywać z płacami na zachodzie Europy. Szefowie banków, oddziałów zagranicznych konsorcjów, firm handlowych nagle zaczęli zarabiać – jak na polskie warunki – krocie. Żeby zachować jakąś przyzwoitość w relacjach zarobkowych w firmach państwowych, wprowadzono ustawę kominową, czyli ustawowo określono pułap zarobków kadry menedżerskiej. To spowodowało kilka efektów. Po pierwsze, najlepsi uciekali do firm bez pułapów płacowych, czyli do firm prywatnych. Po drugie, ci, którzy nie bardzo mieli gdzie uciec, zaczęli kombinować. Znam przykład dyrektora państwowej firmy, zarabiającego miesięcznie 10 tysięcy, który w atrakcyjnej turystycznie miejscowości dysponował dwoma lokalami. Oba wynajął pewnej sieci restauracyjnej. Dwie panie zarządzające restauracjami przez 10 lat zwracało się do dyrektora z prośbą o umorzenie czynszu. Za każdym razem dyrektor się zgadzał. Obie panie były synowymi tego dyrektora.
Żeby ominąć ustawę kominową, zaczęto zawierać z zarządzającymi państwowymi spółkami umowy menedżerskie. I taką właśnie umowę zawarto za czasów, gdy ministrem infrastruktury był Sławomir Nowak, z panią Marią Wasiak. Poza wysoką płacą (ponad 40 tysięcy), gwarantowano w niej dwunastomiesięczną odprawę po jej odejściu z pracy. Ma to sens, gdyby w Polsce działały jakieś potężne siły konkurencyjne dla PKP. Ale Przewozy Regionalne, które konkurują z PKP, są karłem w porównaniu z największym przewoźnikiem, a Deutsche Bahn jakoś nie spieszy się z wkraczaniem na polskie tory. No, ale nawet gdyby pani Wasiak odchodziła do którejś z tych firm, to można uznać, że rok zakazu konkurencji i płacenia pani Wasiak za to, że pracy tej nie podejmuje, ma ręce i nogi. Ale pani Wasiak odchodziła do rządu, który w żaden sposób nie konkuruje z PKP. I dlatego taka odprawa musi dziwić, ale nie zmienia to faktu, że jest całkowicie zgodna z prawem i podpisaną umową. I to jest smutne i oburzające, bowiem jakkolwiek bezsensowne są ustawy ograniczające zarobki kadry menedżerskiej, to jednak trzeba wiedzieć, za co się płaci.
Akurat PKP jest dobrym przykładem. Przez ostatnie lata firma jest zarządzana bardzo dobrze. Zmniejszyło się jej zadłużenie i to o ponad 3/4, sensownie wydawane są fundusze europejskie, modernizowane są tory i dworce. I za to pani Wasiak mogłaby otrzymać premię. Inaczej mówiąc, jestem za płaceniem premii za konkretne działania, za wykonanie pracy, która może być porównana z przeskoczeniem wysoko zawieszonej poprzeczki. Tylko tyle i aż tyle.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o