Zaskoczenie?

0
151

Wstępne dane o wzroście gospodarczym w 2019 roku okazały się gorsze od większości prognoz. Spowolnienie jest faktem. Pozostaje jedynie pytanie, jak długo potrwa i jak będzie głębokie?

REKLAMA

Według wstępnych szacunków polska gospodarka urosła w 2020 roku o 4%. To dalej bardzo dobry wynik, szczególnie na tle wielu krajów podobnych do nas. Jednak jest to wynik gorszy od średniej prognoz. Nie chcę stawiać twardych danych w oparciu o wstępne szacunki, ostateczne dane mogą się wyraźnie różnić, ale jeśli miałoby się to potwierdzić, to zarysował się wyraźny trend spadkowy, jeśli chodzi o naszą gospodarkę. Ale, wbrew tezie, która dominowała w wielu mediach, trudno to uznać za zaskoczenie. Jedyne, co być może niektórych mogło zaskoczyć, to gorsze wyniki konsumpcji. Bo do takich wniosków można dojść patrząc na te wstępne szacunki.
GUS na początku każdego roku najpierw podaje szacunki za cały rok, a dopiero potem za czwarty kwartał. Chodzi o to, że nie ma jeszcze wszystkich informacji i sama wielkość czwartego kwartału byłaby obarczona zbyt dużym błędem. Gdy szacujemy cały rok, mamy już przecież dane za trzy kwartały. Na pierwszy rzut oka trochę to dziwne, ale tak właśnie jest. Na podstawie danych szacunkowych za cały rok można postawić tezę, że czwarty kwartał był wyraźnie gorszy od trzeciego. I nie można wykluczyć, że w czwartym kwartale rozwijaliśmy się już w tempie niższym, niż 3%. Ale nawet, jeśli „trójkę” z przodu zobaczymy, czyli wzrost będzie przynajmniej na poziomie 3%, to i tak skala spadku jest poważna. Przypomnę, że w kolejnych kwartałach 2019 roku odnotowywaliśmy 4,6%, 4,5% i 3,9% wzrostu PKB w ujęciu rocznym. A apogeum hossy nastąpiło w trzecim kwartale 2017. Było to 5,5% wzrostu PKB.
Skąd to hamowanie? Za pierwotną przyczynę uważam hamowanie dynamiki eksportu. Drugi kwartał 2019 był pod względem wzrostu eksportu najgorszy od pamiętnego 2009 roku, kiedy mieliśmy wielki światowy kryzys. Potem, w trzecim kwartale, było trochę lepiej, ale wszystko wskazuje na to, że w czwartym znowu gorzej. Gorsza była także dynamika konsumpcji. I to, jak już wspomniałem, mogło niektórych nieco zdziwić wobec uruchomienia programu 500+ na pierwsze dziecko. Ale z drugiej strony mamy wzrost cen i coraz więcej sygnałów, że superhossa się kończy. Zmniejsza się liczba nowych ofert pracy, 2019 rok to pierwszy rok od 2014, kiedy mieliśmy takie miesiące, że ubywało więcej miejsc pracy, niż ich przybywało. To powoduje także mniejszą presję na wzrost płac. No i słowo „hamowanie gospodarki” zaczęło gościć w mediach. Pogorszyły się nastroje konsumentów. Przedsiębiorców zresztą też. A to wszystko razem skłania do głębszego zastanowienia się nad wydatkami konsumpcyjnymi.
Czwarty kwartał to już historia. Ale trendy, które obserwujemy, będziemy także, przynajmniej moim zdaniem, obserwować także w najbliższych kwartałach. Z tym, że gorzej będzie w przypadku inwestycji. Kończące się powoli programy unijne wyhamują dynamikę inwestycji publicznych. W dodatku w przypadku samorządów mamy problemy z wygenerowaniem środków na wkład własny. Obniżenie PIT do 17% oraz podwyżki płac nauczycieli bez wystarczającego zwiększenia strumienia pieniędzy z budżetu centralnego, zrobią swoje. Czy możemy liczyć na poważny wzrost dynamiki inwestycji w sektorze prywatnym? Nie sądzę. Teza o tym, że na przykład rosnąca płaca minimalna będzie do tego skłaniać, bo dzięki inwestycjom zwiększy się wydajność pracy, moim zdaniem jest absolutnie nieprzekonująca. Wręcz przeciwnie, sądzę, że odgórnie narzucany wzrost płac raczej będzie hamował aktywność. Albo wpłynie na wzrost cen w wielu branżach. Jak zwiększyć wydajność na przykład u fryzjera?
Jaki z tego wszystkiego płynie wniosek? Pierwszy jest taki, że naprawdę trudno to wszystko uznać za zaskoczenie. Przesłanki były widoczne od dłuższego czasu. Można się było tylko zastanawiać nad skalą, a nie nad tym, czy to się stanie czy nie. Zaklinanie rzeczywistości nic nie da. Podobnie zresztą było z inflacją. Pisałem o tym dwa tygodnie temu. Czynniki jej potencjalnego wzrostu obserwowaliśmy od miesięcy. Jeśli coś zaskoczyło to może to, że jej wyraźny wzrost nastąpił dopiero w grudniu. Mamy zatem hamującą gospodarkę przy rosnącej inflacji. Osobiście nie podzielam optymizmu władz monetarnych, że wzrost inflacji będzie krótkotrwały. I uważam, że wyniki gospodarki w roku 2020 będą wyraźnie gorsze od średniej prognoz. I od założeń budżetowych. Moim zdaniem będziemy mocno poniżej 3%. Może zatem nas czekać wzrost inflacji przy poważnym hamowaniu gospodarki. Czyli nie najlepszy scenariusz…
I jeszcze jedna kwestia. Hamowanie przyszło do nas z zewnątrz. Główne powody to wojny handlowe i Brexit, choć jesteśmy w stanie pokazać więcej mniej istotnych czynników. Wciąż jednak wiele gospodarek na świecie, ma się całkiem dobrze. Na czele z gospodarką amerykańską, która ma już najdłuższy okres hossy po drugiej wojnie światowej. Nic nie trwa wiecznie, to pewne. Co zatem będzie iskrą, która doprowadzi do większych problemów? Oto jest pytanie. Na horyzoncie pojawił się jeden z kandydatów. Mam tu na myśli epidemię związaną z koronawirusem. Oby udało się ją szybko opanować. Ale jeśli się to nie uda, to oprócz tragedii umierających, może to być także zaczyn poważniejszego kryzysu na świecie.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o