Zbrodnia stanu

0
66
REKLAMA

Co przy takich nastrojach najbardziej musi dziwić, to że osób podpisujących się pod stwierdzeniem, że Polska zdecydowanie nie powinna przyjmować wspólnej waluty, znalazło się tylko 43 proc. − a dalszych 33 proc. jest przeciwko takiej decyzji „na razie”. Wynika z tego, że mamy sporą grupę ludzi, około miliona do dwóch, która uważa, że rezygnacja z własnej waluty zaszkodzi i Polsce, i nawet im samym, a mimo wszystko nie są jej przeciwni.
Zdaje się, że to ta grupa, która uwierzyła w „dziejową konieczność”. Dziejowa konieczność jest taka, że musimy wejść do Europy i rozpuścić się w niej, zrównać w prawach konkubinaty z małżeństwami i zacząć wyrzucać z pracy za noszenie na szyi medalika lub krzyżyka − bo taka jest dialektyka dziejów. Skoro europejska centrala coś zarządzi, to „im widnieje” − zarządziła euro, to trzeba je przyjąć nawet ze świadomością, że w ten sposób zostaniemy obrabowani na rzecz bogatszych unijnych partnerów. Oto najtwardszy elektorat obecnej władzy.
Ciekawe, czy jest w stanie przebić się do świadomości tego żelaznego − czy może raczej „betonowego” − elektoratu świadomość, która coraz bardziej dociera do masy prostych Polaków, że twórcy projektu europejskiego nie są wcale mądrzejsi niż twórcy projektu sowieckiego. Że zapewnienia pana Draghiego i pani Merkel, iż Unia oraz wspólna waluta wiodą ku świetlanej przyszłości, nie są wcale warte więcej niż analogiczne zapewnienia Breżniewa i Susłowa co do komunizmu.
Projekt strefy euro był w istocie projektem ideologicznym, a nie ekonomicznym. Aby go przeforsować, obłożono w Unii anatemą i wyrugowano z dyskursu publicznego cały dział ekonomii zwany „teorią jednolitego obszaru walutowego” − zupełnie tak samo jak w stalinowskiej Rosji zrobiono z cybernetyką. Co zabawne, akurat w roku, kiedy wspólną walutę wprowadzono, pionier tej teorii odebrał ekonomiczną nagrodę Nobla. Ale z uczelni europejskich jego prace wyrugowano, bo jasno z nich wynikało, że za 10 lat stanie się to, co się faktycznie zaczęło: kraje południa, wykorzystujące wspólne stopy procentowe do rozrzutnego życia, albo pociągną za sobą całą Europę w przepaść, albo dostaną się pod kolonialną władzę silniejszych gospodarczo dysponentów waluty, czyli, konkretnie, Niemiec.
Jak w związku sowieckim naukowcom zamknięto usta, zadekretowano jedyną słuszność i teraz są efekty − nic na to nie poradzimy. Ale jednego ZSSR już nam wystarczy. W tej sytuacji pchać nadal Polskę do strefy euro byłoby ze strony rządu Tuska, mówię to z całą odpowiedzialnością, zbrodnią stanu.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o