Złoty ma mocne fundamenty.

0
27

Za tym, że polska waluta powinna być znacznie mocniejsza niż obecnie, przemawia wiele argumentów. Po pierwsze, rzeczywiście mamy relatywnie mocne fundamenty gospodarki. W zeszłym roku znowu rozwijaliśmy się w tempie powyżej 4%, czyli jednym z najwyższych w Europie. I nie zanosi się na jakiś kataklizm w najbliższym czasie. Zaczynamy także, choć idzie to jak po grudzie, porządkować nasze finanse publiczne. Zresztą ich stan, w porównaniu do wielu innych państw, nie jest wcale taki zły. Po drugie, mamy szereg źródeł popytu na złotego: środki unijne, które trzeba zamienić na polską walutę, inwestycje bezpośrednie, środki od osób pracujących za granicą itd. Czynników umacniania złotego jest zresztą więcej.
Dlaczego zatem złoty tak tracił w zeszłym roku? Ze względu na wzrost awersji do ryzyka. To stwierdzenie powtarzane na okrągło może już czasem denerwować, ale taka jest prawda. O co tak dokładnie chodzi? Ano o to, że jeśli coś złego na świecie się dzieje, to fundusze inwestycyjne, banki inwestycyjne, fundusze emerytalne itp. zmniejszają swoje zaangażowanie w to, co jest bardziej ryzykowne. Jak ocenia się ryzyko? Przede wszystkim na bazie przyznawanych ratingów. My, czyli Polska, jesteśmy mniej więcej na poziomie RPA, Korei Południowej, Wietnamu, Węgier i tym podobnych krajów. Wielkie fundusze działają najczęściej na wielu rynkach jednocześnie. Jeśli jest zatem konieczność ograniczenia tego co ryzykowne, to zmniejszają swoje zaangażowanie na wszystkich, na których są obecne. I nie patrzą zazwyczaj na to, czy lepsze fundamenty ma Polska, czy RPA. Po prostu sprzedają, żeby nie powiedzieć: po równo i tyle.
Zeszły rok to oczywiście kryzys strefy euro. I to był główny powód wzrostu ryzyka na świecie. Dlatego właśnie złoty tak się osłabiał. Pomimo tego, że ogólna sytuacja w Polsce nie była przecież taka zła.
Co będzie dalej? Zakładam, że porządkowanie strefy euro będzie kontynuowane. To właśnie dobry początek roku pod tym względem, czyli przyjęcie paktu fiskalnego oraz decyzja Europejskiego Banku Centralnego o postawieniu do dyspozycji banków komercyjnych pół biliona euro doprowadziły do poprawy nastrojów. I umożliwiły wzrost wartości PLN. Pomogły także dobre dane z gospodarki USA, bo jak tam jest lepiej, to lepiej jest na całym świecie. Najbliższe miesiące mogą być jednak wciąż nerwowe, nie wiemy bowiem, czy wdrażanie postanowień paktu i przeprowadzanie reform w poszczególnych krajach będzie wolne od problemów. Jeśli jednak będziemy szli do przodu i jednocześnie zaczniemy na poważnie tworzyć koncepcję zwiększenia konkurencyjności całej gospodarki europejskiej, to do końca roku złoty powinien się umocnić. Kurs do euro może spaść poniżej 4 złotych. I to być może dość wyraźnie.
Pamiętajmy jednak, że wiele rzeczy może nas zaskoczyć. Wystarczy, że dojdzie do eskalacji konfliktu z Iranem i znowu będziemy mieli wzrost awersji do ryzyka. A może stanie się coś, o czym teraz nawet nie myślimy? Czy na początku 2010 roku spodziewaliśmy się upadku reżimów w Tunezji, Egipcie czy Libii? Prognozy dla złotego są więc raczej dobre, ale uważać trzeba. Jak to zwykle na rynku walutowym.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o