Zmiana limitu zadłużenia

0
38

Kilka dni temu w przestrzeni publicznej pojawiła się informacja, że cześć „młodych” ekonomistów związanych z PiS zastanawia się nad ewentualnym zwiększeniem konstytucyjnego limitu zadłużenia Polski. Artykuł z ich wypowiedziami póki co traktuję jako „wrzutkę”, co nie oznacza, że rządzący poważnie nie zastanawiają się nad taką możliwością.
Właśnie czytam informację o tym, że powstaje film o Edwardzie Gierku. Przy okazji na stronie relacjonującej dość szeroko ten projekt można znaleźć dokument, który w ciągu dwudziestu kilku minut opowiada o byłym pierwszym sekretarzu PZPR. A w nim możemy usłyszeć np. o tym, że Gierek chciał modernizować kraj, a ponieważ nie miał na to środków, sięgnął po kredyty zagraniczne. Znamy oczywiście całą historię i również to, że obok inwestycji, które miały sens, choćby w przemyśle motoryzacyjnym, część z tych środków po prostu przejedzono. A ze spuścizną, czyli z zadłużeniem, męczyliśmy się jeszcze przez długie lata.

REKLAMA

Politycy lubią się zadłużać. Bo dług to pieniądze. A pieniądze to możliwość wydawania, czyli zaspokajania potrzeb społecznych. A zaspokajanie potrzeb społecznych oznacza większe szanse w kolejnych wyborach. I to jest tak naprawdę największe ryzyko związane z długiem i z politykami. Dlatego właśnie, patrząc na historię, dobrze jest ten dług trzymać w ryzach. Nie chodzi tu o samą wartość długu, ale o odniesienie go do jakiejś wielkości, która reprezentuje potencjał do obsługi i późniejszej jego spłaty. Taką wielkością jest PKB, czyli Produkt Krajowy Brutto. I stąd najbardziej podstawowy wskaźnik pokazujący zadłużenie i odnoszący je do potencjału spłaty tego zadłużenia to wartość długu w stosunku do PKB.
Każdy członek Unii Europejskiej, w szczególności strefy euro, podlega reżimowi zadłużania. Chodzi po prostu o to, żeby jakiś jeden kraj swoją nieodpowiedzialnością nie doprowadził do problemów w całej grupie. Jednym z najważniejszych ograniczeń w kwestii zadłużenia się jest limit 60% długu w stosunku do PKB. Jeśli jest więcej, Komisja Europejska ma reagować. Wprowadzony kilka lat temu tzw. pakiet fiskalny wzmocnił możliwość tej reakcji, niektóre działania są teraz podejmowane niejako z automatu. Wszystko to było pokłosiem de facto upadłości Grecji, która o mało nie doprowadziła do rozpadu strefy euro. Grecy myśleli, że mogą się zadłużać i nic im się nie stanie. Tym bardziej, że stoi przecież za nimi potężna strefa wspólnej waluty, której byli członkiem. Ale okazało się, że tak nie jest. Co prawda pożyczający Grecji przestraszyli się dopiero wtedy, gdy dług tego kraju przekroczył 150% PKB, ale nigdy nie wiadomo, kiedy ten strach u dających środki się pojawi. A jak się pojawi, to pieniędzy nie ma już skąd wziąć. I wtedy trzeba ogłosić niewypłacalność. A potem? Sami Państwo widzieli na przykładzie Grecji.

Jesteśmy jednym z niewielu państw na świecie, które ma wpisane limity zadłużenia w różnych aktach prawnych. Najważniejszym z nich jest Konstytucja. Tam właśnie mamy limit 60% długu w stosunku do PKB. Ta wielkość, ale także 50% i 55% są także wpisane w Ustawie o Finansach Publicznych. I przekroczenie ich niesie za sobą odpowiednie działania.
I oto pojawił się pomysł, żeby ów limit w Konstytucji zmienić. Na razie jest to głos tzw „młodych” ekonomistów PiS związanych z Polskim Instytutem Ekonomicznym. Osobiście traktuję ten pomysł jako swoistą „wrzutkę”, która ma pokazać, jaka będzie reakcja głównie ze strony tych, którzy pożyczają nam pieniądze. A głównie inwestorów zagranicznych. No i nie stawiałbym na to, że ta próba dyskusji na ten temat jest tylko inicjatywą kilku młodych osób. Myślę, że taki pomysł faktycznie mógł zakiełkować u rządzących.
Faktem jest, że nigdzie w teorii ekonomii nie jest napisane, że akurat 60% długu do PKB to poziom bezpieczny. A może 59%, albo 62,5%. Mało tego: wiele krajów permanentnie ten poziom przekracza i nic się złego nie dzieje. Choćby Stany Zjednoczone, obecnie dwukrotnie, czy Francja, półtorakrotnie. W dalszym ciągu kraje te pożyczają pieniądze, w dodatku są określane, szczególnie USA, jako bardzo bezpieczne. Prawdą jest także to, że możemy wskazać masę wydatków finansowanych ze zwiększenia długu, które na pierwszy rzut oka wydają się sensowne. I zwiększyłyby one polski potencjał, także do spłaty długu, w przyszłości. Na przykład modernizacja szlaków wodnych, sieci elektroenergetycznych, dokończenie budowy sieci dróg szybkiego ruchu, może nawet Centralny Port Komunikacyjny, choć osobiście co do tego ostatniego nie jestem przekonany. A więc co, limit do zmiany?
Nie tak szybko. Jednak trochę mi tu zaczyna pachnieć Gierkiem. Zresztą jest też kilka dodatkowych ograniczeń i zagrożeń. Ale o tym za tydzień.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o