Znak czasów?

0
83
REKLAMA

W kwestii oczekiwań co do rozwoju źródeł napędu w samochodach podejście europejskie nieco różni się od japońskiego. Wpływa na to wiele czynników, na czele ze świadomością ekologiczną. Dla wielkich koncernów japońskich najważniejszymi rynkami są rynek amerykański, chiński i japoński. Dotyczy to także Hondy i Toyoty, które mają w tej chwili najwięcej modeli hybrydowych. Na dwóch z tych rynków, czyli w USA i w Kraju Kwitnącej Wiśni, konsumenci są znacznie bardziej proekologiczni niż w Europie. W Chinach na razie nikt specjalnie się tym problemem nie przejmuje, choć państwo to powoli zaczyna zmieniać podejście do kwestii zanieczyszczania środowiska.
Według specjalistów badających rynek europejski, hybrydy to przyszłość. Ale przyszłość w dosłownym znaczeniu tego słowa. Na razie klienci traktują ten typ napędu jako pewną ekstrawagancję. Zresztą część ekspertów nie jest pewna, czy w perspektywie dwudziestu lat na Starym Kontynencie bardziej przyjmą się napędy hybrydowe czy elektryczne. Póki co, ci, którzy chcą oszczędzać, raczej decydują się na diesla lub silniki benzynowe o niskiej pojemności, niż kupują hybrydy. Oczywiście samochody hybrydowe rzeczywiście palą mniej, choć nie w każdych warunkach, ale jednocześnie są droższe. Bilans jest dodatni tylko wtedy, gdy jeździmy dużo. A że mniej zanieczyszczamy środowisko? Jak już napisałem, ten element w Europie nie jest tak istotny, jak choćby w Kalifornii. Szkoda, ale niestety takie są fakty.
Prius odniósł jednak w ostatnich miesiącach absolutny sukces. Dlaczego? Bynajmniej nie ze względu na nowatorski napęd, sylwetkę czy walory użytkowe, choć ma się tu czym pochwalić. Przede wszystkim jednak stworzono mu odpowiednie warunki. I tu, po tym wstępie motoryzacyjnym, przechodzę do meritum sprawy.
W dzisiejszym świecie istotne znaczenie dla powodzenia rynkowego różnych towarów i usług lub jego braku może mieć polityka państwa. I to nawet w krajach, które powszechnie uchodzą za wolnorynkowe i liberalne. Jeśli jakiś pomysł, jakieś rozwiązanie chcemy promować, to możemy to czynić wykorzystując odpowiednie instrumenty. Obywatele często nie zdają sobie nawet sprawy z tego, że są, w pewnym sensie, manipulowani. Dopłaty do produkcji, zwolnienia podatkowe, ułatwienia administracyjne albo obostrzenia przepisów prowadzą do tego, że coś jest tańsze lub droższe, łatwiej, lub trudniej dostępne. Możemy także budować modę na pewne zachowania albo zniechęcać do innych. W zależności od tego, jakie są priorytety polityków.
Rekordowa popularność hybryd w początkach 2012 roku to nie nagły przypływ miłości do tego typu rozwiązań technologicznych ze strony konsumentów, ale efekt proekologicznych przepisów wprowadzonych na przykład przez rząd Japonii. Skoro droższy w wytwarzaniu samochód hybrydowy jest w rzeczywistości tańszy, bo państwo nam do niego dopłaca albo zwalnia nas z jakiegoś podatku związanego z zakupem, to staje się on dla nas atrakcyjny. Preferencje mogą dotyczyć także na przykład darmowego wjazdu do centrów miast, jak w Londynie, i wielu innych rzeczy.
Państwo może zatem wpływać na nasze decyzje i w ten sposób realizować cele, które sobie wyznaczy. Oczywiście preferencja kosztuje, ale nie wszystko da się przeliczyć na pieniądze. Zresztą spora część tego typu inicjatyw prowadzi do oszczędności, tyle tylko, że w długim okresie.
Niestety bywa i tak, że różnego rodzaju programy wcale nie są efektem dalekosiężnych przewidywań i dobrych dla ludzkości koncepcji, tylko wynikają z lobbingu i partykularnych interesów grup producentów. Często zresztą trudno jest na pierwszy rzut oka ocenić, dlaczego jakieś działanie zostało podjęte.
Tak czy inaczej w Polsce na razie nie możemy liczyć na jakieś spektakularne akcje tego typu. A jeśli, to o ograniczonym zasięgu. Chyba, że wynikają one z przyjętych zobowiązań na przykład wobec Unii Europejskiej. Ewentualne ulgi na samochody ekologiczne raczej nam na razie nie grożą, walczymy bowiem o ograniczenie dziury w budżecie. Minister finansów boi się, że w krótkim okresie tego typu proekologiczne działania mogą prowadzić do spadku dochodów państwa. Hybrydy czy samochody elektryczne nie staną się zatem w najbliższych latach powszechnym widokiem na naszych drogach.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o