Znaki czasu

0
52
REKLAMA

Pewnie część z nas kocha jakąś restaurację tylko dlatego, że się nie zmienia i wciąż oferuje te same dania tak samo zrobione. I nie musi przeprowadzać kampanii reklamowych. Ale w większości przypadków walka jest jedynym sposobem przetrwania. A jeśli mówimy o wielkich koncernach, to innej możliwości po prostu nie ma.
Każdy chce wygrywać. Także w biznesie. W dodatku wciąż pojawiają się nowi, którzy chcą uszczknąć dla siebie kawałek tortu. Jak to zrobić? Jakoś trzeba przekonać do siebie konsumentów. Cena? Jakość? Zupełnie nowy pomysł? Z pewnością każdy z tych sposobów jest dobry. Ale jeśli sięgniemy po to, co znane, to będziemy tylko powielać. A zatem, jeśli chcemy odnieść na prawdę wielki sukces, musimy albo wprowadzić coś, czego nikt jeszcze nie oferuje, albo inaczej podejść do tego, co istnieje.
Kiedy uczyłem się w szkole podstawowej, świat był pod wrażeniem osiągnięć japońskiej gospodarki. Firmy z Kraju Kwitnącej Wiśni podbiły Stany Zjednoczone, śmiało atakowały także Europę. Z roku na rok coraz więcej osób spotykało się z japońskimi produktami. Nowe metody produkcji, nowe technologie, umiejętność efektywnego wprowadzania nowych produktów na rynek, perfekcjonizm pracowników. Japończykom udało się to, co nie udawało się innym: ich produkty nie tylko były tańsze, ale także lepsze. W efekcie wygrywali walkę konkurencyjną. Dla przeciętnych konsumentów najbardziej było to widoczne w dwóch branżach: motoryzacji i elektronice. Toyota, Honda, Nissan, Mazda itd. zaczęły dominować na światowych rynkach. To samo można powiedzieć o Sony, Panasonicu czy Sharpie. A może nawet tu dominacja była jeszcze wyraźniejsza. Byli bowiem tacy, jak właśnie Sony, którzy wręcz tworzyli nie tylko trendy, ale nawet całe rynki.
Ale nic nie trwa wiecznie. Bo są inni, którzy też chcą kawałek tortu. Najlepiej jest to widoczne właśnie w branży elektronicznej. Zeszły rok pokazuje, że wielkie koncerny japońskie mają potężne problemy, gigantyczne, miliardowe straty i, co najgorsze, brak rewolucyjnych pomysłów, przynajmniej na razie, żeby tę sytuację zmienić. Na placu boju pojawili się nowi. A właściwie i starzy, którym się udało ponownie wspiąć na wyżyny, i nowi. Apple, Samsung, LG, Lenovo i wielu wielu innych. Nic nie trwa wiecznie, nic nie jest zadane, żeby utrzymać się na topie, trzeba walczyć.
Przykład Apple jest z pewnością najbardziej spektakularny. Dobry początek, potężne problemy pod koniec lat dziewięćdziesiątych i fenomenalny początek dwudziestego pierwszego wieku. Spektakularny, ale o tyle zły, że związany przede wszystkim z postacią jednego człowieka, wielkiego wizjonera, Steva Jobsa. To jego powrót do firmy uruchomił jej powtórny wzrost. Tymczasem Japończycy, Koreańczycy i Chińczycy bazują raczej na grze zespołowej.
Jeśli chce się przodować, trzeba walczyć. A co my, konsumenci, z tej walki mamy? Nowe pomysły, rozwój technologii, coraz lepsze produkty, pełniejsze zaspokajanie naszych potrzeb. Warto dodać, że tak szybko, jak w ostatnich dziesięcioleciach, jeszcze nigdy w historii ten proces nie postępował…

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o