Życie po Madrycie

0
59
REKLAMA

Za bilety panowie zapłacili z własnych pieniędzy, a zaliczkę na przejazd samochodami wkrótce zwrócą. Słabo to będzie wyglądało nawet wtedy, gdy okaże się, że panowie wcześniej wzięli zaliczkę z kancelarii Sejmu, a dopiero potem przeszła im ochota na podróż samochodami i kupili dla siebie, i swoich partnerek bilety na samolot.
Można też postawić pytanie: dlaczego od razu nie oddali zaliczki ani nie zrobili tego w ciągu trzech dni po powrocie. Trochę trudno mi uwierzyć w to, że zdrowi na umyśle posłowie planują morderczą podróż samochodami przez całą Europę, zamiast trzygodzinnego lotu. W dodatku panowie tam lecieli służbowo, do pracy, dlaczego zatem kupowali bilety za własne pieniądze? Owszem, za bilety swoich towarzyszek powinni zapłacić, wykorzystując sejmowe biuro do dokonania rezerwacji. Gdyby jednak okazało się, że zaliczkę pobierali, mając już zarezerwowane bilety na lot Ryanair, to sprawa będzie klasyczną próbą wyłudzenia publicznych pieniędzy. A w takim przypadku należałoby posłom Hofmanowi, Kamińskiemu i Rogackiemu uchylić immunitety i postawić całą trójkę przed sądem.
Nawet jeżeli jakimś cudem panowie się z tego wykręcą i okaże się, że nie było żadnych finansowych przekrętów albo że nie da się ich udowodnić, to słabo to nadal wygląda. Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy to poważna instytucja, w której się normalnie pracuje. Panowie byli 3/4 polskiej delegacji i nie wykonali swojej pracy. Czwartym był Robert Biedroń, który swoją pracę rzetelnie wykonał.
Na mojego nosa sprawy się miały tak. Panowie postanowili spędzić Wszystkich Świętych i Zaduszki w pięknych madryckich okolicznościach. Okazją do tego było posiedzenie ZPRE. Zarezerwowali bilety w tanich liniach, wystąpili o zaliczkę na benzynę, odebrali ją i polecieli do Madrytu. Tam podpisali się na liście obrad ZPRE i ruszyli w Madryt. Noga im się powinęła przy powrocie. Panie trochę za dużo wypiły, za głośno mówiły i sprowokowały stewardessę do interwencji. Ponieważ posłowie Hofman i Kamiński są rozpoznawalni, niektórzy pasażerowie zaczęli nagrywać sprzeczkę telefonami komórkowymi. Być może wtedy posłowie zorientowali się, że ich powrót przestaje być anonimowy. Niewykluczone jednak, że dopiero środowe publikacje w tabloidach zapaliły im światło alarmowe. Świadczyć by o tym mogło to, że wyjaśnienie do Halickiego napisali ręcznie. W czasach maili i komunikacji elektronicznej, kiedy pismo pisze się ręcznie? Gdy chce się je antydatować. Napisanie czegoś w komputerze zostawia ślad czasowy. Podobnie mail ma datę. Korzystając z tego, że Halicki wracał do Warszawy 6 listopada, 5 dostarczyli do sekretariatu pismo z datą 4 listopada.
Wszystko to wygląda bardzo źle. A najgorsze jest to, że – znowu na mojego nosa – oni tak robili już wcześniej. Bezczelność i hucpa operacji madryckiej aż bije w oczy i nie wydaje mi się, by akcja była pionierską. Musi też zastanawiać łatwość, z jaką w Sejmie dostaje się zaliczki na absurdalne nawet pomysły, a takim jest dla mnie podróż z Warszawy do Madrytu samochodem na jednodniowe posiedzenie ZPRE. Dziwić musi też to, że wystarczy zadeklarować, że zaliczkę wydało się na paliwo, i sprawa jest załatwiona. Nie trzeba żadnych kwitków ani paragonów. Zaiste w niezwykłym państwie żyjemy.

REKLAMA
REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments